Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2020

Najlepsze z najlepszych - czyli ranking 2019





Skończy się czytanie, skończą się filmy, muzy też nie posłuchasz mówili. Będziesz miał dziecko nie będzie czasu na kulturę twierdzili. Jak zwykle się mylili. Czas na obcowanie z kulturą, na pasje i zainteresowania zawsze się znajdzie pod warunkiem, że jest to dla nas ważna sfera, a że ja bez niej nie wyobrażam sobie życia to udało mi się całkiem dużo dobrego wybrać dla siebie  w tym mijającym roku.

KSIĄŻKI

„Powrót do Reims” - Didier Eribon powieść o powrocie w przeszłość, w głąb siebie. Eribon sięga do swoich korzeni i podejmuje próbę konfrontacji z własnymi lękami starając się jednocześnie odpowiedzieć na pytanie jak udało mu się pokonać bariery klasowe i dokonać awansu społecznego. Właśnie o tym jest przede wszystkim jego książka, o społeczeństwie klasowym i choć elity mają interes w tym żeby wmawiać nam, iż tak naprawdę wszyscy mamy równe szanse to nawet jeśli daliście się oszukać, po przeczytaniu tej książki zobaczycie że takie twierdzenie to bzdura.

„Dom z dwoma wieżami” - Maciej Zaremba Bielawski - jedna z tych książek którą powinniśmy przeczytać i chyba dlatego tak wiele osób zapisywało ją w zeszłym roku na półkach must-read. Jest to bowiem pozycja bogata narracyjnie i mocno intymna, a z drugiej strony opowieść bardzo uniwersalna. Myślę, że niejednemu z nas posłuży jako pretekst do podroży w głąb swej tożsamości. Być może zajrzymy w głąb siebie, a może popatrzymy też szerzej na tożsamość narodową.

FILMY

Monument - Jagoda Szelc to prawdziwa czarownica, a jej kolejny film "Monument" jest tak nieoczywisty i elastyczny jeżeli chodzi o interpretację, że długo pozostał w mojej głowie. Dodatkowym bonusem była możliwość spotkania reżyserki po seansie. Nie dziwi, że ktoś o tak szerokich horyzontach płodzi filmy z taką głębią. 

Boże Ciało - wiara w życiu człowieka z pięknej perspektywy. Delikatny, liryczny, a momentami dla kontrastu bardzo mocny film. Nie dziwię się, że trafił na krótką listę oskarową. 

Kafarnaum - podziały klasowe jakoś mocno mi towarzyszyły w refleksjach w mijającym roku. Podejrzewam, że w 2020 będzie podobnie. Tyle jest niesprawiedliwości i krzywdy ludzkiej, a najgorsze jest to, że ile by filmów nie powstało takich jak ten, to ci którzy mogą mieć wpływ odwracają oczy. Nigdy nie zrozumiem jak obok takich filmów jak ten w reżyserii Nadine Labaki można przechodzić obojętnie i nie podjąć kroków żeby coś zmienić. Rola Zain Al Rafeea genialna.

Przy okazji filmów warto też wspomnieć o serialach. Jeżeli chodzi o ubiegły rok to jak dla mnie najlepsze seriale prezentują się następująco:

Czarnobyl

Rok za rokiem

Stranger Things III


MUZYKA 

Tool - Fear Inoculum - chyba jedna z najbardziej wyczekiwanych płyt przez fanów muzyki alternatywnej. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach spotkała się z dużym rozczarowaniem, ale jak dla mnie świetna płyta i na całe szczęście chłopaki nie wydziwiali i dali fanom to do czego przyzwyczaili przed laty. 

Pidżama Porno - Sprzedawca jutra - Pidżama też kazała sporo czekać na płytę. Grabaż w życiowej formie, a płyta zwłaszcza tekstowo zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i gościła bardzo często na playliście. 

To by było na tyle :) Fajny ten rok był pod względem kulturalnym, a szczególnie wzruszył mnie literacki nobel dla Olgi Tokarczuk. A jak było u Was ? Pokrywają się choć po części moje wybory? 

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Osinski 2018 - czyli rankingi, rankingi...




To był naprawdę fajny rok! Kolejny z rzędu kiedy to sięgałem po rozmaite książki, filmy i muzę z głową otwartą i optymistycznie nastawiony. Zwłaszcza jeżeli chodzi o książki mam poczucie, że wychodzi naprawdę dużo ciekawych i wartościowych pozycji i trzeba się mocno nagłowić przy wyborze bo jak wiadomo czas nie jest z gumy. Podobnie sprawa się ma z serialami, które wyprzedziły kino, lecz ja się z tego cieszę i nie widzę powodów do czarnowidztwa. Świat się zmienia i tyle. Ważne, że jest co oglądać i są to dobre rzeczy. Zresztą dobrych premier filmowych też jakoś nie było bardzo mało. Jedyny problem mam z muzyką, bo pomimo iż moje playlisty na Spotify zapełnione są po brzegi to jakoś nie przekłada się to na jakość i w podsumowaniu rocznym więcej jest dinozaurów w rodzaju Megadeth niż nowości muzycznych. No ale nie można mieć wszystkiego. Przejdźmy więc do rzeczy. Poniżej znajdują się najlepsze książki, seriale, filmy i muza, z którymi miałem okazję zapoznać się w ubiegłym roku:

KSIĄŻKI 

"Po trochu" - Weronika Gogola byłem oczarowany wrażliwością Weroniki Gogoli i sposobem prowadzenia przez nią narracji. Zdecydowanie muszę stwierdzić, iż jest to moja bajka, a odliczanie przez nią w "Po trochu" kolejnych godzin do śmierci zamiast smutku wzbudza uśmiech na twarzy kiedy to przypominamy sobie jak beztroskie, a zarazem trudne do zrozumienia było nasze dzieciństwo. O tak, Janicka Zbójnicka skradła w mijającym roku moje czytelnicze serce. 

"To oślepiające, nieobecne światło" - Tahar Ben Jelloun - ta historia zdarzyła się naprawdę. Podczas nieudanego przewrotu i próby obalenia króla Maroka Hassana II, która to próba skończyła się klęską, do celi o wielkości grobu trafia Salim i jak się później okaże przyjdzie mu tam spędzić 18 lat. "To oślepiające, nieobecne światło" jest opowieścią o tym, jak czasem musimy stracić, aby zyskać. Jest świadectwem tego czym tak naprawdę powinna być wiara, która w swej prawdziwej postaci jest afirmacją miłości, a nie zaproszeniem to nienawiści. Jeśli kiedykolwiek blisko mi było do poszukiwania wiary to jedynie w takiej formie jak proponuje to właśnie Tahar Ben Jelloun.

"Oby cię matka urodziła" - Vedrana Rudan Vedrana Rudan zabiera nas w swojej książce w autobiograficzną podróż dla której punktem wyjścia staje się umieranie matki. Towarzysząc jej w trakcie choroby i zmian wynikających ze starczej demencji, autorka dokonuje rozliczenia z własnym życiem mierząc się przy okazji z rozmaitymi mitami na temat rodzicielstwa, przebaczenia czy też bycia kobietą.

Oczywiście opinie odnośnie wszystkich książek znalazły się na blogu więc jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami to niechaj się rozgości i poczyta więcej. 

FILMY

"Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" - cholera jasna, ale to było dobre. Inteligentne, zabawne z najpiękniejszymi nutami czarnego humoru, a zarazem smutne i dające do myślenia. Odkładając poprawność polityczną na bok i pozwalając sobie na szczerość człowiek doświadcza swoistego katharsis w trakcie tego seansu.

