poniedziałek, 20 marca 2017

Klasyka dla Smyka, czyli Daga i Osinski rozczytują milusińskich - rozdanie marcowe !


Dzisiaj kolejne rozdanie akcji #klasykadlasmyka,  której organizacji podjęliśmy się wraz z Socjopatka.pl!

Teraz to już naprawdę jest czyste szaleństwo ! Marcowe rozdanie obrodziło genialnymi pakietami, których jest aż 17 !



Już w pierwszym miesiącu akcji udało się uzbierać kilka pokaźnych pakietów książek, które przekazaliśmy dzieciom z wybranych  Domów Dziecka. Tym razem znowu wy pomożecie nam wybrać gdzie trafią pakiety z marcowego rozdania :
 
 
Pakiet numer 1 
 
Książki zebrane wśród rodziny i przyjaciół przez Gabrielę z bloga www.wyrodna.com




 
Pakiet numer 2

Książki podarowane przez księgarnię www.nieprzeczytane.pl pozyskała dla nas Klaudia z bloga www.zksiazkadolozka.blogspot.com
 
 


 
Pakiet numer 3
 
Książki od księgarni Selkar, które pozyskały dla nas Kamila i Iga z bloga www.znaciskiemnaszczescie.blogspot.com. Dziewczyny do paczki dorzucają także pozycje od siebie. Dwie książki Makuszyńskiego, Świat roślin, 1000 powodów aby bawić się w amora oraz Przygody Tomka Sawyera.




Pakiet numer 4

Od Gabrysi z bloga www.gabrieladeda.pl





Pakiet numer 5

Darowany przez Małgosię z bloga www.matczynefanaberie.pl
 
 


 
Pakiet numer 6
 
Od wydawnictwa Zakamarki, które pozyskała dla nas Małgosia z bloga www.matczynefanaberie.pl 




 
Pakiet numer 7

Od Grupy Wydawniczej Foksal, którą pozyskała dla nas Małgosia z bloga www.matczynefanaberie.pl





Pakiet numer 8

Ofiarowany przez Wydawnictwo Muza również dzięki Małgosi z bloga www.matczynefanaberie.pl



 
Pakiet numer 9

Od Marty z bloga www.zafascynowanazyciem.pl , która przekazuje książki darowane przez uczniów jednej ze szkół podstawowych.





Pakiet numer 10

Od Małgosi i Jasia z bloga www.jaskoweklimaty.pl 
 
 
 


Pakiet numer 11
 
Pakiet książek od Wydawnictwa Amanda, które pozyskała dla nas Małgosia z bloga www.jaskoweklimaty.pl 
 
 
 


 
Pakiet numer 12
 
Darowany przez Wydawnictwa Bis i te książki pozyskała również Małgosia z bloga www.jaskoweklimaty.pl 





Pakiet numer 13

Książeczki darowane przez Wydawnictwo Skrzat, które pozyskała dla akcji Małgosia z bloga www.jaskoweklimaty.pl
 
 


 
Pakiet numer 14
 
Zestaw książek darowany przez pojedynczych darczyńców Mariusz Grubiński, Psychomologia, Magdalena Jukiewicz-Konieczko, Paweł Maj, Renata Klamerus, Wydawnictwo Dreams, Publicat S.A. Grupa Wydawnicza, Księgarnia Tania Książka. 
 
 


 
Pakiet numer 15 
 
Książki od Moniki z bloga www.niemieckizpasja.blogspot.com





 
Pakiet numer 16

Przygotowany przez księgarnię Kangurek oraz Martynę i Magdę z bloga www.sasanki.wordpress.com
 
 


 
Pakiet numer 17 
 
Ksiażki od Wydawnictwa Bajkopis, które pozyskała dla nas Małgosia z bloga www.jaskoweklimaty.pl 
 
 
 
Wszystkie zdjęcia pakietów i informacje o darczyńcach  dostępne są w specjalnym albumie który znajdziecie tu

Teraz przejdźmy do konkretów:

Pakiety zebrane w ramach akcji Klasyka Dla Smyka zorganizowanej przez Socjopatka.pl i Osinski  zostaną przekazane do Domów Dziecka ( w marcu obdarujemy conajmniej 18 takich domów) które zostaną przez nas wybrane z tych placówek, które zgłosicie w komentarzach.  
 
Ważne !
 
