piątek, 21 września 2018

Bromba i inni - Maciej Wojtyszko




Maciej Wojtyszko w swojej książce "Bromba i inni" to po prostu eksplozja wyobraźni i popis malowniczego języka. Wojtyszko stworzył świat równoległy w którym żyją takie stwory że raz po raz zaśmiewałem się to z podziwu dla doskonałego poczucia humoru, a innym razem w uznaniu dla umiejętności zamknięcia w poszczególnych bohaterach książki zestawu cech tak charakterystycznych, że aż przez to pięknych.

Maciej Wojtyszko to reżyser teatralny i filmowy, a jednocześnie pisarz, autor książek dla dzieci ale i nie tylko dla dzieci, bo myślę że nie jestem jedynym dorosłym który ubawił się do łez czytając "Brombę". Już od pierwszego spotkania z jego bajkowym uniwersum czytelnik ma poczucie, że trafił do uniwersum niebanalnego. Na pierwszy ogień dostajemy bowiem Pciucha, czyli gościa dla którego prawa fizyki nie mają znaczenia i łamie bariery czasowe niczym zapałki. Skacze, pląsa, podróżuje Pciuch przez czas i udowadnia iż nie ma rzeczy niemożliwych, bo jak będzie trzeba to ten czas naciągnie do granic możliwości. Po zapoznaniu się z Pciuchem przyjdzie czas na pozostałych, a wśród nich między innymi Fikander, którego osobowość jest tak wyrazista jak jego niebanalny wygląd, tytułowa Bromba i inni.

Czytając książkę Macieja Wojtyszki dziecko dostanie ekstra bonus w doładowaniu do rozwoju emocjonalnego i nie tylko zresztą. Takich bajek obecnie bowiem jak na lekarstwo. Dorosły natomiast ma zagwarantowany reset pod kątem dystansu do siebie i otaczającego świata, o ile oczywiście na ten proces sobie pozwoli. Wojtyszko swoją książką rozpieprza wszystkie schematy, które trzymają w kupie nasz poukładany, a przez to niejednokrotnie nudny świat. Wywraca do góry nogami rzeczywistość, a jednocześnie obdarza nas niecodzienną szansą, aby doszukać się kolorytu, który bardziej lub mniej zatraciliśmy wchodząc w dorosłość. To czy z niej skorzystamy zależy już od nas samych. Ja polecam bardzo ten "wojtyszkowy" eksperyment bo dla mnie ta krótka książeczka była okazją nie tylko do powrotu w klimaty dzieciństwa ale i również pomogła wrzucić na luz odnośnie tego całego ładu i porządku wokół, który osobiście bardzo mnie uwiera. Polecam wam również spróbować! 

poniedziałek, 17 września 2018

Tony Adams. Uzależniony - Tony Adams, Ian Ridley


Mimo, że moje serce bije dla klubu z czerwonej części Manchesteru to muszę przyznać, że lektura "Uzależnionego" w żaden sposób nie straciła dla mnie na wartości poprzez fakt, iż Tony Adams to legenda Arsenalu. Jego autobiografia to kawał historii współczesnej angielskiej piłki i serdecznie polecam wam te kilka godzin w towarzystwie Tony'ego.

Na rynku wydawniczym pozycji od kilku lat zatrzęsienie co nie zawsze niestety przekłada się na jakość. Tym bardziej ten trend jest zauważalny jeżeli chodzi o książki o tematyce  sportowej. Wydaje się, że wystarczy mieć rozpoznawalne nazwisko przez kilka sezonów na boiskach piłkarskich, a już wydawnictwa prześcigają się w propozycjach biografii. Problem w tym, że często takie książki zwyczajnie nie wnoszą nic nowego do naszego życia, a czytanie o czymś co za chwilę pójdzie w niepamięć to moim zdaniem strata czasu. Historia Tony'ego Adamsa stanowi zdecydowanie wyjątek pośród wszystkich tych biografii, które zwyczajnie mogłyby się nie ukazać i nikt by się nie zmartwił z tego powodu.