"W ułamku sekundy" - Fatih Akin zrobił rzecz niebywałą, a mianowicie rozłożył na łopatki większość stereotypów na temat emigrantów, muzułmanów i kobiet jakie są obecnie na topie w europejskim, a właściwie światowym społeczeństwie. Zrobił to po to, aby zmienić perspektywę i zachęcić do głębszej refleksji nad źródłami przemocy, terroryzmu i frustracji.

"Zimna wojna" - I co z tego, że znów czarno-białe kino Pawła Pawlikowskiego i co za tym idzie okazja do używania dla hejtujących i rozmaitych krytyków, którzy zarzucali mu że idzie na łatwiznę. "Zimna wojna" to piękne kino, bardzo osobiste, a historia miłości tragicznej przedstawiona została w tak pięknym wydaniu, że długo myślałem o tym filmie po seansie, a nie jeden widz nucił pewnie "Dwa serduszka, cztery oczy..."

SERIALE 

"Ślepnąc od świateł" - najlepszy polski serial od lat, jeżeli nie w ogóle i spora tu zasługa powieści Jakuba Żulczyka, która od początku miała wielki potencjał na ekranizację. Krzysztof Skonieczny i ekipa wykonali kawał dobrej roboty i ten Jan Frycz jako Dario - cholera uwielbiam!

"Narcos:Mexico" - mi się chyba nigdy nie znudzi ta seria, a kartel made in Mexico wkracza na Netflixa z jeszcze większym chyba potencjałem niż sam Pablo Escobar. Sezon tak mocno wyczekiwany, a tak szybko odszedł...

"Billions" - kiedy Bobby Axelrod wpada na posiedzenia zarządu swojego funduszu w koszulce Megadeth to aż micha się śmieje i trudno mu nie kibicować w potyczkach z odpychającym jak dla mnie ( ale do czasu ) Chuckiem Rhoadesem. Odkryłem ten serial dopiero w mijającym roku i cieszyłem się, że aż trzy sezony przede mną, a tymczasem już też jak pozostali pozostaje mi wyczekiwać na 4 sezon.

Wśród seriali, które wybrałem dwie produkcję HBO i jedna Netflixa. Do zwycięzców VOD zdecydowanie należy jednak kolejny rok z rzędu Netflix z uwagi na bibliotekę bogatą w treści, ale też przyjazny interfejs zostawiając konkurencję w tyle, a Showmax kompletnie eliminując z rynku. 


PŁYTY ROKU 

"Anthem of the peaceful army" - GRETA VAN FLEET

"Eat the elephant"- A PERFECT CIRCLE

"Bohemian Rhapsody" - OST

Jeden soundtrack, jedna dobra płyta sprawdzonego składu Jamesa Mynarda Keenana i tylko jeden świeżak czyli Greta Van Fleet to trochę słabo jak na rynek muzyczny,. Naprawdę ciężko jest mi wybrać albumy, które skradły show i dzieje się to kolejny rok z rzędu. Nawet Greta brzmi jak coś co już słyszeliśmy i chyba na bazie sentymentu za Led Zeppelin tak się ludziom wkręciła. Ścieżka z filmu biograficznego o Freddiem Mercury to samo. No ale nie można mieć wszystkiego. Ważne, że w kolejny rok wchodzi się z ukochaną osobą u boku, naładowanym czytnikiem i aktywną subskrypcją na HBO i Netflixie. A jak u was wyglądał ten rok? 

wtorek, 2 października 2018

Are you a rebel? - czyli "Kler" Wojciech Smarzowskiego



Nie mogłem się oprzeć, żeby napisać kilka słów o nowym filmie Wojciecha Smarzowskiego. W żadnym wypadku nie będzie to recenzja, opinia może trochę tak, ale przede wszystkim okazja do podzielenia się refleksjami świeżo po seansie.

Oj było mocno i pomimo faktu, iż znana jest mi twórczość Smarzowskiego to przyznam, że "Kler" przywalił mi po bebechach. Wbrew różnego rodzaju wypocinach na temat tego filmu, ja widzę tu sprzeciw wobec kolejnego z systemów, który jak to systemy właśnie mają w naturze, gdzieś po drodze się wypaczył i wykoleił. Jakiekolwiek bowiem były zaczątki kościoła, to już chyba pamiętają tylko nieliczni przedstawiciele tej instytucji. Gdzieś od momentu gdy chrześcijaństwo przestało być ruchem, a zostało zinstytucjonalizowane to zaczęło brakować ducha. Tak jak każdy niereformowalny system zaczyna cierpieć na różnego rodzaju aberracje tak i prawidłowość ta stała się domeną kościoła i proces ten nie rozpoczął się dziś ale trwa od wieków. Kto zatem łączy film "Kler" z atakiem na księży ten moim zdaniem przeinacza fakty i nieuważnie ogląda film, bo takie uproszczenie ma takiż sam sens jak obwinianie za falę w wojsku pojedynczych żołnierzy.

Pomimo faktu, iż Smarzowski używa mocnego, czasem nawet brutalnego języka w swoim filmie i nie daje chwili wytchnienia atakując widza obrazami jak i dialogami, to tak naprawdę nie przeszkadza mu to ukazać tragedię jednostek, a wśród nich znajdą się zarówno ofiary po stronie świeckiej jak i duchowej. Nie tylko historia księdza Kukuły nakreśla szerszy kontekst i pozwala na sięgnięcie do źródeł, a tam między innymi piętno ofiary która w przyszłości sama stanie się sprawcą. Tymczasem po stronie ofiar świeckich odbija się echem stwierdzenie mężczyzny gwałconego przez księdza, który do przesłuchujących go hierarchów kościoła rzuca z trwogą w głosie "Na Boga! Co wy robicie?". Właściwie cały film pozostaje nam że smutkiem spotykać się z bezsilnością systemu, którego wpływy sięgają wszędzie i niczym ośmiornica z pomocą swych macek oplata ofiarę nie wypuszczając jej ani na moment ze swego zasięgu.

Oprócz wspomnianego smutku nie opuszczało mnie jeszcze długo po seansie przerażenie wręcz wynikające z faktu, iż pomimo niezbitych faktów dotyczących zepsucia instytucji kościoła jego członkowie trwają w swych rozbujałych mechanizmach obronnych i nie dopuszczają prawdy o pedofilii, zepsuciu moralnym, hipokryzji, manipulacji opinią publiczną czy też stosowaniu podwójnych standardów. Naprawdę trudno jest mi sobie wyobrazić co jeszcze musi się stać, aby doszło do jawnego sprzeciwu wobec patologii w tym środowisku. Nie oczekuję od filmu Smarzowskiego początku rewolucji i buntu przeciw bezduszności systemu, który poświęca swe najbardziej wartościowe jednostki po to by bronić swej pozycji i wpływów jeśli chodzi o społeczeństwo. Chciało by się jednak, aby w miejsce gadania po kątach o księżach, którzy robią biznesy, łamią celibat i oddają się libacjom doszło do jawnego sprzeciwu wobec tych zjawisk. Tylko w takim wypadku możliwe jest zreformowanie instytucji, która w miejsce wartości chrześcijańskich popadła w antytezę swych podstawowych postulatów. Czy tak się kiedyś stanie i ile do tego czasu zła musi się wydarzyć zanim ludzie przestaną pozwalać na mówienie sobie co jest dobre a co złe przez osoby, które tak naprawdę straciły moralne prawo do pouczania innych odnośnie standardów i związanych z nimi wartościami. Podsumowując, "Kler" to ważna pozycja nie tylko w dorobku Wojciecha Smarzowskiego, ale przede wszystkim istotny głos przeciwko takiemu wydaniu kapłaństwa z jakim mamy do czynienia co najmniej od kilku wieków. 

sobota, 31 marca 2018

W ułamku sekundy - Fatih Akin




Od dłuższego czasu czekałem na możliwość zobaczenia tego filmu, gdyż osoba Fatiha Akina w połączeniu z intrygującym wcieleniem Diane Kruger widocznym na zapowiedziach zdawały się gwarantować najwyższą jakość. Często niestety bywa, że gdy zbyt wiele sobie obiecujemy po jakimś obrazie to te oczekiwania są trudne do zaspokojenia. "W ułamku sekundy" nie zawodzi jednak ani trochę  a nawet w moim przypadku przerósł moje oczekiwania. Nie sądziłem, że będę wychodził z kina aż tak poruszony. Pewnie długo pozostanie w mojej głowie, a że musiałem coś zrobić z tymi wszystkimi emocjami to postanowiłem naskrobać co nieco tutaj.