Bardzo prosimy o zamieszczanie adresów mailowych do kontaktu ze zgłaszanymi placówkami, gdyż ułatwi to uzyskanie zgody na przyjęcie ofiarowanego pakietu.
Postępy akcji można śledzić dołączając do grupy na FB  Jeśli ktoś chce dołączyć to zapraszamy :) Tam też znajdziecie wszelkie info o ambasadorach, darczyńcach i wszystkich sympatykach akcji.
Na koniec jeszcze raz specjalne podziękowania dla genialnej Oqlarnicy z yummymummyideas za wykonanie w ramach podarunku na rzecz akcji wspaniałej papeterii której zdjęcia udostępniam poniżej 
 


 

piątek, 17 marca 2017

Jak oni pracują? Rozmowy z polskimi twórcami - Agata Napiórska




Z natury nie jestem osobą wścibską i swego czasu z zaskoczeniem odkryłem, iż będę musiał zamontować rolety w oknach, gdyż moi sąsiedzi z sąsiedniego bloku cechują się większą ciekawością zawartości mojego mieszkania niż ja sam. Podglądactwo w różnym wydaniu to zresztą wydaje się problem naszych czasów, gdyż społeczeństwo wykazuje duże zainteresowanie życiem innych ludzi zwłaszcza tych bardziej znanych. Jakkolwiek nie przepadam za prasą bulwarową i historiami z życia tzw. celebrytów to warsztat pracy polskich twórców, a przy okazji możliwość obserwacji ich rytmu dnia jednak mnie skusiła, czego dowodem jest niniejsza opinia. 

Książka Agaty Napiórskiej doskonale nadaje się do czytania w momencie kiedy nie dysponujesz dużą ilością czasu wolnego i warunki do lektury nie są zbyt sprzyjające. Jest idealnym rozwiązaniem na przerwę w pracy czy też na umilenie sobie oczekiwania w kolejce do lekarza. Świetnie się sprawdzi jako towarzysz podróży, bo wytrzyma próbę współpasażerów, którzy wydają się nie zauważać, że jesteśmy skupieni na lekturze i za punkt honoru postawili sobie poinformowanie nas, że dziś jest akurat kolejna miesięcznica, bądź też w mniej skrajnych przypadkach próbują się upewnić czy aby na pewno zauważyliśmy, że za oknem deszcz i zimno i ogólnie masakra bo nie ma wiosny a być miała. Przejdźmy jednak do rzeczy. Otóż bardzo przyjemnie czyta się te wywiady, których część została przeprowadzona "face to face", a inne zebrane gdzieś z doskoku poprzez skype itp. Pewnie nie odkryjemy żadnej Ameryki, ani tym bardziej zaginionej Atlantydy, ale za to możemy przyjrzeć się z bliska jak wygląda proces twórczy i co dzieje się od momentu pojawienia się luźnej myśli w głowie artysty do tej chwili kiedy otrzymujemy kompletne dzieło i się nim delektujemy. Trzeba przyznać, że autorka wykonała kawał dobrej roboty, bo trochę obawiałem się, że te rozmowy to może być takie " pitu pitu", a tu mamy naprawdę interesujące opisy codziennych rytuałów wraz z tymi najważniejszymi z mojego punktu widzenia to znaczy tymi dotyczącymi samego procesu twórczego.

Jak można było łatwo się domyślić przedstawieni tu artyści mają zróżnicowane pomysły na organizację czasu pracy. Jedni funkcjonują bardziej na zasadzie przypadkowości, inni dla odmiany są zorganizowani. Łukasz Orbitowski, jak przystało na osobowość mocno charyzmatyczną funkcjonuje w sposób kompulsywny. Działa intensywnie na przemian z okresami pustych przestojów. Można odnaleźć echa takiego rytmu pracy w jego książkach. Ma on też specyficzne podejście do podejmowanych aktywności, bo nie łączy pracy z przyjemnością. Jeśli już jego hobby typu gry komputerowe, muzyka, filmy czy seriale staną się źródłem dochodów to przestaje czerpać z nich przyjemność i traktuje stricte jako pracę. Katarzyna Bonda dla odmiany ma upodobanie do wszelkiego rodzaju amuletów i dba aby każdy szczegół był dopięty na ostatni guzik. Zabiera się do pisania książki dopiero wtedy gdy zgromadzi całe tony notatek i zapisków. Kiedy wszystkie informacje potrzebne do napisania książki są w komplecie wtedy zamyka się w domu, odcina od świata i nie wraca do rzeczywistości dopóki nie skończy. Poza Orbitowskim i Bondą przyjrzymy się też Pilchowi, Chotomskiej i wielu innym. Jedni pracują z doskoku, inni narzucają sobie sztywne ramy. Jedni pracują bladym świtem, a inni późną nocą. Można tworzyć nie dbając o siebie, a można prowadzić przy tym zdrowy tryb życia. Tak jak wspominałem, morał jest taki że nie ma reguły, bo tak naprawdę należy pracować, tworzyć w zgodzie z własną naturą. Wsłuchać się w siebie i korzystać z własnych zasobów najbardziej optymalnie jak się da. Proste, prawda? 