Tony Adams już że względu na swój wygląd był postrzegany jako typowy twardziel. Jeśli dodać do tego jego boiskowe wyczyny w których często sięgał po bezpardonowe środki to nie ma się co dziwić, iż właśnie taki obraz tego gracza wpisał się w umysły kibiców. Jak się dowiadujemy z "Uzależnionego" była to jedynie maska skrywająca wrażliwego faceta, który bardzo szybko został wrzucony na głębokie wody i odkrył alkohol jako sposób budowania sztucznego poczucia własnej wartości. To właśnie o tym jest ta historia, o zmaganiu się z ciężkim uzależnieniem od alkoholu w świecie, który wcale temu procesowi nie sprzyja, a wręcz przeciwnie często piętnuje takie osoby, które zdecydowały się zerwać z nałogiem. Wszystko to Tony Adams przeplata anegdotami z meczów Arsenalu Londyn i reprezentacji Anglii dzięki czemu mamy okazję odświeżyć sobie, czy też poznać najważniejsze wydarzenia w angielskiej piłce począwszy od lat 80-tych a na początku trzeciego tysiąclecia kończąc.

Tony Adams jest w swej postaci nie tylko bardzo autentyczny, ale też i udaje mu się ustrzec moralizatorstwa i banału. Nie poucza, nie bawi się w kaznodzieję, a jednocześnie dzieli się swoimi doświadczeniami nie ukrywając przy tym, że zależy mu aby młodzi ludzie nie poszli jego śladem. Zamiast jednak głodnych kawałków o tym jak alkohol szkodzi zdrowiu pokazuje znaczenie zdrowego poczucia własnej wartości i umiejętności radzenia sobie z emocjami dla prawidłowego rozwoju człowieka. Najlepszym dowodem tego, że w jego przypadku decyzja o terapii była najlepszym krokiem na jaki sobie pozwolił jest otwarcie się na świat i poszerzenie horyzontów życiowych. Tony Adams daje się poznać na początku tej książki jako utalentowany piłkarz, a kiedy zbliżamy się do końca jego kariery zdąży on już odkryć pozostałe role w jakich chce się realizować, a dzięki temu my zobaczymy w nim człowieka. Człowieka, który może i popełnił w swoim życiu wiele błędów, ale i wyciągnął z nich odpowiednie wnioski. Polecam szczerze tę książkę nie tylko fanom piłkarskim i fanatykom angielskiej piłki, ale też i wszystkim zainteresowanym szeroko rozumianą zmianą i tym co ją determinuje. Nie będziecie zawiedzeni

poniedziałek, 10 września 2018

Zamach - Yasmina Khadra


Tematyka podejmowana w "Zamachu" to ciężki kaliber i potrzebny jest naprawdę ogromny kunszt literacki żeby opisać to z wyczuciem. "Zamach" opowiada bowiem o krwawych porachunkach pomiędzy Izraelem i Palestyną, a jednocześnie próbuje wzbudzić refleksję nad źródłem terroryzmu. Pewnie nie znajdziemy tutaj jednoznacznej odpowiedzi na to co tak naprawdę popycha człowieka do wysadzenia się pośród tłumu cywilów, ale po lekturze którą zafunduje mam Yasmina Khadra nie będziemy już, mam nadzieję, tak pewni tego co myślimy na temat terroryzmu.

Przyznam szczerze, że spodziewałem się więcej po tej książce. Nie wywołała ona na mnie aż takiego wrażenia jak sugerował jej opis i niektóre z opinii na lubimyczytac.pl. Niby wszystko jest tak jak być powinno, Hitchcock z samego początku i potem odgruzowywanie w poszukiwaniu genezy tego co uderzyło nagle w spokojne dotąd życie głównego bohatera. Kiedy przyjdzie mu jednego dnia stracić żonę i jednocześnie dowiedzieć się że według służb to ona jest odpowiedzialna za zamach w którym straciła życie to można by przypuszczać, że nie pobiera się on więcej do kupy. Wkrótce jednak okaże się iż , znajdzie on jednak siłę do przeprowadzenia prywatnego dochodzenia na temat tego kim była jego żona i jak się ma jego wyobrażenie o niej do rzeczywistości.