Fatih Akin zrobił rzecz niebywałą, a mianowicie rozłożył na łopatki większość stereotypów na temat emigrantów, muzułmanów i kobiet jakie są obecnie na topie w europejskim, a właściwie światowym społeczeństwie. Zrobił to po to, aby zmienić perspektywę i zachęcić do głębszej refleksji nad źródłami przemocy, terroryzmu i frustracji. Warto zaznaczyć, iż przy tej okazji udało mu się dotknąć także innych obszarów i zrobiło się z tego kino uniwersalne, a równocześnie zamiast filozoficznego wykładu otrzymujemy znakomite kino akcji i dramat sądowy. Tym samym ogląda się to zagryzając paznokcie z napięcia, a jednocześnie człowiek ( przynajmniej ja tak miałem) próbuje poukładać sobie w głowie jak sam by się zachował postawiony w sytuacji Katji Sekerici. Kobieta ta w ułamku sekundy traci męża i syna, a odpowiedzi na pytania o to jak żyć po takim ciosie będą generować kolejne dylematy i w rezultacie przyczynią się do wyborów do których jesteśmy zdolni, kiedy zostaniemy doprowadzeni do ostateczności.

"W ułamku sekundy" nakręcone jest w tak genialny sposób, iż nie trzeba wiele aby zempatyzować się z główną bohaterką. Pewnie po części jest to zasługa świetnego scenariusza, ale i również trzeba pochwalić Diane Kruger za to, że zagrała tu moim zdaniem najlepszą rolę w życiu. Właściwie już od samego początku filmu towarzyszyły mi emocje złości, wściekłości, a jednocześnie bezsilności, bo reżyser zaraz po krótkim wstępie gdzie doświadczamy chwilowej idylli w rozdziale zatytułowanym "Rodzina" uderza zznienacka między oczy niczym sam Hitchcock. Od tego momentu już do końca seansu pozostajemy w napięciu wbici w fotel aby w samym finale zapowietrzyć się i z bałaganem w głowie opuścić kino.

Kiedy pozbędziemy się uproszczeń i skrótów myślowych to wtedy odkryjemy, iż "W ułamku sekundy" to nie jest kino o źródłach przemocy i terroryzmu, ale obraz uniwersalny który zmusza nas do refleksji nad tym jak zachowujemy się w momencie kiedy cały nasz świat zostanie postawiony na głowie. Wraz z główną bohaterką przechodzimy kolejne etapy przemiany wywołanej niewyobrażalnym kryzysem przed jakim została postawiona i kiedy już może się wydawać, iż pozbiera się ona i rozpocznie nowy rozdział w swoim życiu to Fatih Akin uświadamia nam, iż być może są tragedie po których nie można już żyć i myśleć racjonalnie. Kiedy chaos i zniszczenie zasięgnąć plon, to destrukcja wydaje się być jedynym rozwiązaniem nawet dla najbardziej miłujących harmonię. Czy można żyć kiedy ktoś pozbawi nas punktu odniesienia? Czy mamy prawo do odwetu? No i wreszcie : Czy odwet przyniesie nam swego rodzaju katharsis czy też automatycznie skażemy również siebie na unicestwienie? To tylko niektóre z pytań, które wciąż po kilku dniach od seansu znakomitego filmu Fatiha Akina nie dają mi spokoju. Ciekawy jestem przed jakimi dylematami was pozbawi obraz, który bezapelacyjnie zasłużył na Oscara. A dlaczego go nie otrzymał? To już sami będziecie wiedzieć po seansie, a ja tylko dodam że z podobnych przyczyn pominięty przez tamto grono został film "Trzy billboardy za Ebbing Missouri". 

niedziela, 31 grudnia 2017

The best of 2017





Rankingi,  rankingi... Kiedy przychodzi do tegorocznego podsumowania roku nie mam jak to zwykle bywało problemu z wyborem najlepszych moim zdaniem książek, filmów czy też muzyki. Pewnie po części wynika to z faktu, iż oprócz tego że przekonałem się do sylwestra, to również zrezygnowałem z kompulsywnego czytania książek i skupiłem się na tych naprawdę dobrych. Tak samo stało się z muzą i kinem, przy czym tu filmy ustąpiły zdecydowanie miejsca coraz lepszym i naprawdę ambitnym serialom ( yeaah Netflix! ). Postaram się więc w miarę krótko i konkretnie podzielić się tym co warte było uwagi w 2017 roku, więc do rzeczy:

KSIĄŻKI 

"Listy do młodego kontestatora" - Christopher Hitchens - to powinna być obowiązkowa lektura w szkole aby powstrzymać nas przed zalewem brunatnych i ograniczonych w myśleniu obywateli. 

"Mikrotyki" - Paweł Sołtys - sentymentalna podróż do czasów młodości w doskonałym zbiorze opowiadań Pawła Sołtysa znanego także jako Pablopavo. 

"Pragnienie" - Jo Nesbo - myślałem, że nie będzie mi dane świętować powrotu Harry Hole, ale Jo Nesbo zrobił niesamowitą niespodziankę swoim fanom i jak się okazało nie zawiódł. Świetny thriller a Harry w doskonałej formie. 

Wszystkie książki znalazły się na blogu więc jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami to niechaj się rozgości i poszpera na blogu. 

FILMY

"Dunkierka" - czyli Christopher Nolan znowu zawalił mnie z nóg klaustrofobicznym lękiem i napięciem żołnierzy złapanych w imadło wojennej machiny. 

"Captain Fantastic" - scenariusz i reżyseria Matt Ross, a w głównej roli świetny Viggo Mortensen jako ucieleśnienie lewicowego buntu przeciw systemowemu zniewalaniu umysłów i dusz. 

"Enklawa" - Goran Radovanovic również o okrucieństwie wojny tym razem z perspektywy dziecka. Piękny, liryczny film dający do myślenia. 

SERIALE 

"Dark" - oryginalna produkcja Netflixa, o której lepiej nie wiedzieć zbyt dużo przed seansem, gdyż jej główne atuty to tajemniczość i napięcie stopniowane z odcinka na odcinek. 

"Stranger things vol 2" - kontynuacja podzieliła fanów na tych którzy mówili o wielkim rozczarowaniu i tych którzy byli zachwyceni. Ja zaliczam się do tych drugich i mocno polecam. 

"Black mirror" - na sam koniec roku Netflix zaprezentował kolejną, czwartą już odsłonę kultowego już w niektórych kręgach serialu. Ja dopiero w 2017 roku zapoznałem się z serią i dawno żaden serial nie dał mi tak myślenia odnośnie kondycji naszego gatunku jak ta produkcja. 

