sobota, 2 września 2017

Świat sam w sobie jest piękny, ale ludzie notorycznie to piękno rujnują


Kiedy jesteśmy na miejscu we własnym domu to często nasza perspektywa jest spaczona poprzez przyzwyczajenie i rutynę, ale jeśli tylko ruszymy się gdzieś dalej i pozostawimy umysły otwarte to trudno nie skonfrontować się ze smutną prawdą, że ludzie ludziom potrafią zagotować tragiczny los. W imię czego? Wygody? Kaprysu? Nie da się chyba odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. 

Można się wściekać na rządy Pis-u i można psioczyć  a tych którzy popierają Kukiz15 czy też idealistycznie wierzą w sukces troszkę chyba jednak utopijnego Razem, ale koniec końców należy się zastanowić nad fenomenem który kieruje wyborami wyborców. Podczas gdy dwa pierwsze ugrupowania uprawiają populizm żerując na frustracji ludzi wykluczonych, tak ostatnie z ugrupowań jest według mnie taką trochę niemrawą awangardą tych z nas którzy nie są w stanie akceptować układu gdzie symboliczny 1% rości sobie prawo do większości płodów naszej planety i wytworów ludzkiej inicjatywy i pracy. 


Pomimo, że okoliczności w jakich naszły mnie opisywane tutaj refleksje nie powinny sprzyjać smutkowi, to coraz częściej zdarza mi się że na spontanicznej radości, satysfakcji z poznawania świata u boku ukochanej osoby powstaje rysa, która nie daje spokoju. Tak też jest i teraz kiedy leżąc na albańskiej plaży u boku najseksownjejszej kobiety na ziemi, wsłuchując się w szum fal i ciesząc gorącym słońcem na czystym niebie, jednocześnie nie mogę pozbyć się z głowy obrazów, które rodzą we mnie gniew. Bezdomne dzieci, które proszą o resztki że stołów nienażartych turystów, koty obdarzane pogardliwym spojrzeniem podczas gdy ucieszyły by je resztki z obfitego talerza. Tak samo do kosza trafią stosy niedojedzonego mięsa ze świątecznego stołu zamiast uratować życie noworodka z promenady w Golem, gdzie jego matka staje się dla turystów niewidoczna. Wkurwiam się na to raz poraz, lecz czuję też bezsilność bo wiem że dla wielu większym problemem jest kwestia używania wulgaryzmów niż ta cholerna nierówność. 


Albania przypomina Polskę z przed lat kilkunastu, a obawiam się że widoki rodem z późnego PRL-u, a następnie wczesnego okresu transformacji. Skrajności są tu widoczne już kilkaset metrów od hotelu. Te są coraz piękniejsze, nowsze, zyskują kolejne gwiazdki, a zatrudnieni tu pracownicy są nastawieni na zapewnianie kolejnych kaprysów swoich gości. Piękne baseny, plaże, leżaki stylizowane na egzotykę, najwymyślniejsze jedzenie jakie nam się zamarzy. Kiedy jednak ruszymy się z hotelu w innym kierunku niż na plażę wtedy oczom naszym ukaże się ubóstwo i swego rodzaju rezygnacja u miejscowej ludności, która w zastraszającej większości żyje poniżej przyzwoitego standardu. Śmieci walają się gdzie popadnie, wałęsają się bezpańskie psy i koty, a ludzie rozkładają gdzie popadnie grajdołki z czym popadnie z nadzieją na kilkadziesiąt leków. Wracając z takiego rekonesansu jedni będą zniesmaczeni bo oni chcieli zwiedzać piękne miejsca, a zobaczyli "prawdziwą Albanię" zamiast tej z folderu, inni będą obojętni, bo przecież to efekt komuny itd. itp., a jeszcze inni się zasmucą i będą współczuć. Znajdą się także i ci którzy będą chcieli coś zrobić, zmienić w swoim życiu, realnie komuś pomóc. Przecież naprawdę niewiele trzeba żeby komuś poprawić choć jeden dzień z życia. Zamiast loda, piwa, pizzy można te kilkadziesiąt leków przeznaczyć na jałmużnę, napiwek, może coś kupić dla zasady wspierając pomysłowość i kreatywność, bo tej tutaj nie brakuje. Można też podążyć wzorem bogatego właściciela hotelu wyzbyć się empatii i wyzyskiwać, żerować na tych najsłabszych. Można kaprysić, poniżać tych ludzi bo "jak to zabrakło sera przecież zapłacone??!!!" Tak naprawdę nasze drobne wybory i decyzje mogą wiele zmienić. 


Albania nie jest jakimś wielkim wyjątkiem na międzynarodowej arenie dzisiejszych czasów. Polaryzacja jest coraz bardziej wyraźna, a większość ludzi zapomina o tym czym jest empatia. Myślę jednak ze czasem do zmiany potrzeba naprawdę niewiele, poczynając od tego by oprócz rozglądania się wokół pokusić się o odrobinę autorefleksji i współodczuwania. Dzięki tym cechom nigdy nie zapomnimy, że nie są ważne tylko i wyłącznie nasze potrzeby i oczekiwania, a egocentryzm nie jest zaletą obojętnie co nam wpajano w ostatnich latach. Nie jest prawdą, że nie mamy wpływu na biedę i niedole innych ludzi, na wady systemu w którym przyszło mam żyć. Jesteśmy współodpowiedzialni za te wszystkie aberracje i wynaturzenia. Może zacznijmy od tego, że odkrywając świat nie nastawiajmy się na konsumpcję, kolekcjonowanie kolejnych atrakcji na liście, ale spróbujmy też przyjrzeć się głębiej kulturze, ludziom których tam spotkamy i problemom z którymi przyszło im żyć. Zamiast oceniać ich i klasyfikować...no właśnie sami zdecydujecie.