Akcja "Zamachu" mimo, iż zmusza do refleksji i stawia ważne pytania, to z czasem wytraca gdzieś tempo i przez większą swą część książka staje się w moim odczuciu nawet monotonna. Problem miałem też ze sposobem oddania emocji w książce, bo czasami było ich aż nadto, a momentami kompletnie nie mogłem się wczuć w to co przeżywa bohater. Wszystko to powodowało, że od pewnego momentu powieść tą czytałem z nastawieniem żeby ją już po prostu skończyć. Wtedy niespodziewanie następuje zwrot akcji i ku mojemu zdziwieniu nadchodzi koniec. Niby rozumiem zabieg autorki, a jednak niedosyt gdzieś pozostał.

"Zamach" to jedna z tych pozycji, które pokazują jedno z największych zagrożeń jakim jest bezrefleksyjne podejście do kwestii wiary w życiu człowieka. Niby historia uczyła nas niejednokrotnie o tym jak wiele zagrożeń niesie za sobą połączenie religii z polityką, a jednak znowu zatacza ona koło. Pewnie niektórzy w tym momencie pomyślą o ISIS i rozmaitych fundamentalistach islamskich, ale nie ma znaczenia wyznanie, bo w takiej Polsce doświadczamy w ostatnim czasie tego samego. Religia zaczyna być wypaczana i traktowana przez niektórych jako narzędzie ucisku i narzucania innym swojego świata wartości. Powieść autorstwa Yasmina Khadra jest ostrzeżeniem przed konsekwencjami, które rażą niczym ładunek zamachowca samobójcy. Odłamki dosięgają jeszcze wielu i to długo po zamachu, nakręcają przy tym spiralę przemocy. Mimo wszystkich "ale" i tak uważam, że "Zamach" warto przeczytać choćby z tego względu żeby zwrócić uwagę na coś co wymyka się z pod kontroli. 

czwartek, 30 sierpnia 2018

Futbolowa gorączka - Nick Hornby




Książka Nicka Hornby'ego to pozycja po którą z przyjemnością sięgnie każdy kibic piłki nożnej. Już od lat przewijała się ona na moim horyzoncie aż w końcu przyszedł na nią czas. Liczyłem na frajdę i ją dostałem. Jeśli masz wrażenie, że futbol przykrywa ci czasem cały świat i masz tendencję do układania życia pod mecze piłki nożnej to zdecydowanie się tutaj odnajdziesz. Jeśli kompletnie nie rozumiesz o co w tym szaleństwie chodzi, to również Nick Hornby jest najbardziej kompetentną osobą, która jest w stanie wytłumaczyć Ci ten fenomen.

Nick Hornby został kibicem Arsenalu z przypadku, ale zakochał się od pierwszego wejrzenia. Kiedy pomyślę o mnie i Manchesterze United to było bardzo podobnie. Z piłką tak już jest, kiedy zaiskrzy człowiek jest stracony i to jest takie na dobre ona złe jak przysięga małżeńska. Różnica polega na tym, że w życiu kibica piłkarskiego rozczarowań jest zdecydowanie więcej, a mimo tego pozostajemy w tej relacji niczym ofiary syndromu sztokholmskiego. Kiedy czytałem opisy Hornby'ego jak to wyczekiwał kolejnych finałów na Wembley aby potem obejść się smakiem, przypomniałem sobie o kolejnych utraconych szansach Manchesteru United. Złość, niedowierzanie, żal i pretensje potrafią trzymać się człowieka na długo po takim zawodzie, ale gdzieś tam w podświadomości tkwi ciągle nadzieja na taki mecz jak ten z 1999-ego roku kiedy to Manchester United w ostatnich minutach upokarza Bayern i zdobywa Ligę Mistrzów. Taki właśnie jest ten futbol, pełen zawodów, niespełnionych oczekiwań, a jednocześnie wypełniony oczekiwaniem na sukces. Dopiero w momencie kiedy ten sukces nigdy nie nadchodzi, a wielu kibiców ma to nieszczęście poświęcić swoje życie klubowi skazanemu na wieczne przegrywanie, dopiero wtedy dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę nie chodzi o sukces, ale o tą całą otoczkę, o niezapomniany klimat, o emocje które są tak samo intensywne przy przegranej jak i przy sukcesie.

