wtorek, 10 kwietnia 2018

Pieśń koguta - Viktor Fischl



Uwielbiam takie niby niepozorne książki, takie niby o niczym, które pod przykrywką infantylnych wręcz historii skrywają całą masę życiowych mądrości. Ogromnie cieszę się za każdym razem kiedy uda mi się na taki rarytas trafić, bo w gąszczu promocyjnej papki, wśród tzw.bestsellerów łatwo taką perełkę przegapić.

Wydawnictwo Czytelnik popełniło tę przyjemność i wydało książkę Viktora Fischla "Pieśń koguta", śledząc instagramowy profil Niespodziegadki znalazłem tę rekomendację. Już sama osoba autora rozbudza ciekawość, gdyż kiedy prześledzicie jego życiorys na Wikipedii to zauważycie, iż ten czeski prozaik i poeta żydowskiego pochodzenia to również znany i ceniony polityk, który przysłużył się zarówno Czechom jak i Izraelowi. Jego dorobek literacki zyskuje tym samym dodatkowy kontekst kiedy weźmiemy pod uwagę jego historię życiową. "Pieśń koguta" to ponoć najbardziej wartościowe z jego dzieł i doskonale widoczny jest w tym zbiorze opowiadań, a właściwie opowiastek ogromny bagaż życiowy autora. Bagaż ten z jednej strony jest bogactwem, a z drugiej strony obciążeniem, bo zebrane wraz z doświadczeniem życiowym mądrości potrafią być przekleństwem. Tak też skonstruowana jest "Pieśń koguta" gdzie odbywa się nieustanna dyskusja pomiędzy starym wiejskim lekarzem, któremu trudno jest już czerpać z życia radość, a jego alter ego w postaci koguta Pedro, który dla odmiany zdaje się dostrzegać powód do zachwytu w każdym detalu. 

Viktor Fischl pisze w taki sposób, że momentami człowiek ma wrażenie jakby usiadł w gospodzie przy piwie i słuchał swobodnych opowieści jej stałych bywalców. Perypetie doktora i koguta przedstawiane w zbiorze "Pieśń koguta" mają bowiem z jednej strony znamiona zwykłej prozy życia, a jednocześnie dotykają tematów o wymiarze egzystencjalnym. To właśnie przecież w perspektywie zbliżającej się śmierci zaczynają człowieka z zdwojoną siła nachodzić pytania o sens życia, o jego rolę w świecie, o charakter relacji z innymi ludźmi. Fischl zmusza nas także do refleksji nad tym czym jest dla nas miłość, przyjaźń czy też życiowe powołanie. Jego bohater poddaje w wątpliwość jakiś większy plan, skłania się w kierunku przypadkowości życia i tego co ono wraz ze sobą niesie. Bóg jeżeli istnieje potrafi być okrutny i bezwzględny w doświadczaniu człowieka, a jednocześnie Pedro wciąż stara się przypominać o radościach, które zachęcają nas do tego by kolejnego ranka wstać i ciągnąć swój żywot. Tak też robi niejeden z nas u może czasem rzeczywiście łatwiej skupić się na tych wszystkich przyjemnych drobiazgach zamiast zbytnio roztrząsać i analizować jakiś większy sens. Problem jednak z tym, że im jesteśmy starsi to staje się to trudniejsze i tak jak ma to miejsce u doktora czasem sił już brak i wtedy żyje się z coraz większą świadomością samotności wśród ludzi.

Pomimo, że ostatnie zdania zawarte w tej opinii mogły zabrzmieć dość pesymistycznie, to nie bójcie się tej lektury bo obok nostalgii i smutku znajdziecie tu masę humoru w najlepszym wydaniu. Tak to bowiem jest z tą czeską literaturą, że potrafi ona łączyć tematy trudne i poważne z dużym  dystansem do siebie i otaczającego świata, tak jak tylko Czesi to potrafią. Miłej lektury