"Jak oni pracują " to książka która nie wniesie e nasze życie niczego szczególnie odkrywczego. Nie dostarczy nam przepisu na to jak zostać wybitnym twórcom. Nie pomoże w napisaniu wielkiego dzieła. Nie tego się jednak spodziewałem i myślę że nikt zdrowo myślący nie oczekiwał od Agaty Napiórskiej "przepisu na sukces", a bardziej zaspokojenia czystej ludzkiej ciekawości odnośnie tego jak funkcjonują nasi ulubieni artyści. Agacie Napiórskiej udało się dotrzeć do "najwyższej półki" i wiele z tych nazwisk jest większości z nas dobrze znana. Rozmowy są ciekawe, pełne humoru, a przy tym charakteryzuje je spora dawka luzu. Warto sięgnąć po książkę "Jak oni pracują", a ja za możliwość jej przeczytania dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal, które umożliwiło mi przeczytanie tej książki. 

sobota, 11 marca 2017

Żyj wystarczająco dobrze - Agnieszka Jucewicz, Grzegorz Sroczyński




Ostatnia z serii, którą wziąłem swego czasu na tapetę i była to decyzja jak najbardziej trafiona. Wcześniej przeczytałem "Kochaj wystarczająco dobrze" i "Wybieraj wystarczająco dobrze". Niniejszy zbiór rozmów z czołowymi polskimi postaciami jeśli chodzi o psychoterapię i rozwój osobisty jest na równie wysokim poziomie co poprzednie pozycję. Dla każdego kto interesuje się mechanizmami dotyczącymi funkcjonowania człowieka pod kątem jego zasobów i deficytów warunkujących skuteczność tego rozwoju, będzie to prawdziwa uczta dla ducha i umysłu.

Właściwie wypadałoby zacząć od końca, bo to właśnie ostatnia z rozmów, czyli "Zachwyt nad fałdą spodni" jest jak dla mnie kwintesencją tego zbioru. W rozmowie tej Grzegorz Sroczyński przepytuje dr. hab. Bartłomieja Dobroczyńskiego odnośnie recepty na to jak być szczęśliwym. Pewnie dla każdego kto choć trochę siedzi w temacie nie będą to refleksje szczególnie odkrywcze aczkolwiek sam sposób przekazu ich przez bohaterów tej rozmowy zasługuje na uznanie i myślę, że nawet jeśli nie macie zamiaru czytać tej książki w całości to warto poświęcić choćby kilkanaście minut na zapoznanie się z tym tekstem. Całość "Żyj wystarczająco dobrze" utrzymana jest w klimacie tej właśnie rozmowy, to jest tego jak bardzo istotna jest odpowiednia perspektywa i rozumienie siebie oraz otaczającego nas świata dla osiągnięcia satysfakcji z życia. Bardzo jest mi bliski taki sposób myślenia, bo mimo tego, iż z pewnością ma znaczenie to w jakich warunkach przyszło nam się rozwijać i kto pokazywał nam wzorce ( patrz rozmowy: "Bądź taka jak ja tylko lepsza", "Ojciec, którego nie było" ) to jednak ostatecznie my sami podejmujemy decyzje o tym, czy będziemy skupiać się na pogoni za wielkimi celami po to żeby w ostateczności przeżywać rozczarowanie, czy też będziemy cieszyć się życiem na tu i teraz.

Bardzo wartościowe i wiele wnoszące dla osób zainteresowanych poprawie jakości życia w interakcjach rodzinnych będą teksty "Kompromis przeważnie jest zgniły", "Dziecko rodzi się w głowie", czy też "Troje na huśtawce". Są to rozmowy bardzo aktualne jeśli chodzi o zakres problemów przeżywanych obecnie w związkach przez współczesne pary. Rzucają nowe światło na zrewidowane przez procesy społeczne i cywilizacyjne związki, które wiążą się jednak z coraz większą potrzebą partnerstwa i otwartości na siebie niż miało to miejsce kiedyś, kiedy facet wychodził z jaskini na polowanie a tą samą maczugą którą zatłukł wcześniej zwierzę domagał się potem zaspokojenia potrzeb własnych od kapłanki domowego ogniska. W dzisiejszym społeczeństwie nie ma już miejsca na takie twory, role się przemieszały czy to się komuś podoba czy nie, a kwestie związane z orientacją seksualną, światopoglądem, emancypacją nie są już tak łatwe do zamiecenia pod dywan. Patriarchat odchodzi w zapomnienie, co wiąże się z rewolucją w ramach podstawowych ról społecznych, w tym rodzinnych i dlatego brak elastyczności i otwartości w tej kwestii będzie skutkował rozmaitymi kryzysami. Jeśli ktoś jest zainteresowany tymi kwestiami to znajdzie tu sporo refleksji, a nawet gotowych rozwiązań w obliczu takich kryzysów.

