poniedziałek, 6 listopada 2017

Dajcie żyć!



Dla tych którzy wymyślili konflikt pomiędzy Heloween a grobbingiem należy się Nobel z zawiści. Miałem zacząć od tego, że właśnie w okolicach listopada zaczyna się ten newralgiczny okres w roku, kiedy "mądrości" odnośnie tego co wypada albo nie, co jest polskim, a co zachodnim świętem bądź też najzwyczajniej w świecie co powinno się, a czego w żadnym wypadku nie powinno, zaczynają zyskiwać na wartości. Powtarzam, miałem tak właśnie zacząć ten tekst, ale w trakcie pisania posta dotarła do mnie smutna refleksja o której gdzieś po drodze ( mechanizm iluzji i zaprzeczania:D) zapomniałem. Otóż to co ma miejsce przy okazji 1 listopada, a później między innymi 11-ego listopada, podczas Świąt Bożego Narodzenia tak naprawdę trwa cały rok. Tendencja ogromnej części naszych rodaków do narzucania innym własnej wizji świata wzrasta w tempie wprost proporcjonalnym do populistycznych działań jedynej słusznej Partii i akompaniamencie episkopatu jako reprezentanta jedynego prawdziwego kościoła.

Człowiekowi serce się kraja kiedy obserwuje postępującą w zawrotnym tempie schizofrenię jeżeli chodzi o poglądy niektórych ludzi, kiedy to zgodność pomiędzy wartościami deklaratywnymi, a wartościami realnymi zatraca się, a mało tego ludzie tacy otwarcie przyznają się do tego, że to co w teorii niekoniecznie w praktyce. Paradoksem w tym wszystkim jest, że to faktycznie na bazie wartości chrześcijańskich zbudowano społeczeństwa pluralistyczne, otwarte i przyjazne. To właśnie z tych wartości wyrosła idea solidaryzmu społecznego i wyrównywania szans. Jakby nie patrzeć na zachodzące w społeczeństwie procesy cywilizacyjne to przed zachłyśnięciem się tymiż zdobyczami nauki i utratą ducha broniły człowieka również i te systemy wyznaniowe, które głosiły ideę miłości bliźniego i poszanowania dla drugiego człowieka. Innymi słowy właśnie między innymi te szeroko rozumiane wartości chrześcijańskie stały u źródła maksymy "Żyj i daj żyć innym". Piszę o tym w czasie przeszłym, bo już tylko nieliczni pamiętają o co tak naprawdę w tym notabene pięknym systemie ideologicznym chodziło, a cała reszta podryfowała hen daleko na wody frustracji i zawiści.

Zawiść i frustracja to uczucia, które trawią niektórych ludzi w naszym społeczeństwie tak mocno, iż nie można już dłużej radzić sobie z nimi poprzez tłumienie ich w sobie i stąd też pewnie pojawia się tendencja do wylewania tego całego jadu na innych, czy tego chcą czy nie. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że jeśli nie chcesz w tym wszystkim uczestniczyć i znalazłeś sobie jakąś wyspę w tej przestrzeni w której czujesz się w miarę komfortowo to wspomniani ludzie znajdą sposób żeby Ci zepsuć twój spokój i sączyć ten jad w twe żyły. Dlaczego? Bo nie może Ci być lepiej niż innym! Nie i basta! Cierp człowieku razem z nami! Skoro my nie możemy być szczęśliwi to ty też nie będziesz! 

Niektórzy z nas stawiają sobie pytanie czy ta frustracja i idącą z nią w parze zawiść narodziły się tu i teraz? Otóż nie. W żadnym wypadku. One trawiły tych ludzi od lat tyle że nie dało się już psychicznie wytrzymać ciągłego hamowania potrzeb, znoszenia niepowodzeń i zakłamywania własnej rzeczywistości poprzez  ukrywanie pod dywanem mnogości problemów. Nie dało się dłużej cierpieć w samotności. W związku z tym były dwie opcje do wyboru, albo zmienić się i dążyć do poprawy jakości  swego życia, albo popsuć komfort innym aby samemu poczuć się lepiej. Niestety łatwość drugiego rozwiązania i atrakcyjność jego jest z punktu widzenia takiegoż malkontenta rozwiązaniem "lepszym" dlatego też zostaliśmy wręcz "zgwałceni" do ich stylu życia. Tym bardziej, iż taki schemat funkcjonowania nie jest już marginalizowany, bo coraz dalej nam od społeczeństwa cywilizowanego, a coraz bliżej do barbarzyńskich zwyczajów. 

Sprawa z natury jest bardzo prosta, co nie zmienia faktu że budzi mój ogromny gniew i niezgodę. Otóż ja sam byłem wychowywany w nurcie, iż sam jestem odpowiedzialny za to co złe i dobre w moim życiu, dlatego też przypisuje sobie zasługi i porażki jeśli chodzi o stopę życiową i komfort psychiczny. Nie mam też tendencji do narzucania innym tegoż stylu pod warunkiem, iż nie wiąże się to z krzywdą dla tych którzy sami nie potrafią stanąć w swej obronie. Stąd też zachęcam innych do wzięcia sprawy we własne ręce zamiast zaspokajać własną frustrację unieszczęśliwianiem innych i ściąganiem ich do swego poziomu. Jest wystarczająco dużo przestrzeni dla nas wszystkich o nie trzeba się rozpychać. Innymi słowy jeśli na ten przykład nie pasuje Ci twoja waga to cholera jasna rusz dupę, idź na siłownię, zrób coś ze sobą a nie wmawiaj innym że ich zdrowy styl życia, weganizm itp to dzieło szatana. Jeżeli nie chcesz zachowywać aktywności seksualnej to nie psuj radości z seksu innym. Jeśli nie masz motywacji czy gotowości do zmiany to cholera jasna nie hamuj innych. Nie lubisz odpoczywać, to nie zmuszaj innych do pracy ponad siły. Nie masz pasji i zainteresowań to twój problem i spokojnie zostań sobie przed tv z piwem w ręku, ale wara Ci od tych którzy czegoś chcą. Można by tak bez końca, ale niechaj dane mi będzie zakończyć skandując jeszcze raz z przytupem "Żyj swoim życiem i pozwól żyć innym tak jak tylko im się to podoba".