"Futbolowa gorączka" to takie swego rodzaju studium przypadku fanatycznego kibica, z tym że fanatyzm nie wiąże się tutaj z demolowaniem stadionów czy też ustawkami po lasach, ale z podporządkowaniem wszystkiego rytmowi meczowemu. Nick Hornby jest żywym dowodem na to, iż można funkcjonować nie w oparciu o system czasu mierzonego wedle pór roku, ale odmierzać czas odliczając pomiędzy jednym sezonem a drugim, a w lata parzyste dostawać bonus w postaci Mistrzostw Europy czy Świata. Dla prawdziwego fanatyka piłki nożnej na porządku dziennym są sytuacje kiedy przyjaciele, rodzina i wszystko co zwykle ważne schodzą na dalszy plan kiedy właśnie gra twoja drużyna. Mamy również tendencję do zanudzania innych szczegółami, statystykami bądź anegdotami o takim Mersonie czy Ibrahimovicu bez względu na to czy inni mają ochotę nas słuchać czy też nie. Ciężko się żyje w związku z kibicem piłkarskim, bo kiedy zbliża się ważny mecz czy impreza to w planach wakacyjnych należy wziąć pod uwagę czy będzie szansa oglądać mecze. Trudne są dni kiedy trzeba znosić fochy i ciche dni po kolejnej porażce, ale za to jak wielka i zaraźliwa jest radość po wygranej. I tak w kółko, tak jest bez końca, a jedyne co można zrobić to zaakceptować i pokochać takiego kibica bezwarunkowo. Ja mam to szczęście, iż spotkałem kobietę, która kocha i tą część mojego DNA, bo wszak bycie kibicem zdaje się być wpisane w kod genetyczny.

"Futbolowa gorączka" to lektura która w oparach ironii, ale też i dużej dawki sentymentalizmu oddaje to czym było kibicowanie jeszcze pod koniec XX-ego wieku. Teraz sporo się zmieniło, a prawdziwi kibice często są wypisywani poza nawias i to zarówno jeśli chodzi o stadion jak i telewizję. Futbol staje się coraz bardziej marketingowym balonikiem pompowanym do granic możliwości. Bilety drożeją, zawodnicy niczym primadonny przebierają w ofertach i zmieniają kluby jak rękawiczki, a na stadiony trafiają ludzie przypadkowi którzy traktują piłkarzy jak celebrytów. W tych trudnych i dziwnych czasach książka Nicka Hornby'ego jest okazją do sięgnięcia do korzeni i przypomnienia sobie o co tak naprawdę chodzi w byciu kibicem. Dostajemy też niepowtarzalną szansą na zapoznanie się ze sporym kawałem historii jednego z największych klubów na świecie tj. Arsenalu Londyn. Klubu tego można nie lubieć, ale zna go każdy kto choć trochę interesuje się piłką nożną. W takim wypadku możemy skupić się po prostu na tym co najlepsze w lidze angielskiej, a jeśli i tutaj pojawia się wam pytanie "Ale po co?" to w takim wypadku darujcie sobie tę książką. Wszystkim pozostałym serdecznie ją polecam. 

piątek, 24 sierpnia 2018

Stając się sobą. Pamiętnik psychiatry - Irvin D.Yalom




Irvin D. Yalom to człowiek instytucja. Dla mnie jest on uosobieniem wszystkiego co powinien reprezentować sobą psychoterapeuta, a jednocześnie stanowi ogromny autorytet jako człowiek. Jest on najlepszym dowodem na to, iż nieistotne czy twoje wartości wywodzą się z tradycji chrześcijańskiej, judeochrześcijańskiej czy islamu, w życiu chodzi po prostu o to by być dobrym człowiekiem. Cały sekret, który prezentuje Yalom w swoich książkach, polega na tym, że aby skutecznie pomagać pacjentom należy mieć poukładaną wizję siebie i relacje z otaczającym światem.