"Zyj wystarczająco dobrze' to jednak nie tylko zbiór wartościowych rozmów na szeroki zakres tematów dotyczących poprawy jakości życia. Nie jest to też typowy poradnik, który potrafi czasem wnieść więcej szkody niż pożytku, ale bardziej zbiór przemyśleń zachęcających do większej refleksyjności na własny temat pod kątem relacji z innymi, celów życiowych i światopoglądu. Nie bez przyczyny i chwała autorom za to książka rozpoczyna się od rozmowy na temat różnic pomiędzy poradnictwem, przyjacielskim wsparciem, a profesjonalną terapią. Nie wszystkie problemy bowiem można załatwić w sposób łatwy i przyjemny, a w dobie ekspresowego dostępu do informacji czasem może się okazać, że natkniemy się najzwyczajniej na świecie na stek bzdur. Tym bardziej warto się zorientować czy przeżywane przez nas trudności są w zakresie naszych możliwości adaptacyjnych i wystarczy przewartościowanie celów i zmiana perspektywy czy też wymagają one profesjonalnej pomocy psychoterapeutycznej, gdyż są wynikiem głębszych zaburzeń. Bardzo polecam tą książkę każdemu, kogo aspiracje sięgają dalej niż konsumpcja hamburgera i piwa w towarzystwie TV. 

czwartek, 9 marca 2017

Portret młodej wenecjanki - Jerzy Pilch




Ave Pilch!

Czasem nie trzeba kilometrów tekstu, setek ściętych drzew wykorzystanych na karty książki, które zostaną pokryte nadymanym, pompatycznym słowotwórstwem. Czasem wystarczy samo sedno, meritum i dosłownie mówiąc wisienka na pysznym torcie i właśnie Jerzy Pilch udowadnia to w "Portrecie młodej wenecjanki". Mimo wielorakich zarzutów pod adresem tej książki, że nierówna, że trochę na siłę, że autor do końca nie wie co sam ma w zamyśle, z pełną odpowiedzialnością muszę stwierdzić, że jak dla mnie jest to dzieło wyśmienite.

Najnowsza powieść Jerzego Pilcha pokazuje w pełnej krasie nie tylko jego niebanalne umiejętności dotyczące władania nad naszym rodzimym językiem, ale jednocześnie  posiadane przez niego oryginalne poczucie humoru. Conajmniej poprzez te dwie rzeczy książkę czyta się wyśmienicie i jest to idealny test dla dystansu wobec nas samych jak również prowadzona z pełną premedytacją gra autora z czytelnikiem, która wciąga bez reszty. Pilch opowiada tu historię procesu zafascynowania się, zafiksowania wręcz na pewnej przedstawicielce płci pięknej, a właściwie opowiada o uwielbieniu płci przeciwnej w ogóle, szczególnie tymi młodszymi o 20, 30 lat kobietami. Jest to jednak pretekst do rozważania nad sobą i swoim miejscem w świecie w ogóle. Z jednej strony Jerzy Pilch jest bardzo krytyczny do swoich życiowych decyzji do własnych relacji z kobietami, które szybko mu się nudzą, nużą go więc i to po relatywnie krótkim okresie znajomości, a z drugiej strony momentami wydaje się więc chełpić swoimi "deficytami relacyjnymi".

"Portret młodej wenecjanki" przypominał mi momentami coś na wzór remanentu, sądu który autor dokonuje wobec własnej osoby. Przy okazji tegoż remanentu nie omieszka on podziielić się z czytelnikiem spostrzeżeniami na tematy może i mniej istotne, ale jednakże wliczające się w jego konstrukt osobowościowy. Poczytamy więc o jego stosunku do kobiet, po części wielbionych, a po części traktowanych mocno instrumentalnie. Znajdzie się również miejsce na opis pijackich wojaży, kibicowania Cracovii, ale proszę mi uwierzyć  że to wszystko naprawdę ma sens i po skończonej lekturze większość z tych, którzy się skuszą na najnowszą powieść  Jerzego Pilcha, zrozumie o co tak naprawdę się z tym na pozór niepotrzebnym bajdurzeniem wiąże. Niewątpliwie pisarstwo tego autora nie każdemu przypadnie do gustu i podobnie jest z "Portretem młodej wenecjanki", czyli książki obok której nie można przejść obojętnie. Najczęściej czytelnicy takie dzieła albo wychwalają pod niebiosa, albo też wręcz ich nie cierpią. Ja zdecydowanie zaliczam sie do tej pierwszej grupy.