Jak widać powyżej dla mnie Netflix jest zdecydowanym zwycięzcą jeśli chodzi o dostawcę seriali. Nie potrafię się powstrzymać od reklamy tej platformy gdyż testowałem w tym roku wszystkie i nie tylko jeśli chodzi o treści, ale też przyjazny interfejs Netflix zostawia resztę daleko w tyle. 


PŁYTY ROKU 

"Is this the life we reallly want?" - Roger Waters 

"As you were"- Liam Gallagher

"Carry fire" - Robert Plant

Kolejny raz wychodzi u mnie na to, że albo sam staje się dinozaurem, albo po prostu dinozaury rocka pokazują, że mimo iż wszystko poszło do przodu to jeżeli chodzi o rocka to od dłuższego czasu nic ciekawego na rynku się nie dzieje i dlatego legendy wracają i mają się naprawdę nieźle. 

niedziela, 10 września 2017

Pogorzelisko ( 2010) - Denis Villeneuve



"Pogorzelisko" jest jednym z najważniejszych filmów jakie widziałem w swoim życiu i nie przesadzam ani trochę pisząc te słowa. Długo dałem mu czekać zważywszy, że już ładne parę lat temu polecał mi ten film znajomy zaznaczając, iż trzeba go po prostu zobaczyć. No cóż, wtedy zareagowałem podobnie jak pewnie większość czytających początek tej opinii, to znaczy że sporym sceptycyzmem. Pozostaje mi mieć nadzieję, że się go jednak wyzbędziecie.

Bliźnięta Simon i Jeanne w momencie śmierci swojej matki zostaną poddani największej próbie w swoim życiu. Podczas czytania testamentu dowiadują się nie tylko o tym, iż ich ojciec żyje ale też, że mają brata o którego istnieniu dotąd nie wiedzieli. Matka zostawiła przed nimi pewną misję do wykonania. Otóż mają dostarczyć swemu ojcu i bratu zapieczętowane listy, a wtedy dopiero mogą dokończyć płytę na jej nagrobku. Dopóki obietnica, której jej nie udało się spełnić osobiście nie zostanie spełniona dopóty ona spoczywać będzie w nienazwanym grobie. Jaką historię swego pochodzenia odkryją bliźnięta? Jak wpłynie ona na ich dalsze życie i z jakimi traumami przyjdzie im sobie poradzić? O tym dowiemy się krok po kroku składając do kupy poszczególne elementy układanki, które na początku rodzą kolejne pytania zamiast dawać oczekiwane odpowiedzi.

Nie chciałabym zbytnio zdradzać więcej odnośnie samej treści "Pogorzeliska", gdyż sam na szczęście uniknąłem spojlerów czytając fragmenty recenzji tego filmu w sieci i dzięki temu zrobił on maksymalne wrażenie jakie chyba mógł zrobić na widzu, który pozwoli sobie na przeżywaniu obrazu Denisa Villeneuve w skupieniu. Nie będę też z wiadomych względów rozpisywał się nad kunsztem reżysera i innych jego walorach technicznych, bo filmoznawcą czy krytykiem nawet domorosłym nie jestem. To co skłoniło mnie do napisania tej opinii, to przesłanie tego filmu, które mimo iż historia dotyczy wojny domowej w Libanie i tamtejszej specyfiki społecznej jest jak najbardziej przesłaniem uniwersalnym i co najważniejsze bardzo istotnym z punktu widzenia obecnych wydarzeń i zachodzących procesów społecznych, które są co najmniej niepokojące. Obraz Villeneuve porusza bowiem kwestie związane z winą, odkupieniem, nienawiścią i przebaczeniem. Mówi o fundamentalnych wartościach człowieka, które zatracają się w momencie nastania nurtów nacjonalistycznych i fundamentalistycznym podejściu do wiary. Opowiada o znaczeniu pochodzenia i roli traumy z przeszłości na podejmowane przez nas w późniejszym życiu decyzje, które to traumy zniekształcają często nasze wybory, a nawet je odczłowieczają.

Żyjemy w czasach kiedy postawy nacjonalistyczne nie tylko zaczynają być obdarzane przez rządzące "elity" ( mam trudność z tym terminem w odniesieniu do osób które znalazły się w obozie wpływów na losy nie tylko naszego kraju, ale i większości Europy i Świata stąd też cudzysłów) poparciem, ale wręcz są promowane jako jeden z elementów kontroli nad wpędzanym w paranoję i schizofrenię społeczeństwem. W czasach kiedy pojęcie fundamentalizmu jest błędnie odnoszone wyłącznie do islamu podczas gdy tendencje fundamentalistyczne są obecne w większości wyznań o religii. Do tego dochodzą coraz bardziej widoczne tendencje do podkreślania różnic, zawłaszczania symboli, rozdrapywania ran i jątrzenia. Szczególnie dziś więc wydaje się na nowo aktualne to o czym mówi historia ukazana przez Villeneuve. Jest to swego rodzaju psychodrama, a przy tym również okazja do przyjrzenia się wciąż powtarzającym się konsekwencjom tego wszystkiego o czym przed chwilą pisałem, a te są przerażające. Emocji jest taki ogrom, że po zakończeniu seansu z mych ust automatycznie poniosło się "Ja pierdole..." Gniew, bezsilność, smutek, żal to tylko niektóre z tych emocji które przychodzą mi teraz do głowy, a wszystko to włącznie z przygnębiającą refleksją - "Dlaczego ludzie nie chcą się uczyć na błędach poprzednich pokoleń i narodów tylko wciąż na siłę chcą je powtarzać na własnych skórach, kiedy to najczęściej cierpią przecież Ci najsłabsi". Taka już chyba jednak ta nasza natura.

"Pogorzelisko" to film który nie tylko powinien być polecany i rozpowszechniany wśród znajomych i przyjaciół, ale filmy tego typu powinny wchodzić do kanonu wychowania na tej samej zasadzie jak choćby  wizyta w Obozach Zagłady - ku przestrodze i pamięci. Tyle, że pamiętać należy by przy okazji  mówić, mądrze interpretować, pomagać zrozumieć, bo zmiany w sposobie widzenia świata wśród ogłupianych propagandą ludzi zaszły już za daleko i pewna perspektywa wydaje się dla niektórych zbyt abstrakcyjna. Świadczyć o tym może choćby to co udało mi się przeczytać w niektórych opiniach o tym filmie, gdzie znalazły się i takie które mówią o braku odczuwanych emocji i nudzie - O zgrozo!


sobota, 12 sierpnia 2017

Serce z kamienia (Hjartastein)



Przychodzą różne mody na kino z egzotycznych zakątków świata i czasem są one według mnie sztucznie napędzane. Z pełnym przekonaniem mogę jednak bronić popularności kina islandzkiego. Sukcesy obrazów z tego kraju to z pewnością nie jest efekt marketingu, ale przede wszystkim wpływa na to niespotykana wrażliwość i klimat, który towarzyszy islandzkim  obrazom na przełomie ostatnich lat. 