"Stając się sobą" to próba autobiografii w wykonaniu jednego z najbardziej znanych psychiatrów na świecie. Mimo swojego podeszłego wieku dr. Irvin D. Yalom ciągle jest aktywny zawodowo, a jednocześnie znalazł czas, aby dokonać podsumowania swojej jakże interesującej kariery. Towarzyszymy mu już od czasów dzieciństwa kiedy to zmaga się z ciężarem przekonań i oczekiwań rodziców. Wraz z nim analizujemy jak jednostka nabywa tożsamości podczas konfrontowania się z rodzicielskim przekazem odnośnie tego jak żyć. Wreszcie towarzyszymy mu podczas pierwszych kroków stawianych w procesie kształcenia się na lekarza psychiatrę. Ktoś może pomyśleć, że nie może być nic bardziej nudnego, jednakże zapewniam że w tym konkretnym przypadku jest to naprawdę interesująca historia. Mamy bowiem do czynienia z jednostką wybitną, człowiekiem który na każdym kroku zadziwia swym nieszablonowym podejściem.

"Stając się sobą" to opowieść o dojrzewaniu do relacji. Autor, konfrontuje się na różnych etapach swojego życia z rozmaitymi dylematami po tu tylko, żeby w rezultacie bardziej zrozumieć obawy i leki innych ludzi, a przez to bardziej się do nich zbliżyć. Dominujący lęk, który przewija się przez większość publikacji Yaloma to lęk przed śmiercią i przemijaniem. Obserwujemy tutaj proces oswajania tego lęku u siebie, aby w rezultacie pomagać innym (własnym pacjentom) w tym samym. To w jaki sposób Yalom dochodzi do tych rzeczy łączący w jedną całość dokonania wielkich filozofów i adaptując je na grunt psychologii i psychiatrii jest fascynujące myślę nie tylko dla innych terapeutów, ale nawet dla osób którzy z terapią nie mają wiele wspólnego. Jeśli interesuje cię człowiek, jego konstrukcja, świat wartości i kwestia odpowiedzi na pytania po co, dlaczego i jak żyjemy, to ta książka zainteresuje Cię na równi z dziełami takich myślicieli jak Schopenhauer czy Nietzsche.

Na koniec chciałbym dodać, iż książka "Stając się sobą" daje też możliwość spojrzenia na siłę i wartość rodziny. Irvin David Yalom pośród wszystkich swoich doświadczeń zawodowych, sukcesów i podwalin teoretycznych, które stworzył, cały czas zaznacza że najważniejsza w tym wszystkim dla niego jest relacja z rodziną. Pomimo tego, że w dzisiejszej rzeczywistości i lansowanym modelu "pseudokatolickim" spotkał by się on z zarzutami, iż jego obowiązki zawodowe przysłoniły mu rodzinę, to mimo wszystko myślę że każdy myślący szerzej czytając tę książkę dostrzeże fakt, iż wszystko co robił sprawiło, iż stał się bardziej dojrzały do bliskiej relacji. Jeśli też macie ochotę na konfrontację z własnym spojrzeniem na relację i jej rolą w waszym życiu, to jest to zdecydowanie książka dla was. Ja z mojej strony bardzo serdecznie ją polecam! 

czwartek, 16 sierpnia 2018

Przedawnienie - Jiří Březina






Oj umieją Czesi pisać kryminały i Jiří Březina jest tego najlepszym przykładem. W "Przedawnieniu" mamy okazję zaprzyjaźnić się z młodym śledczym Tomasem Volfem, który po niepowodzeniach podczas poprzedniej sprawy bierze na siebie próbę wyjaśnienia zbrodni z przed niemal ćwierćwiecza. Wszystko po to by na nowo wrócić do łask przełożonych i wydostać się z za biurka.