Myślę, że jeśli ktoś nie zna jeszcze Jerzego Pilcha, a chciałby sprawdzić czy ten fenomen zostanie i przez niego doceniony, to najnowsza powieść Pana Jerzego jest doskonałą okazją do początku takiej właśnie przygody z jego twórczością. To książka z jednej strony będąca grą, zabawą, półprawdą czy momentami nawet żartem, ale równocześnie można zauważyć tu liczne elementy autobiograficzne, bo taki już jest ten nasz jeden z największych pisarzy współczesnych, że jego własne losy niejednokrotnie bardzo mocno wiążą się i przeplatają ze światem powieściowej fikcji. Zwłaszcza kiedy próbuje zapomnieć o swym dziedzictwie, to za każdym razem ono samo wysuwa się na pierwszy plan. Jerzy Pilch oddaje swą duszę każdemu słowu, a tym co świadczy o sile jego prozy jest to, iż cały czas trzyma czytelnika w koncentracji i zaciekawieniu. Kiedy już przychodzi moment, że zaczyna nam to pachnieć stetryczałym dziadkiem, to zaczyna "sypać kurwami" niczym domorosła gwiazda hip-hopu. Ilekroć zdaje się, że zagubił się on w meandrach tych wszystkich słownych zawijasów i mamy powoli do czynienia z czystą sztuką dla sztuki, to on tymczasem niczym wytrawny wędrowiec, odnajduje swą drogę do domu. Czytajcie Pilcha, bo naprawdę warto !

wtorek, 28 lutego 2017

Chwila na miłość - Joanna Stovrag




Jest coś takiego w tej Bośni, że ilekroć czytam literaturę w jakiś sposób związaną z tym krajem to czuje swego rodzaju przynależność, wspólnotę duchową z tym narodem. Czytając książkę Joanny Stovrag poraz kolejny popadłem w ten specyficzny stan umysłu. Było to zresztą do przewidzenia już w momencie kiedy autorka napisała z zapytaniem czy chciałbym jej książkę przeczytać i coś o niej napisać. Nie ukrywam, że zrobiło mi się bardzo miło. 

"Chwila na miłość" to przede wszystkim, jak sam tytuł wskazuje opowieść o miłości. Nie jest to jednak jakieś puste i schematyczne romansidło, ale piękna historia pokazująca siłę miłości w walce z podziałami etnicznymi, religijnymi i po prostu złem w najczystszej swej postaci. Autorka zdecydowała się na podzielenie się z czytelnikami swoimi osobistymi przeżyciami i dzięki temu powieść ta zyskuje dodatkowy atut i tym mocniej rysuje się tu ten autentyczny ludzki wymiar, który wcześniej udało mi się odnaleźć w wykopanej przez Wojciecha Tochmana z podziemi książce "Dwa razy życie. Bośnia i Ameryka" Aleksandara Hemona. Zważywszy na to, iż dysponuje ona niespotykanym często darem snucia opowieści w sposób, który łączy w sobie zarówno prostotę jak i barwność, lecz przede wszystkim jednak ogromną emocjonalność to lektura "Chwili na miłość" jest przeżyciem wyjątkowym i niezapomnianym. 