"Serce z kamienia" porusza temat mocno już wydawało by się wyeksploatowany w kinie,  tj. temat dorastania. Posunięcie  Guðmundura Arnara Guðmundssona, który jest reżyserem i autorem scenariusza tego obrazu, wydawać się może w takim razie ryzykowne, bo co można jeszcze powiedzieć nowego w tym temacie, jak zaciekawić widza poraz kolejny? Jak się okazuje twórcom "Hjartastein" się to udało znakomicie. Obraz ten, mimo że trwa ponad dwie godziny, to ani przez moment się nie dłuży, a nuda to ostatnie uczucie które towarzyszy widzowi w trakcie ostatnich minut filmu, bo finał jest bardzo wzruszający. Mamy tu dwójkę głównych bohaterów. Jeden z nich Thor nawet się nie zorientuje kiedy trzeba będzie porzucić błogą niewinność na rzecz określania własnej tożsamości, także tej seksualnej. Będzie to szczególnie trudne zważywszy na fakt dorastania w otoczeniu mocno kobiecym. Thorowi bowiem nie towarzyszy ojciec, ani nawet brat, ale za to matka i dwójka starszych sióstr. Najlepszym przyjacielem chłopaka jest Kristjan z którym spędzają czas podczas zabaw, pierwszych fascynacji płcią przeciwną jak również jest on dla Thora punktem odniesienia w trakcie poznawania własnego ciała, uświadamiania własnych potrzeb i reakcji na otaczający świat. Do momentu kiedy  w ten chłopięcy świat grupy rówieśniczej nie wkroczą dziewczyny to przyjaźń ta stanowi odskocznię dla trudności w określeniu swego miejsca w domu rodzinnym dla obydwu chłopców. Tutaj jednak też nastąpi niespodziewany zwrot akcji, gdyż jak się okaże to nie rywalizacja o dziewczynę będzie problemem, który namiesza w przyjaźni pomiędzy Thorem a Kristjanem, ale będzie to... no ale żeby nie zdradzić za dużo w tym momencie najlepiej będzie jak poprzestanę z wprowadzaniem w kolejne szczegóły.

Nostalgia  jest dojmującym uczuciem u takiego prawie już czterdziestolatka w trakcie seansu "Serca z kamienia", a to przede wszystkim z uwagi na fakt iż nie widuje się na chwilę obecną dzieci i młodzieży spędzających czas ze sobą tak jak dzieje się to tutaj, a mianowicie wchodzących w interakcje że sobą na łonie przyrody. Współczesne pokolenie spędza niestety czas głownie przed komputerem w domu, komunikując się poprzez smsy czy komunikatory internetowe. Wspólne łowienie ryb, eksploracja złomowisk i innych ciekawych dla dzieciaka miejsc przestało być już dla dzisiejszego dzieciaka wystarczająco atrakcyjne. Mnogość bodźców i możliwości tak naprawdę stępia i wypacza zamiast zwiększać możliwośći i perspektywę. Co za tym idzie młodzież w taki sposób rozpieszczana rozleniwia się i zatraca tożsamość zanim tak naprawdę ją zdąży nabyć.Mam wrażenie, że w takich warunkach przyjaźń z rodzaju tej pomiędzy Thorem i Kristjanem jest wręcz mało prawdopodobna. Znajomość od kołyski, spędzanie ze sobą sporej ilości czasu, utożsamianie się z podobnymi problemami rodzinnymi scala w taki sposób, który może pomóc przetrwać nawet największy kryzys, czego będziemy świadkami w trakcie filmu.

"Serce z kamienia" to kino zaangażowane społecznie, przemyślane, z ważnym przekazem do widza, a jednocześnie piękna i wzruszająca opowieść o chłopięcej "męskiej przyjaźni". Momentami można się tu oddać dziecięcej beztrosce i zabawie, ale częściej jesteśmy świadkami dramatów i kryzysów związanych z dorastaniem. Wraz z Thorem i Kristjanem konfrontujemy się poraz kolejny ze smutną prawdą,  że dzieciństwo mimo iż jest chyba najpiękniejszym okresem w życiu człowieka za którym się tęskni całe życie, to równocześnie jest najtrudniejszym wyzwaniem dla naszej psychiki. Tożsamość jaka się wykreuje na tym etapie, postawy i przekonania jakie nabędziemy będą tak naprawdę towarzyszyć nam przez całą dorosłość, a jak trudno jest później zmienić to co nam życie utrudnia wie ten kto tego próbował. Guðmundur Arnar Guðmundsson wszystkie te refleksje podaje  nam w sposób prosty, czasem nawet może  stereotypowy, ale ogląda się "Serce z kamienia" i przeżywa bardzo głęboko, przy jednoczesnej przystępności tego obrazu. Poza tym małe, a przy tym wręcz klaustrofobiczne skupiska ludzkie na tle malowniczych i wielkich przestrzeni, które spotykamy na Islandii poraz kolejny okażą się idealnym tłem dla tych osobistych ludzkich dramatów. Świetny film !

sobota, 29 lipca 2017

Dunkierka - czyli Christopher Nolan ku przestrodze!




Jeden z bohaterów "Dunkierki" Christophera Nolana na pytanie dlaczego nie został w domu, ale pakuje się w sam środek piekła, odpowiada,że dlaczego miałby siedzieć w domu i patrzeć na to jak "giną nasze dzieci na wojnie którą sami wywołaliśmy". Nie pada w tym filmie dużo słów, bo reżyser postawił tym razem na obraz, który zamiast dialogów ma opowiedzieć nam historię jednej z najbardziej krwawych bitew II - ej wojny światowej, ale kiedy takowe już się pojawiają to ujmują bezpośrednio ściągnąć treści. No dobra, wiem że będę monotematyczny i pewnie coś jest na rzeczy, że ostatnio większość treści które dają mi do myślenia jeśli chodzi o film i literaturę odnoszę do współczesności, ale naprawdę nie da się tych rzeczy oddzielić. Najnowsze dzieło Christophera Nolana oprócz tego że porusza kwestie uniwersalne, to aż się prosi o to żeby zostać potraktowane jako przestroga dla urastających w siłę nastrojów nacjonalistycznych w naszym ( i nie tylko) kraju i chorych ambicji naszego rządu, wyrażających się często w bezczelnym prężeniu zapadniętej klaty na arenie międzynarodowej. 

Christopher Nolan przyzwyczaił swych widzów do tego, że tworzy nie tyle filmy co filozoficzne rozprawy, które zmuszają do refleksji jeszcze długo po seansie. Poraz kolejny mu się to udało, co trzeba zaznaczyć przy znacznym udziale znakomitej muzyki Hansa Zimmera, która to oddziałowywuje na nasze emocje z równie wielką mocą jak obraz autorstwa Nolana. "Dunkierka" to obok "Cienkiej czerwonej linii" chyba najbardziej pacyfistyczny film wojenny jaki widziałem. Już od samego początku seansu dominującym uczuciem jakie mi towarzyszyło była przytłaczająca wręcz bezsilność. Obserwowanie zmagań uciekających po porażce z Niemcami żołnierzy sił alianckich to zadanie wymagające nerwów ze stali i mocnego serca. Żołnierze tłoczą się na bombardowanym raz po raz z powietrza molo, a kiedy już jakimś cudem uda się im dostać na statek to padają ofiarą niemieckich U-botów. Toczą oni zażartą walkę o przetrwanie podczas której jedni zachowują do końca swój honor, a pozostali w obliczu spotkania ze śmiercią nie przebierają w środkach i często do głosu dochodzą najgorsze instynkty. Strach i przerażenie jakie towarzyszą im podczas starcia z bezlitosną machiną wojenną są wręcz namacalne. Momentami miałem wrażenie jak gdybym wraz z bohaterami filmu Nolana tłoczył się na wspomnianym molo i z przestrachem wpatrywał się w niebo. Odczuwałem wręcz ciśnienie w płucach i klaustrofobiczną panikę podczas gdy woda po ataku torpedy czy snajpera zalewała pokład statku, który miał być wybawieniem, a okazał się podwodną trumną. Od samego początku kibicujemy tym młodym chłopakom, aby się nie potopili, aby dotarli do domu i wściekamy się na dowódców, którzy rozrysowali im taki los w swoich sztabach, by potem zostawić ich samych. Ta nieobecność zresztą u Nolana przestaje być symboliczna, a staje się faktem bo oprócz komandora Boltona, który wzbudza wręcz współczucie realizując bezduszne ustalenia swych zwierzchników o ewakuacji żołnierzy jak najmniejszym kosztem przy ograniczonych do minimum środkach nie uświadczymy w "Dunkierce" relacji z obrad sztabowych. Kontrastem jest tu wzruszająca scena kiedy w obliczu zawodu strategów na ratunek żołnierzom przychodzą cywile na prywatnych jachtach czy kutrach rybackich. 