Jiri Brezina rozpoczyna "Przedawnieniem" cały cykl poświęcony Tomasowi Wolfowi. Jest to policjant bezkompromisowy, za wszelką cenę dążący do odkrycia prawdy, a przy tym mocno intrygujący i nie wpływa na to jedynie fakt, że jest on fanem ciężkiego brzmienia, choć trzeba przyznać że dodaje mu to specyficznej charyzmy. Myli się jednak ten, który spodziewa się ciężkiego, mrocznego kryminału wzorem skandynawskich mistrzów. Daleko czeskiemu autorowi do Nesbo czy Larssona jeżeli chodzi o klimat, ale też i bardzo dobrze bo dzięki temu dostajemy kryminał w nowym, specyficznym wydaniu. Z jednej strony Brezina porusza kwestie bardzo newralgiczne, bo będzie tu o minionej epoce i niezabliźnionych ciągle ranach, a z drugiej strony akcja toczy się w tempie popołudniowego piwa, a w miejsce zapachu palonej w trakcie policyjnych pościgów gumy co najwyżej poczujemy zapach tekturowych teczek na dokumenty.

Kto odpowiada za dwa zabójstwa w malowniczej Krainie Szumawskiej? Jak poradzi sobie z tym śledztwem zakopanym skutecznie w archiwum sympatyczny detektyw z Czeskich Budziejowic? Odpowiedzi na te pytania klarują się powoli, kiedy Jiri Brezina odkrywa kolejne karty i wyjaśnia historyczny kontekst terenów leżących na granicy czeski-austriackiej. Im dalej brniemy w przeszłość tym trudniej znaleźć stanowisko w tej sprawie, a kolejne wątki tworzą wzburzone fale na spokojnej przez lata wodzie. Wszystko toczy się powoli i spokojnie, a jednocześnie napięcie ciągnie rośnie i z niecierpliwością czekamy na koniec. "Przedawnienie" miło zaskakuje choćby swoją objętością. Jak się okazuje nie każdy potrzebuje wielkich tomisk liczących po niemal tysiąc stron aby przedstawić ciekawą intrygę kryminalną. Jiri Brezina w miejsce niepotrzebnych dłużyzn i opisów stawia na konkret i suche fakty potrafią się świetnie obronić pomimo tego, że akcja powieści toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych. 

Sama transformacja, jaką przechodzi Tomas w trakcie kontaktu z Ondřejem Novotným, który ostatni raz miał do czynienia z tą sprawą, jest niezwykle frapująca. Novotný obecnie jest politykiem i dochodzenie z przed lat ciąży mu niemiłosiernie. Thomas z początku zbuntowany i bezkompromisowy, w ramach rozwoju sprawy zaczyna brać pod uwagę szerszą perspektywę wydarzeń z przed lat, które rozegrały się na granicy z Austrią. Jak się wkrótce okaże, choć z początku łatwo i szybko wyciągnąć wnioski i rzucić oskarżenie, to w ramach rozliczeń z trudną przeszłością warto jednak wziąć na wstrzymanie i pozostać ostrożnym w dokonywaniu rozliczeń. Zaszłości i pomówienia, echa nacjonalizmu są aż nazbyt widoczne i jak się okazuje nie jest to tylko problem Polaków, ale i naszych sąsiadów gdzie jak się okazuje wojna zostawiła wyraźny ślad. Im więcej Thomas dowiaduje się od Ondreja tym bardziej zaczyna mieć wątpliwości czy i dla kogo może być korzystne odgrzebywanie przeszłości. Co w rezultacie zdecyduje? Jak zakończy się to śledztwo po latach? O tym już przyjdzie się wam samym dowiedzieć z lektury tej książki, która okazała się dla mnie miłą niespodzianką i chętnie sięgnę po kolejne pozycje, które ukażą się nakładem Wydawnictwa Afera.