Cała historia rozpoczyna się od miłości i to takiej miłości od pierwszego wejrzenia. Obiektem tego uczucia jest Sarajewo, miasto wielokulturowe, miejsce gdzie kontrasty i odcienie współgrają jakimś dziwnym trafem ze sobą, gdzie przez długie lata obok siebie żyją muzułmanie, żydzi, katolicy. Sarajewo było przez długi czas dowodem na to, że w symbiozie funkcjonować ze sobą mogą Serbowie, Bośniacy, Chorwaci. Do tego miejsca trochę przypadkiem, może zrządzeniem losu trafia nasza bohaterka. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu wdycha ten niezapomniany klimat, aby w rezultacie przejść tym zapachem całą sobą i już nigdy się nie odkochać. Tym bardziej będzie to dla niej trudne do zrealizowania nawet gdyby kiedyś wpadła na taki pomysł, że właśnie tu spotka też swojego przyszłego męża. Sejo jest symbolem wszystkiego co najlepsze w Sarajewie - tolerancji, poszanowania dla inności w miejsce wyolbrzymiania sztucznych różnic. Jest pacyfistą, brzydzi się przemocą, szanuje otaczający go świat i dąży do równowagi z Bogiem. Bardzo szybko pomiędzy nim, a Joanną zawiązuje się trwałe porozumienie, a jego świat wartości jest bardzo zbliżony do niej, co jest dowodem na to, że jeśli człowiek ma dobre intencje i otworzy się na drugą osobę to tak naprawdę religia, kultura, pochodzenie, czy płeć przestają mieć znaczenie. Niestety takich jak on jest dużo mniej niż tych, którzy dążą do konfliktu i chcą przemocą narzucić swoją wizję innym grupom etnicznym. W rezultacie dochodzi do tego co nieuniknione w takiej sytuacji czyli do wojny domowej. Wojna ta wystawi na próbę siłę miłości i człowieczeństwa, a śledzić to starcie będziemy na bazie osobistej historii autorki "Chwila na miłość"

Nie będę się dalej zagłębiał w fabułę książki, bo po pierwsze nie jest ona zbyt obszerna jak na ogrom emocji i wartości w niej zawartych i dlatego polecam sięgnąć po książkę Joanny Stovrag z całego serca Polecam ją tym, którzy poszukują w książkach pięknych historii i głębokich przeżyć, zwłaszcza że tą akurat historię napisało właśnie samo życie. Autorka dzieli się z nami wspomnieniami posługując się formą pierwszoosobową, co dodatkowo wzmacnia siłę i znaczenie tego przekazu. Momentami w swojej konstrukcji przypomina coś na wzór pamiętnika, bądź też najlepszego bajdurzenia w rodzaju tego na jaki czasem dawała się namówić moja babcia, kiedy wypytywaliśmy ją o wojnę. Joanna Stovrag porusza przy tym kwestie uniwersalne i aż chciałoby się zachęcić do jej przeczytania tych, którzy niczego nie nauczyli się z najnowszej nawet historii i wciąż podsycają napięcia pomiędzy różnymi grupami. Szczególnie w naszym kraju i tej części Europy nastroje nacjonalistyczne i szowinizm zdaje się sięgać zenitu, a sytuacja niczym kalka przypomina beczkę prochu, którą przed wybuchem wojny domowej były Bałkany. Także i teraz wystarczy jednego szaleńca który podpali ten lont, a kandydatów jest niestety wielu. Tak samo jednak jak niektórzy ludzie są niereformowalni, tak samo siła człowieczeństwa i miłości w ostatecznym rozrachunku niesie ze sobą większą moc niż nienawiść i pogarda dla inności. dlatego też, tak jak Joanny Stovrag wierzę, że miłość jest w stanie zwyciężyć wszystko. Szkoda tylko tych wszystkich ofiar, które ponoszą luzie zanim poraz kolejny odkryją tą prawdę. Cenę tą ludzkość będzie płacić bez końca, bo chyba nigdy ludzie już nie nauczą się jak wyciągać wnioski z błędów minionych pokoleń. Winna temu duma i pycha, czyli chyba dwie największe ludzkie plagi.

Podsumowując, zdaje sobie sprawę że moja opinia o książce "Chwila na miłość" jest bardzo entuzjastyczna, ale wbrew teoriom spiskowym o układzie blogerów książkowych ( choć uważam, że w moim przypadku to określenie jest mocno na wyrost ) z autorami, nie jest to opinia pisana na zamówienie, ani nic w tym stylu. Za podarowanie mi tej książki przez Wydawnictwo Replika i autorkę dziękuję, a za mój entuzjazm dla opowiedzianej tu historii odpowiada tylko i wyłącznie wysoki poziom tej powieści, poruszana tu tematyka i fakt iż nawet o największym okrucieństwie jakim jest wojna, Joanna Stovrag potrafiła napisać w taki sposób, że czytelnik nie jest po lekturze zdegustowany, lecz przepełniony nadzieją. Myślę, że wysoka ocena na Lubimy czytać nie jest w żadnym wypadku przesadzona. "Chwila na miłość" to po prostu bardzo piękna i wartościowa powieść, która na długo pozostanie w mojej pamięci i dlatego wypada ją chwalić.

piątek, 24 lutego 2017

Przez rzekę - Andrzej Stasiuk




Ten zbiór opowiadań jest taki jakiś mało "stasiukowy", a bardziej "hłaskowy". Kiedyś byłby to w moich ustach komplement, a nawet - pójdźmy dalej - forma jakiegoś oddania i bezkrytycznego uznania. Tak było by właśnie kiedyś natomiast przez lata wiele się zmieniło i choć Marka Hłaskę nadal bardzo szanuję to nie działa on na mnie już tak jak wtedy kiedy miałem te naście lat. Jedną z osób odpowiedzialnych za taki stan rzeczy jest właśnie Andrzej Stasiuk do którego jest mi zdecydowanie bliżej na chwilę obecną. 