Tak jak nie ma u Nolana dowódców sztabów sił alianckich, podobnie rzecz się ma z nieobecnością na ekranie wroga. Niemców tu bowiem nie zobaczymy, a w zamian za to dowiemy się o ich przytłaczającej militarnej potędze poprzez żniwa jakie zbierają bomby, pociski i torpedy wystrzeliwane z powietrza, lądu i wody. To w zupełności wystarczy by podkreślić okrucieństwo wojny. Wojna u Nolana nie jest stawiana na piedestale, nie czyni on z niej czegoś pięknego i romantycznego, ale pokazuje jej bezsens, okrucieństwo i barbarzyństwo. Odczarowuje tym samym to, co od dziecka jest choćby nam Polakom wpajane poprzez kult zwycięstw, bohaterstwa i częściowego załamania przez wizję historii, gdzie były wojny słuszne i niesłuszne, gdzie wojny miały się brać z znikąd, gdzie każdy żołnierz stawał się automatycznie bohaterem. Taka propaganda, nad wyraz obecna w naszej przestrzeni publicznej przez nie mające końca trwanie w wojennej retoryce, jej symbolach i ciągłym jątrzeniu, udowadnianiu win i jednoczesnym zwalnianiu siebie z odpowiedzialności prowadzi poraz kolejny do konfliktu. Z nim już mamy do czynienia, kolejnym etapem może być wojna, a jest ona realna prędzej czy później, chyba że człowiek zacznie się w końcu uczyć na błędach i wyciągać wnioski. Może więc faktycznie zamiast maszerować ciągle w marszach, przystrojeni przy tym w wojenne symbole, zamiast rozkopywać zakopane już okopy, zamiast ulegać populistycznym i nacjonalistycznym politykom, kryjącym się pod płaszczykiem patriotyzmu, może warto zamiast tego usłyszeć przesłanie zawarte w takiej "Dunkierce", czy "Wołyniu". Dla mnie brzmi ono tak, że trzeba brać odpowiedzialność nie tylko za własne podwórko, ale uczyć się solidaryzmu europejskiego bo tylko on uchroni nas od kolejnego barbarzyństwa. Analogie pomiędzy tym co doprowadziło do wybuchu II wojny światowej, a nastrojami zmierzającymi do destabilizacji Europy obecnie są niewidoczne tylko dla ślepców i ignorantów. Podobnie rzecz się ma że wzrostem poparcia dla ruchów neofaszystowskich, nacjonalistycznych i innych tworów, których ideologia opiera się na kulcie siły. Politycy posługujący się taką retoryką zwykle pierwsi dekują się w sztabach kiedy ich zwolennicy kończą na frontach bitew takich jak tytułowa "Dunkierka" 

Może w końcu czas na refleksję zamiast ciągłego prężenia się i wojowania? Tyle, że pewnie Ci którzy powinni obejrzeć ten film ku przestrodze pewnie go nie zobaczą, albo zrozumieją go opacznie. Mimo wszystko serdecznie polecam, bo dla mnie to jeden z najważniejszych filmów jakie widziałem i to nie tylko w tym roku. 

środa, 22 lutego 2017

Moviexpress - o filmie w pięciu zdaniach vol.2

Paterson ( 2016)





Ten film jest niczym wiersz, jak najlepsza poezja. Jest hołdem złożonym prostocie i szczegółowi. Pokazuje jak normalność może zostać podniesiona do rangi przeżycia o znaczeniu duchowym. Kiedy człowiek podda się temu specyficznemu klimatowi to tak jakby odbywał coś na kształt medytacji. Jak dla mnie zasłużone przez Jarmuscha 9 w skali 1-10 !


Przełęcz ocalonych (2016)



 


Mel Gibson jest oskarżany o to, że robi filmy napompowane do przesady patosem. "Przełęcz ocalonych" rzeczywiście jest dość mocno zabarwiona tą nutą, ale co z tego. Idąc na ten film spodziewałem się dokładnie czegoś takiego i taką właśnie opowieść otrzymałem więc ostatnie co przychodzi mi do głowy to narzekanie. Jest to oparta na faktach historia  człowieka dla którego system wartości jest czymś za co warto poświęcić własną dumę, komfort, osobiste szczęście i walczyć do ostatniego momentu mimo, że właśnie walka jest tym czego główny bohater tego filmu wyrzekł się na pierwszym miejscu. W skali 1-10 daję temu filmowi 9.



Wybór (2016)




Lubię Nicholasa Sparksa i bardzo podobają mi się też ekranizacje jego powieści. Nie zgadzam się z tym, iż są to propozycje stricte dla kobiet, no chyba że uznamy emocje za kobiecą domenę, a to moim zdaniem jedno z najbardziej idiotycznych przekonań. "Wybór' tym bardziej przypadł mi do gustu, że wpisuje się w moje aktualne doświadczenia. Jest to piękna, emocjonalna, prosta i mało skomplikowana opowieść o przyjaźni, która przeradza się w miłość.  W mojej skromnej ocenie 7 w skali 1-10.


Ukryte piękno (2016) 

 




"Ukryte piękno" to coś na kształt psychodramy. Mądra, poetycka wręcz opowieść o radzeniu sobie ze stratą. W jednej z recenzji wyczytałem, iż jest to coś na kształt współczesnej "Wigilijnej opowieści" i takie właśnie było moje pierwsze skojarzenie po projekcji. Do tego wszystkiego "Ukryte piękno" to również i doskonała, klimatyczna muzyka na czele z tematem przewodnim, który stał się przebojem. Jak dla mnie 9 w skali 1-10.




Przede wszystkim rewelacyjna gra aktorska Josepha Gordona-Levitta w tytułowej rol. Przerażająca wizja społeczeństwa poddanego nieustannej kontroli, tym bardziej straszna, że prawdziwa. Ciekawe połączenie filmu rozrywkowego z czymś na kształt fabularyzowanego dokumentu. Skłania do refleksji, a jednocześnie trzyma w napięciu jak najlepszy thriller. Mocna 7 w skali 1-10

 
 
Mówcie co chcecie ale dla mnie ten film to majstersztyk. Ująl mnie zarówno jeśli chodzi o warstwę wizualną, jak i muzykę i taniec. To taki powrót do przeszłości, kiedy to kino miało przede wszystkim pobudzać wyobraźnię. Wszelkie elementy, zwłaszcza te bajkowe, odrealnione składają sie na obraz, który wymaga od nas jedynie dwóch rzeczy : wyobraźni i otwartości na dziecięcy, niewinny spontan. W skali 1-10 dla mnie bez zastanawiania 10 !
Z innego świata ( 2016 )
  



Jakże cudny jest ten film w swej prostocie i banalności, które nabierają tu zupełnie innego znaczenia. Jak okrutna potrafi być nasza wyobraźnia, kiedy w dodatku jest na usługach naszych największych pragnień. Dlaczego ludzie bardzo wrażliwi są traktowani jako nadwrażliwi według standardów racjonalnego jednak społeczeństwa. Piękny film, który zobaczyłem dzięki poleceniu przez Ewelinę z Cocteau&Co, która napisała cudną recenzję do której was odsyłam. W skali 1-10 film Nicole Garcia otrzymuje ode mnie konkretną 8 !