środa, 15 sierpnia 2018

Najlepszy trener na świecie. Wywiad rzeka z Jackiem Gmochem - Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke



Jacka Gmocha i jego analizy można lubić, albo nie cierpieć, no ale w każdym razie trudno obok tej osobowości przejść obojętnie. Z tego właśnie względu postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o tym, jednym z najbardziej znanych trenerów nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

"Najlepszy trener na świecie" to zapis rozmów przeprowadzonych przez dwójkę dziennikarzy Arkadiusza Bartosiaka i Łukasza Klinke. Ten wywiad rzeka wiele zmienił jeżeli chodzi o moje postrzeganie tego trenera. Z jednej strony trener Gmoch momentami lekko zraził mnie do siebie gdyż można było odczuć zbytnie tendencje do przechowalnia się, a z drugiej strony jeśli prześledzić jego karierę to rzeczywiście jego wyniki zasługują na pochwałę. Człowiek żyjący piłką, który nawet na trenerskiej emeryturze nie poprzestaje na odcinaniu kuponów od sukcesów, które ongiś osiągał przede wszystkim na gruncie ligi greckiej. Innowator, który jak wszystko na to wskazuje pierwszy zaczął wprowadzać do piłki analizy statystyczne z prawdziwego zdarzenia, a przy tym wszystkim wielka gaduła. Wszystko to razem sprawia, że książkę czyta się z dużym zainteresowaniem i ciężko się od niej oderwać. Mimo, że czasem odbieganie od tematu i dywagacje na tematy niepotrzebne mogą przeszkadzać w lekturze to materiał zgromadzony przez dwójkę "przepytujących" śmiało mógłby wystarczyć na większą opowieść.

Dla jednych "Najlepszy trener na świecie będzie okazją do poznania specyfiki greckiej piłki. Ci znajdą tutaj całą gamę ciekawostek i to nie tylko na temat drużyn prowadzonych przez trenera Gmocha. Inni będą bardziej zainteresowani anegdotami z jego przygody z reprezentacją i tutaj również trudno narzekać na przedstawione tajniki z polskiej piłki reprezentacyjnej. Dowiemy się więc o tym, jak ciężki bywa los trenera na pięknych greckich wyspach, które Polacy tak chętnie odwiedzają latem. Bywa, że tamtejsze warunki potrafią przemienić wczorajszego bohatera w persona non grata z byle powodu, a prezesi klubów piłkarskich w Grecji są bardziej kapryśni niźli pogoda nad Morzem Bałtyckim. Wszystko natomiast wynagradzają kibice na stadionach, którzy jak pokochają to na zabój, a dwaj bodajże najbardziej kochani Polacy w Grecji to właśnie Jacek Gmoch i Krzysztof Warzycha. Z wypiekami na twarzy będziemy śledzić powiązania legend piłkarskich z czasu PRL-u i partyjnych decydentów. Przy okazji będziemy współczuć żonie Jacka Gmocha Stefanii, która musi wiecznie konkurować z Piłką Nożną. Wszak to jedna z najbardziej pożądanych kochanek dla mężczyzny i to nie tylko w naszym kraju.

Piłka za czasów Gmocha w reprezentacji była inna i szlag trafia kiedy sobie człowiek uświadomi jak mocno pieniądze zepsuły piłkę. Momentami czytając ten wywiad łapałem się na tym, iż łezka mi się w oku kręciła na myśl jak wiele mi umknęło przez fakt późnego urodzenia. Jedno się nie zmieniło, tak jak kiedyś za komuny, tak i teraz rządzący kierują się zasadą: "chleba i igrzysk", z tą różnicą że wtedy przynajmniej można było czym się emocjonować, a teraz szkoda gadać. Podsumowując, warto sięgnąć po książkę "Najlepszy trener świata", bo choć może nie będzie to wydarzenie na miarę rewolucji w waszych głowach, to z pewnością nie jest to też stracony czas. Tak, że polecam!