środa, 5 grudnia 2018

Manaraga - Władimir Sorokin




Stężenie absurdu i groteski u Władimira Sorokina osiąga poziom stężenia smogu nad większością polskich miast kiedy tylko zaczyna się sezon grzewczy. Nie miałem wcześniej okazji czytać niczego co wyszło z pod ręki tego rosyjskiego pisarza, aczkolwiek muszę przyznać że gdy zaproponowano mi napisanie opinii o tej książce to sama nota dostępna w internecie była na tyle ciekaw, że w ogóle się nie wahałem nad odpowiedzią.

Niedaleka przyszłość, ludzie przestali drukować książki, a pojęcie czytania tych które pozostały jako rodzaj dziedzictwa kulturowego jest jakże dalekie od tego jak rozumiemy je obecnie. Ludzie w 2037 "czytają" bowiem książki używając ich zamiast węgla do grilla, a bogacze stawiają sobie za punkt honoru by "poczytać" takiego na ten przykład Tołstoja w towarzystwie łososia. Pomysł jakże absurdalny, a jednocześnie stanowiący kwintesencję dla galopującej konsumpcji i uwsteczniających się mas, które książki już teraz traktują jak cień poprzednich epok. Sorokin funduje nam śmiech przez łzy, jednocześnie prowokując ile tylko się da. Pewnie nie każdy odnajdzie się w takiej właśnie konwencji, ale ja przyznaję czułem się jak ryba w wodzie i raz po raz zastanawiałem się jakim to cudem do tej pory omijałem literaturę z pod pióra tego wybitnego autora z za wschodniej granicy. Popisy głównego bohatera w trakcie book'n'grilla trącą najbardziej tandetnym z "masterchefów", a dyskusje pretendujące do najbardziej górnolotnych są tak naprawdę o niczym.

Czasem naprawdę trzeba terapii wstrząsowej aby zobaczyć coś co dzieje się przed naszymi oczami, a jest na tyle ciężkostrawne, że zastosujemy wszelkie możliwe mechanizmy obronne aby udawać, że nic się nie dzieje. Może właśnie w takim literackim szaleństwie jakie funduje nam Sorokin w swojej najnowszej książce jest ukryta najlepsza metoda na skłonienie ludzkości do opamiętania. Jeżeli bowiem do tej pory nie potrafimy zauważyć, że ta ogólna degrengolada, wtórny analfabetyzm i kult głupoty to równia pochyła, to znaczy iż konwencjonalne metody dialogu nie zdają rezultatu. Żyjemy w czasach gdzie do refleksji trzeba nas zmuszać "mocnym kopem", rzekłbym nawet strzałem prosto w mordę i taka właśnie jest "Manaraga" Władimira Sorokina, a przynajmniej ja tak tę książkę odbieram.

Jest jeszcze jedna warstwa tej książki, która niestety jest poza moim poznaniem. "Manaraga" jest pełna odniesień do takich dzieł literackich jak choćby "451 stopni Fahrenheita". Takich perełek zdaje się tu być mnóstwo, ale to już pole do popisu dla kumatych. Ja niestety do takowych się nie zaliczam i pewnie straciłem przez to mnóstwo dodatkowej frajdy. Nie zmienia to faktu, iż bardzo dobrze bawiłem się przy najnowszym Sorokinie i polecam tę książkę wszystkim gotowym na eksperymenty i gustującym w czarnym humorze. Poczytajcie ku pokrzepieniu i być może chwyćcie się po wszystkim za głowę z myślą: "Dokąd my zmierzamy?"