czwartek, 18 maja 2017

Wzgórze psów - Jakub Żulczyk




Są takie książki, które należy czytać w określonym wieku i w odpowiednim stanie ducha. Są takie książki na które trzeba się otworzyć i postarać się wywalić w kosmos cale to wyssane z mlekiem systemowej macochy poczucie poprawności politycznej i świętoszkowatość. Są książki, które powinny być przez niektórych ludzi omijane szerokim łukiem bo po prostu nie są na nie gotowi i raczej nigdy nie będą. Te książki wymagają pewnego rodzaju doświadczenia osobistego i bez tego kawałka nie ma bata, nie idzie się w taką książkę wgryźć. Do takich właśnie książek zaliczyłbym powieść Jakuba Żulczyka "Wzgórze psów". Swietnie się czyta tą książkę!

Jakub Żulczyk stworzył moim zdaniem przypowieść o tym jak rodzi się i jaką dynamikę ma zło. Śledząc wydarzenia, które równie dobrze mogłyby posłużyć za kanwę filmu czy serialu kryminalnego będziemy sobie zadawać pytania o to, czy zło tkwi w każdym z nas, a jeśli tak to czy jesteśmy w stanie go z siebie wykorzenić. Czy możemy wyrzec się go poprzez opuszczenie gniazda w którym się zrodziło i jak wielka jest moc środowiska które zdaje się determinować większość podejmowanych przez nas w życiu decyzji? Bohater "Wzgórza Psów" doświadcza na własnej skórze jednej z najbardziej bezlitosnych prawd o życiu, a mianowicie tego że jeśli coś ma się zdarzyć to prędzej czy później się wydarzy. Nie tylko bowiem historia zatacza koła, ale tak samo dzieje się z czasem. Ten mężczyzna w wieku chrystusowym powraca w rodzinne strony mimo, że z pewnością nie planował powrotu kiedy przed laty pokazał środkowy palec całemu środowisku w którym przyszło mu dorastać, a przy okazji odmalował swej rodzinnej miejscowości taką laurkę, która zdaje się dość mocno odbiegać od realiów. Czy aby tak jest naprawdę? Otóż może okazać się, że wcale zbytnio nie minął się jednak z prawdą, ale to już dowiecie się z lektury. 

Zbrodnia, kara, przebaczenie, rehabilitacja, zemsta to kolejne z egzystencjalnych bolączek polskiej prowincji , które odkryje przed nami Jakub Żulczyk. W mojej opinii to nie tyle prowincja jest obiektem wiwisekcji w wykonaniu tego autora, ale możemy przeglądać się w lustrze jako cały współczesny polski naród że wszystkimi najbardziej wstydliwymi przywarami. Trudne do wypełnienia kompleksy, stereotypowe myślenie i ciągłe cofanie się do przeszłości to przypadłości charakteryzujące nie tylko zapadłe dziury ale również doskonale widoczne w ciągnących się pochodach na ulicach polskich metropolii. Trochę jesteśmy taką europejską "wiochą", co objawia się w parodiowanym przez autora języku jakim posługują się jego bohaterzy, a która to "wiocha" aż nadto rzuca się w oczy q niektórych komentarzach na lubimyczytac.pl. To oczywiście moja prywatna opinia i być może nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ale według mnie klimat zgorzknienia i swego rodzaju nichilizmu to taki prztyczek w nos nie tylko obecnej młodzieży ale również pokolenia 30+, które gdzieś straciło swe ideały. 

Tak jak z poczuciem wstydu kręcimy nosem przyglądając się postawom bohaterów "Wzgórza Psów" i za każdym razem kiedy przewraca się nam wątroba przy obserwowaniu rozwoju wypadków, gdzie wszystko zdaje się potwierdzać smutną prawdę, że tam gdzie gdzie nadzieja kiełkuje tam tłum ją tratuje, tak mikrokosmos z tej powieści powinien moim zdaniem dać do myślenia tym, którzy prowincjonalne naleciałości przenieśli do przestrzeni publicznej. Tym samym prowincjonalizm t cecha, która chyba najbardziej oddaje nasze miejsce jako kraju na tle Europy. To by było na tyle, a tą swoją subiektywną opinię zakończę coby nie pozostawić wątpliwości słowami: "Nowa powieść Żulczyka to mimo niektórych opinii literacki must read w tym roku". Amen!