niedziela, 10 września 2017

Pogorzelisko ( 2010) - Denis Villeneuve



"Pogorzelisko" jest jednym z najważniejszych filmów jakie widziałem w swoim życiu i nie przesadzam ani trochę pisząc te słowa. Długo dałem mu czekać zważywszy, że już ładne parę lat temu polecał mi ten film znajomy zaznaczając, iż trzeba go po prostu zobaczyć. No cóż, wtedy zareagowałem podobnie jak pewnie większość czytających początek tej opinii, to znaczy że sporym sceptycyzmem. Pozostaje mi mieć nadzieję, że się go jednak wyzbędziecie.

Bliźnięta Simon i Jeanne w momencie śmierci swojej matki zostaną poddani największej próbie w swoim życiu. Podczas czytania testamentu dowiadują się nie tylko o tym, iż ich ojciec żyje ale też, że mają brata o którego istnieniu dotąd nie wiedzieli. Matka zostawiła przed nimi pewną misję do wykonania. Otóż mają dostarczyć swemu ojcu i bratu zapieczętowane listy, a wtedy dopiero mogą dokończyć płytę na jej nagrobku. Dopóki obietnica, której jej nie udało się spełnić osobiście nie zostanie spełniona dopóty ona spoczywać będzie w nienazwanym grobie. Jaką historię swego pochodzenia odkryją bliźnięta? Jak wpłynie ona na ich dalsze życie i z jakimi traumami przyjdzie im sobie poradzić? O tym dowiemy się krok po kroku składając do kupy poszczególne elementy układanki, które na początku rodzą kolejne pytania zamiast dawać oczekiwane odpowiedzi.

Nie chciałabym zbytnio zdradzać więcej odnośnie samej treści "Pogorzeliska", gdyż sam na szczęście uniknąłem spojlerów czytając fragmenty recenzji tego filmu w sieci i dzięki temu zrobił on maksymalne wrażenie jakie chyba mógł zrobić na widzu, który pozwoli sobie na przeżywaniu obrazu Denisa Villeneuve w skupieniu. Nie będę też z wiadomych względów rozpisywał się nad kunsztem reżysera i innych jego walorach technicznych, bo filmoznawcą czy krytykiem nawet domorosłym nie jestem. To co skłoniło mnie do napisania tej opinii, to przesłanie tego filmu, które mimo iż historia dotyczy wojny domowej w Libanie i tamtejszej specyfiki społecznej jest jak najbardziej przesłaniem uniwersalnym i co najważniejsze bardzo istotnym z punktu widzenia obecnych wydarzeń i zachodzących procesów społecznych, które są co najmniej niepokojące. Obraz Villeneuve porusza bowiem kwestie związane z winą, odkupieniem, nienawiścią i przebaczeniem. Mówi o fundamentalnych wartościach człowieka, które zatracają się w momencie nastania nurtów nacjonalistycznych i fundamentalistycznym podejściu do wiary. Opowiada o znaczeniu pochodzenia i roli traumy z przeszłości na podejmowane przez nas w późniejszym życiu decyzje, które to traumy zniekształcają często nasze wybory, a nawet je odczłowieczają.

Żyjemy w czasach kiedy postawy nacjonalistyczne nie tylko zaczynają być obdarzane przez rządzące "elity" ( mam trudność z tym terminem w odniesieniu do osób które znalazły się w obozie wpływów na losy nie tylko naszego kraju, ale i większości Europy i Świata stąd też cudzysłów) poparciem, ale wręcz są promowane jako jeden z elementów kontroli nad wpędzanym w paranoję i schizofrenię społeczeństwem. W czasach kiedy pojęcie fundamentalizmu jest błędnie odnoszone wyłącznie do islamu podczas gdy tendencje fundamentalistyczne są obecne w większości wyznań o religii. Do tego dochodzą coraz bardziej widoczne tendencje do podkreślania różnic, zawłaszczania symboli, rozdrapywania ran i jątrzenia. Szczególnie dziś więc wydaje się na nowo aktualne to o czym mówi historia ukazana przez Villeneuve. Jest to swego rodzaju psychodrama, a przy tym również okazja do przyjrzenia się wciąż powtarzającym się konsekwencjom tego wszystkiego o czym przed chwilą pisałem, a te są przerażające. Emocji jest taki ogrom, że po zakończeniu seansu z mych ust automatycznie poniosło się "Ja pierdole..." Gniew, bezsilność, smutek, żal to tylko niektóre z tych emocji które przychodzą mi teraz do głowy, a wszystko to włącznie z przygnębiającą refleksją - "Dlaczego ludzie nie chcą się uczyć na błędach poprzednich pokoleń i narodów tylko wciąż na siłę chcą je powtarzać na własnych skórach, kiedy to najczęściej cierpią przecież Ci najsłabsi". Taka już chyba jednak ta nasza natura.

"Pogorzelisko" to film który nie tylko powinien być polecany i rozpowszechniany wśród znajomych i przyjaciół, ale filmy tego typu powinny wchodzić do kanonu wychowania na tej samej zasadzie jak choćby  wizyta w Obozach Zagłady - ku przestrodze i pamięci. Tyle, że pamiętać należy by przy okazji  mówić, mądrze interpretować, pomagać zrozumieć, bo zmiany w sposobie widzenia świata wśród ogłupianych propagandą ludzi zaszły już za daleko i pewna perspektywa wydaje się dla niektórych zbyt abstrakcyjna. Świadczyć o tym może choćby to co udało mi się przeczytać w niektórych opiniach o tym filmie, gdzie znalazły się i takie które mówią o braku odczuwanych emocji i nudzie - O zgrozo!