Zważając na to co padło na wstępie, gdy tylko zobaczyłem wydanie książki "Przez rzekę" autorstwa Andrzeja Stasiuka to inne rzeczy które były na tapecie obecnie poszły w kąt,  a priorytetem stała się właśnie ta pozycja. Pierwszy raz chyba mam ambiwalentny stosunek do zbioru,  który wyszedł z pod ręki mojego literackiego guru. Opowiadania zawarte w zbiorze "Przez rzekę"  są mocno zróżnicowane. Zaczyna się genialnie i z tego co czytałem w opiniach na temat tej książki,  to nie jest to tylko moje odczucie. Szczególnie opowieść o bibliotekarce czy chodzeniu na religię zapadły mi na dłużej w głowie, a to pewnie z uwagi na dużą zawartość charakterystycznej dla Andrzeja Stasiuka specyficznej refleksyjności i cofaniu się przez niego w czasie do najbardziej odległych zakamarków pamięci. Podobało mi się też ogromnie opowiadanie pt. "Nadia",  gdzie mamy do czynienia z erotycznymi doznaniami najwyższych lotów,  a autor oddaje fascynację erotyczną,  podniesienie,  zauroczenie z taką samą mocą i głębią jak czyni to przy opisywaniu rozpadu relacji, obrzydzenia, zniechęcenia i goryczy. 

Kiedy na tapetę zaczynają wjeżdżać pozostali bohaterowie,  już poczynając od Wasyla,  a na Krugerze skończywszy  to magia gdzieś ucieka,  a na pierwszy plan zaczyna się wysuwać słowo,  a bardziej chyba kunszt dotyczący operowania nim na różne sposoby, przy użyciu sztuczek z najwyższej półki jeśli chodzi o zastosowane tu zabiegi. Tym samym dzieje się rzecz,  która mi osobiście najmniej odpowiada,  szczególnie kiedy dotyczy mojego idola. Mianowicie na rzecz tego słowa, zabawy formą, harców które będą od tego momentu mieć w tym zbiorze miejsce,  na rzecz tego wszystkiego poświęca się treść, a ta akurat dla mnie w przypadku prozy Andrzeja Stasiuka jest zawsze najbardziej atrakcyjna. Pewnie, że można się zachwycać tym co wyczynia tutaj p. Andrzej jeśli chodzi o rytm,  o swego rodzaju flow, odlot przy malowaniu kolejnych obrazów, ale co z tego skoro te obrazy nie mają większego przesłania,  a treść - im dalej w ten zbór - tym bardziej zdaje się pozbawiona sensu i służy jedynie tej ekwilibrystyce. Mnie to niestety nie porwało, a szkoda bo na samym początku,  jak już wspomniałem zapowiadało się naprawdę obiecująco. 

Podczas kiedy jeszcze w przypadku Nadii mamy do czynienia z romantyczną historią, która chwyta za serce i nie tylko zresztą, z opowieścią, która ma w sobie magię, przekaz i wprowadza zamęt w duszę, to już jeśli chodzi o każdą kolejną tego zaczyna brakować. Im dalej w "Przez rzekę"  tym bardziej staje się to jakiś taki pijacki rajd po knajpach i przypominający właśnie Marka Hłaskę opis skurwienia kobiet, a może nawet bardziej samego kontaktu z drugim człowiekiem. Jest tu dużo zniechęcenia, depresji, złości i tak naprawdę pogardy do wszystkiego co piękne, co odnajduje się w bliskości drugiego człowieka. Pewnie,  że to też jakaś ważna prawda o życiu,  ale mnie ona już nie porywa, zwłaszcza że została przedstawiona przez taki sposób, że trudno się w nią jakoś wgryźć, oddać się jej bez reszty jak miało to miejsce u mnie zawsze w przypadku kontaktu z prozą Andrzeja Stasiuka. 