 

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Moviexpress - o filmie w pięciu zdaniach


Opowieść o miłości i mroku (2015)




 


Ten film ma niesamowity klimat. Natalie Portman popełniła debiut w roli reżyserki, który odznacza się na tle tego co widziałem w ostatnim czasie. Jest to adaptacja autobiograficznej powieści Amosa Oza pod tym samym tytułem. Jest to opowieść o tym, iż marzenia kończą się w momencie kiedy się spełniają, bo zabija je proza i normalność rzeczywistości. Ciekawe, bardzo osobiste spojrzenie na tożsamość i powstawanie państwa Izrael. W skali 1-10 daję temu filmowi mocne 9.



Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie (2016)




Myślę sobie, że film zasługuje na obejrzenie. Spokojnie może go obejrzeć każdy, nawet jeśli nie jest fanatykiem Star Wars, bo historia nie wymaga znajomości sagi. Żołnierze Imperium jako uosobienie wszelakiego zła przypominają faszystów, a cała ta walka ze złem czyni z tej historii bajkę dla dorosłych. Oglądnąłem z zaciekawieniem, ale szału nie robi, może więcej z niego wyciągną fani serii. W mojej skromnej ocenie 7 w skali 1-10.


Egzamin (2016) 

 

 

Film, który zdecydowanie zmusza do refleksji, czyli to co tygrysy lubią najbardziej. Trailer wprawdzie sugeruje troszkę inną tematykę, ale wraz z rozwojem wydarzeń ten film robi się coraz to mniej szablonowy. Dorosłość, życiowy egzamin i dokonywanie wyborów w społeczeństwach z dziedzictwem wynikającym z przełomu ustrojowego. Jak się okazuje otoczenie może je zarówno determinować jak i stanowić usprawiedliwienie dla naszego niezdecydowania, lęku przed odpowiedzialnością i dylematów z tym związanych. Jak dla mnie 8 w skali 1-10.




Bardzo miłe zaskoczenie. Wprawdzie spodziewałem się przyjemnego, zabawnego filmu i taki też on był, ale przy okazji okazał się być też przystępnym studium dotyczącym intymności i roli tabu w bliskich relacjach. Film, który w świetle współczesnego ekshibicjonizmu podnosi istotne wątki z tym związane. To jedna z lepszych komedii jakie widziałem, a przy okazji charakteryzująca się mądrym poczuciem humoru. W skali 1-10 daję 8.
 
Wstrząs (2015) 
 


Nigeryjski lekarz Bennet Omalu znajduje dowody na zmowę milczenia w kwestii poważnych zagrożeń dla zdrowia związanych z uprawianiem futbolu amerykańskiego. Jak się okazuje, zmierzenie się z legendą w postaci sportu narodowego amerykanów może okazać się tragiczne w skutkach zwłaszcza dla imigranta. Film na przyzwoitym poziomie, aczkolwiek niekoniecznie jestem w stanie wczuć się do końca w ten kontekst społeczny USA, ale patrząc na swoje własne uwielbienie do tradycyjnego futbolu.. :) Will Smith raczej nie schodzi poniżej pewnego poziomu i rola jakby skrojona dla niego. Film otrzymuje 7 w skali 1-10.
 
Firmowa Gwiazdka (2016) 




Pewnie, że nie jest to przełomowe dzieło w historii kina, ale czasem człowiek potrzebuje po prostu rozrywki. "Firmowa gwiazdka" znakomicie się sprawdza jako reset. Można z powodzeniem wyłączyć myślenie. Poza tym zawsze miło popatrzeć na Jennifer Anniston. W skali 1-10 mocna 6.


I to by było na tyle jeśli chodzi o moje filmowe, pierwsze dwa tygodnie stycznia. Z seriali na plus zdecydowanie Westworld i The Young Pope, które sobie nadrobiłem ostatnio :) Na horyzoncie kinowym natomiast wiele ciekawych premier, bo trailer kontynuacji Trainspotting obiecujący, a w miejscowym DKF mocne pozycje w najbliższym okresie - między innymi Jarmush się kroi na którego ostrzę sobie pazury. Tak więc jeśli ktoś się odnajduje w tej formule i szuka ciekawych rekomendacji filmowych to niechaj wypatruje w najbliższych tygodniach kolejnego wpisu. Amen

niedziela, 1 stycznia 2017

Ranking filmów i seriali 2016





Na początek będzie podsumowanie wyzwania FB "W 2016 roku obejrzę 52 filmy w małym kinie", a potem ranking najlepszych filmów i seriali 2016 

Filmowe wyzwanie zrealizowano z nadwyżką - 78/52 

Zestawienie wraz z osobistymi ocenami według skali Filmwebu :

Parking - 8/10
Widzę, widzę - 5/10
Pasolini- 3/10
Lucyfer - 3/10
W objęciach węża - 8/10
Moje córki krowy - 7/10
Mandarynka - 8/10
Nienawistna ósemka - 9/10
Córki dancingu - 9/10
Slow West - 8/10
Zanim się rozstaniemy - 8/10
Zupełnie Nowy Testament - 8/10
Syn Szawła - 10/10
Aferim - 8/10
Janis - 8/10
Fusi - 8/10
Scena ciszy - 7/10
Pokój - 8/10
Mustang - 10/10
45 lat - 7/10
Carol - 6/10
Creed. Narodziny legendy - 6/10
Zjawa - 9/10
Brooklyn - 7/10
Seria Niezgodna. Wierna - 7/10
Barany.Islandzka opowieść - 7/10
Głośniej od bomb - 9/10
Batman vs Superman. Świt sprawiedliwości - 8/10
Spotlight - 10/10
El Clan - 8/10
Ave, Cezar - 7/10
Zabójczyni - 5/10
Nawet góry przeminą - 8/10
Deadpool - 10/10
Belgica - 9/10
Subtelność - 6/10
Opiekun - 6/10
Wszyscy albo nikt - 9/10
Nasza młodsza siostra - 8/10
Kapitan Ameryka. Wojna bohaterów - 8/10
Wojna - 7/10
Dobra żona - 9/10
Nienasyceni - 8/10
Lobster - 8/10
Zanim się pojawiłeś - 8/10
Umrika - 6/10
Z podniesionym czołem - 9/10
Iluzja 2 -  7/10
Zjednoczone stany miłości - 7/10
Z daleka  -  7/10
Kiedy gasną światła - 6/10
Legion samobójców - 7/10
Śmietanka towarzyska - 6/10
Pycha - 5/10
Skarb - 6/10
Szukając Kelly - 8/10
Julieta - 8/10
Wróble - 8/10
Sługi boże - 8/10
Co przynosi przyszłość - 7/10
Ostania rodzina - 10/10
Dziewczyny inne niż wszystkie - 8/10
Komuna - 7/10
Wołyń - 10/10
Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham - 8/10
Hedi - 8/10
Jestem mordercą - 8/10
Zagubieni - 7/10
Pitbul. Niebezpieczne kobiety - 6/10
Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci - 6/10
Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć - 7/10
Służąca - 9/10
Ederly - 6/10
Vaiana. Skarb oceanu - 7/10
Opieka domowa - 7/10
Doktor Strange - 9/10
Bridget Jones 3 - 8/10
Jarocin. Po co wolność - 9/10


Jak widać z powyższego zestawienia, a mam nadzieję że nic mi nie umknęło, całkiem fajnie się to prezentuje pod kątem jakości kina jakie miałem okazję oglądać w zeszłym roku :) Znalazły się tu jedynie filmy widziane w moim ulubionym studyjnym,  klimatycznym Kinie Janosik, przede wszystkim obejrzane w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego,  ale są też seanse na które wybrałem się ekstra. Celowo nie umieszczałem filmów obejrzanych w innych kinach i TV,  ale nie było tego dużo. Z tych wartych polecenia to zdecydowanie musiałbym tu umieścić Osobliwy dom pani Peregrine - 8/10 i Światło między oceanami - 9/10. 

