czwartek, 4 maja 2017

Studnia wstąpienia - Brandon Sanderson




Kontynuacja „Z mgły zrodzonego” czyli jednej z najlepszych książek fantasy, które przyszło mi czytać. Świat stworzony w tej serii przez Brandona Sandersona to prawdziwy majstersztyk. Sanderson może być według mnie stawiany w jednym szeregu z Tolkienem czy Brettem.

Przepowiednia się dokonała. Legenda stała się rzeczywistością i w serca mieszkańców Ostatniego Imperium została wlana nadzieja. Po obalenia przez sympatyczną drużynę w której pierwsze skrzypce grała młoda Vin władcy-tyrana czyli Ostatniego Imperatora i po śmierci mentora i zarazem przyjaciela, przychodzi tym razem czas na odnalezienie się w sytuacji kiedy samemu jest się przy władzy. To jak okazuje najnowsza historia świata jest zawsze trudniejsze niż sama rewolucja i nawet w opowieści fantasy reguła zdaje się potwierdzać. Na czele Imperium staje młody władca Elend, zarazem jest on ukochanym wspomnianej wcześniej Vin, która zaangażuje wszystkie swe nadprzyrodzone moce aby uchronić swego ukochanego. Powodów do tego żeby mieć się na baczności będzie miała wiele i jak się wkrótce okaże sytuacja będzie niemal beznadziejna. 

Krainę rządzoną przez młodego władcę Elenda Venture najeżdża nie jedna, ale aż trzy wrogie armie, co oznacza że drużyna, którą w pierwszej części opowieści o Ostatnim Imperium stworzył nieżyjący już Kelsier stanie przed bardzo trudnym zadaniem. Przyjaciele i sprzymierzeńcy nie zostawią go jednak samego i będzie mógł liczyć nie tylko na ich radę, ale i realną pomoc w rozgrywaniu tej wielkiej polityki. Intrygi, oszustwa, knowania, sojusze i zdrady są głównym tematem "Studni Wstąpienia" w miejsce romantycznej walki w celu obalenia boskiego niemal władcy, który uciskał swój lud. Akcja nie toczy się już tak szybko jak w tomie pierwszym, co nie oznacza że będziemy się nudzić. W dalszym ciągu możemy liczyć na allomantyczne pojedynki i zaskoczenia co do niektórych bohaterów. Ostrzegam tylko, że nie zawsze będą to pozytywne zaskoczenia. Poza tym polityczne gry mogą czasem okazać się równie interesujące co bitwy i potyczki na polu walki, o czym skutecznie przekonała nas choćby słynna "Gra o tron". 

Tytułowa "Studnia Wstąpienia" to kolejna z legend, która przekazywana jest z pokolenia na pokolenie w krainie mgieł. Jak to zawsze bywa w takich przypadkach ów tajemniczy Święty Graal jest jedną wielką niewiadomą, a zarazem wydaje się być jedynym wybawieniem, kiedy nie ma już miejsca na równą walkę, a nowo objęta władza staje w obliczu wielkiej katastrofy. Jak to jednak zwykle bywa, takie cudowne rozwiązania niosą ze sobą ogromne ryzyko. Może się wręcz okazać że oczekiwane profity przysporzą takich efektów ubocznych, których koszty mogą być odczuwalne nawet przez przyszłe pokolenia. To co przykrywa mgła, kiedy już wydostanie się na światło dzienne będzie prawdopodobnie jeszcze bardziej przerażające niż najbarwniejsze legendy. No ale może na ten temat już warto zamilknąć aby nie zdradzić zbyt wiele. Na koniec jeszcze raz podkreślę, że jeśli jesteście fanami fantasy, albo zwyczajnie lubicie barwne opowieści, które mają zdolność kolorowania najbardziej monotonnej egzystencji to warto sięgnąć po Sandersona, a do tego cykl napisany jest w taki sposób, że nawet rozpoczynając przygodę od "Studni Wstąpienia" jesteśmy w stanie ogarnąć cały kontekst i wgryźć się w to uniwersum.