Podsumowując,  Stasiuk to jednak Stasiuk i nie potrafię go nie lubić. Zawsze znajdę w nim coś dla siebie, natomiast gdybym miał polecać komuś nieznającemu jego twórczości jakąś jego książkę to zdecydowanie nie będzie to "Przez rzekę". Nie jest to literatura w żadnym wypadku zła,  czy też nie mająca w sobie przekazu, ale jest bardzo trudna i mało charakterystyczna dla tego autora. Myślę, że ktoś kto nie należy do pasjonatów jego twórczości mógłby się po tym tekście zrazić. Ja tak nie miałem,  aczkolwiek nie zakochałem się w każdym słowie tak jak to mam zazwyczaj jeśli chodzi o bytowanie z prozą Andrzeja Stasiuka. 

środa, 22 lutego 2017

Moviexpress - o filmie w pięciu zdaniach vol.2

Paterson ( 2016)





Ten film jest niczym wiersz, jak najlepsza poezja. Jest hołdem złożonym prostocie i szczegółowi. Pokazuje jak normalność może zostać podniesiona do rangi przeżycia o znaczeniu duchowym. Kiedy człowiek podda się temu specyficznemu klimatowi to tak jakby odbywał coś na kształt medytacji. Jak dla mnie zasłużone przez Jarmuscha 9 w skali 1-10 !


Przełęcz ocalonych (2016)



 


Mel Gibson jest oskarżany o to, że robi filmy napompowane do przesady patosem. "Przełęcz ocalonych" rzeczywiście jest dość mocno zabarwiona tą nutą, ale co z tego. Idąc na ten film spodziewałem się dokładnie czegoś takiego i taką właśnie opowieść otrzymałem więc ostatnie co przychodzi mi do głowy to narzekanie. Jest to oparta na faktach historia  człowieka dla którego system wartości jest czymś za co warto poświęcić własną dumę, komfort, osobiste szczęście i walczyć do ostatniego momentu mimo, że właśnie walka jest tym czego główny bohater tego filmu wyrzekł się na pierwszym miejscu. W skali 1-10 daję temu filmowi 9.



Wybór (2016)




Lubię Nicholasa Sparksa i bardzo podobają mi się też ekranizacje jego powieści. Nie zgadzam się z tym, iż są to propozycje stricte dla kobiet, no chyba że uznamy emocje za kobiecą domenę, a to moim zdaniem jedno z najbardziej idiotycznych przekonań. "Wybór' tym bardziej przypadł mi do gustu, że wpisuje się w moje aktualne doświadczenia. Jest to piękna, emocjonalna, prosta i mało skomplikowana opowieść o przyjaźni, która przeradza się w miłość.  W mojej skromnej ocenie 7 w skali 1-10.


Ukryte piękno (2016) 

 




"Ukryte piękno" to coś na kształt psychodramy. Mądra, poetycka wręcz opowieść o radzeniu sobie ze stratą. W jednej z recenzji wyczytałem, iż jest to coś na kształt współczesnej "Wigilijnej opowieści" i takie właśnie było moje pierwsze skojarzenie po projekcji. Do tego wszystkiego "Ukryte piękno" to również i doskonała, klimatyczna muzyka na czele z tematem przewodnim, który stał się przebojem. Jak dla mnie 9 w skali 1-10.




Przede wszystkim rewelacyjna gra aktorska Josepha Gordona-Levitta w tytułowej rol. Przerażająca wizja społeczeństwa poddanego nieustannej kontroli, tym bardziej straszna, że prawdziwa. Ciekawe połączenie filmu rozrywkowego z czymś na kształt fabularyzowanego dokumentu. Skłania do refleksji, a jednocześnie trzyma w napięciu jak najlepszy thriller. Mocna 7 w skali 1-10

 
 
Mówcie co chcecie ale dla mnie ten film to majstersztyk. Ująl mnie zarówno jeśli chodzi o warstwę wizualną, jak i muzykę i taniec. To taki powrót do przeszłości, kiedy to kino miało przede wszystkim pobudzać wyobraźnię. Wszelkie elementy, zwłaszcza te bajkowe, odrealnione składają sie na obraz, który wymaga od nas jedynie dwóch rzeczy : wyobraźni i otwartości na dziecięcy, niewinny spontan. W skali 1-10 dla mnie bez zastanawiania 10 !
Z innego świata ( 2016 )
  



Jakże cudny jest ten film w swej prostocie i banalności, które nabierają tu zupełnie innego znaczenia. Jak okrutna potrafi być nasza wyobraźnia, kiedy w dodatku jest na usługach naszych największych pragnień. Dlaczego ludzie bardzo wrażliwi są traktowani jako nadwrażliwi według standardów racjonalnego jednak społeczeństwa. Piękny film, który zobaczyłem dzięki poleceniu przez Ewelinę z Cocteau&Co, która napisała cudną recenzję do której was odsyłam. W skali 1-10 film Nicole Garcia otrzymuje ode mnie konkretną 8 !