W TV i na necie praktycznie filmów nie oglądałem, a jeśli już to głównie seriale, o których też tu wspomnę :) 



Najlepsze filmy 2016


Jeśli miałbym wybrać najlepsze filmy zeszłego roku,to myślę że nie będzie z tym problemu :

3 miejsce przypadnie :
Syn Szawła - 

Jeśli komuś wydaje się, że już widział wszytko i pod każdą postacią jeśli chodzi o "kino zagłady",  to kiedy obejrzy ten film zorientuje się jak bardzo się mylił. "Syn Szawła" to połączenie osobistej tragedii z tragedią o wymiarze uniwersalnym. Film poruszający do granic wytrzymałości, wzruszający,  smutny,  ale przede wszystkim bardzo niepokojący. Do dziś mam w głowie głównie dwie rzeczy z tej projekcji,  a mianowicie przerażające, budzące grozę szepty osób oczekujących w obozowej komorze gazowej na śmierć, jak również kamerę, która prowadzona była w taki sposób, że obraz budził klaustrofobiczne wręcz uczucie niepokoju, a wręcz strachu. Momentami można się było poczuć jakbyśmy sami byli na miejscu bohatera. Po takim filmie zastanawia mnie jeszcze mocniej jak można prezentować w cieniu tych historycznych doświadczeń postawę antysemityzmu, czy jakiejkolwiek nienawiści na tle rasowym. 




2 miejsce przypadnie :
Wołyń - Czasem się tak składa, że najbardziej pacyfistycznym obrazem jest właśnie film o wojnie, a właściwie o ludobójstwie. Tak właśnie jest w przypadku "Wołynia", który pokazuje całe tło słynnych wydarzeń znanych nam pod nazwą "rzezi wołyńskiej". Wojciech Smarzowski pokazuje nam wspólną odpowiedzialność za zło rodzące się w danej społeczności, bo dla mnie film jest dowodem na to, iż wzajemne pretensje, kiedy trafią na podatny grunt w którym jest choć odrobina napięcia, mogą rozpalić ogromną pożogę. Dawno po zakończeniu seansu nie panowała w kinie taka cisza. Tego się nie da opowiedzieć, to trzeba zobaczyć .





1 miejsce przypadnie:
Mustang - Francuski kandydat do Oscara. Jeden z piękniejszych filmów, które przyszło mi zobaczyć w ostatnim czasie. Wszystko to dzięki Gutek Film i mojemu ulubionemu studyjnemu Kinu Janosik i odbywającemu się tam cyklicznie Dyskusyjnemu Klubowi Filmowemu. Mustang to film o wolności, a przy okazji poruszający szeroki wachlarz problemów młodych kobiet począwszy od wchodzenia w dojrzałość, określanie własnej tożsamości i walkę o podstawowe prawa w świecie opanowanym przez mężczyzn i krzywdzącą tradycję. Film mądry, plastyczny, z piękną ścieżką dźwiękową, a do tego zagrany przez młode aktorki w sposób brawurowy. mimo trudnej tematyki wcale nie jest dołujący, a przy okazji daje do myślenia.




 Najlepsze seriale 2016 

Co do najlepszych seriali,  przy okazji pragnę zamknąć usta wszystkim tym,  którzy pomniejszają wartość współczesnych seriali i traktują ją jako coś gorszego sortu,  otóż seriale obecnie to często produkcje bardzo ambitne,  wyważone,  artystycznie przewyższające wiele produkcji kinowych. Tak więc do rzeczy,  najlepsza trójka obejrzana w zeszłym roku to :

3 miejsce :
Belfer - fajny,  świeży,  wciągający serial wyprodukowany przez stację Canal+ w którego powstawaniu maczał palce pisarz młodego pokolenia Jakub Żulczyk. Czuć jego pióro w dialogach i sposobie prowadzenia intrygi zawartej w "Belfrze". Doskonałe aktorstwo Macieja Stuhra i wielu młodych aktorów zaangażowanych do tej produkcji. Akcja toczy się w małej miejscowości na Mazurach,  gdzie ginie młoda dziewczyna,  a kiedy Policja ociąga się ze śledztwem to sprawą zainteresuje się tajemniczy "belfer". Kim jest, jaką rolę ma do spełnienia o kto i dlaczego jest odpowiedzialny za śmierć dziewczyny? Do samego finału będziemy trzymani w napięciu i niepewności. 





2 miejsce
Pakt - pierwszy sezon "Paktu"  z niezrozumiałych dla mnie przyczyn spotkał się z krytyką. Mi przypadł z miejsca do gustu. Wolno tocząca się akcja,  klimat ciężki i podszyty podskórnym napięciem niczym w "Homeland". Układy, tajemnice, spiski i tajemnica z przed lat,  która połączyła grupę wpływowych osób,  a kiedy zaczyna wszystko pękać i wychodzić na światło dzienne to sieć zaczyna się ukazywać w najmniej spodziewanych konfiguracjach. Drugi sezon jeszcze lepszy moim zdaniem od pierwszego. Więcej polityki,  mniej biznesu, a Marcin Dorociński jawi się nam niczym bohater z Millennium Larssona, słynny Mikael Blomkvist. Bezkompromisowy,  skomplikowany, dający niestrudzenie do wyjaśnienia zagadki. Świetna produkcja niezawodnego HBO. 






1 miejsce ex aequo 
( naprawdę nie umiałem wybrać z dwóch jakże różnych, ale jednocześnie znakomitych oryginalnych produkcji Netflixa ) 

Stranger Things - mimo, że serial ten odwołuje się do tradycji rodem z lat osiemdziesiątych i było wiele obaw że będzie kopiował z takich twórców jak John Carpenter czy Steven Spielberg, to okazał się produktem nad wyraz świeżym i dla mnie nowatorskim nawet jeśli chodzi o produkcje telewizyjne. Jest to serial w klimacie familijnym, zaprawiony tajemnicą i stanowi taki jakby mix hororu, science-fiction i serialu dla młodzieży. Wszystko to wymieszane w tak apetyczny sposób, że nie powstydziłby się tego klimatu choćby Stephen King, czyli ikona tamtejszej popkultury z którym chyba najmocniej mi się ta atmosfera kojarzy :




The Crown -  znakomity serial o brytyjskiej koronie okresu powojennego,kiedy to na tron wstępuje Elżbieta II, znakomicie grana przez Claire Foy. Świetny, klimatyczny serial, który pokazuje kawał historii i to nie tylko brytyjskiej, ale i światowej, a także przedstawił mi królową Elżbietę II w zupełnie innej, bardziej ludzkiej perspektywie. Polecam!






Pozytywne zaskoczenie filmowego roku, które daje mi obecnie wiele radości to : Netflix - platforma w końcu zadebiutowała w Polsce i mimo krytyki pod jej adresem dostarcza mi wiele rozrywki i wrażeń artystycznych. Bardzo mocno polecam wszystkim fanatykom kina i seriali :) 
The End