wtorek, 8 maja 2018

Dzieciństwo Jezusa - John Maxwell Coetzee




Piękną książkę czytałem! Szczerze mówiąc do końca nie byłem pewien czy nie porywam się na książkę, która mnie przerośnie, która będzie trudna, dziwna, jakby nie z mojej bajki. To co przyczyniło się do moich obaw to nic innego jak uprzedzenia, te same którymi jesteśmy przesiąknięci od momentu wchodzenia w okres dojrzewania. Jedni z nas mają ich trochę, inni zaś zdają się uginać pod ich ciężarem, a co jest najlepszym lekarstwem na uprzedzenia? Oczywiście, że książka.

Bohaterowie książki "Dzieciństwo Jezusa" trafiają do miejsca, którego próżno szukać na mapie. Jest to fikcyjna kraina, gdzie wspólnym mianownikiem jest brak wspomnień i korzeni, które wyrywane są w momencie przyjmowania nowo przybyłych do społeczności, która tworzy Novillę. Nie tylko rola pamięci i tożsamości jednostki jest poddana w wątpliwość w dziele Johna Maxwella Coetzee, gdyż zakwestionowane wraz z nimi zostaną wszelkie tradycje, zwyczaje, idee a nawet model relacji międzyludzkich. Wszystko to stanie się po to, aby stworzyć nowy w założeniu lepszy świat, ale czy takowy on będzie to kwestia mocno wątpliwa jak łatwo można się domyślić. Do Novilli trafiają Simon i będący pod jego opieką chłopak David. Swoją przygodę z nowym miejscem rozpoczną od zgotowanego im chłodnego przyjęcia i obozu dla przesiedleńców. Nie zabije to jednak, szczególnie u Simona, chęci zaadaptowania się do nowo poznanego społeczeństwa, a to z kolei może być bardzo intrygujące, bo jak szybko się okaże nikt nie jest tutaj zwyczajny i łatwy do określenia. Praktycznie każdy obywatel Novilli, którego przyjdzie nam poznać jest postacią wieloznaczną, a poza tym nawet z pozoru pospolity człowiek prowadzi tu dysputy o charakterze filozoficznym jakby gardząc myślą o zajmowaniu się rzeczami przyziemnymi i błahymi.

"Dzieciństwo Jezusa" jest powieścią którą czyta się z jednej strony jednym tchem, a jednocześnie jakoś tak nieśpiesznie, kontemplując ten bajkowy klimat w jakim toczy się jej akcja. Trudno oprzeć się potrzebie refleksji na ile świat namalowany przez Coetzee jest tworem wyobraźni, a na ile żyjemy w nim obecnie kiedy to notorycznie odcinamy się od własnych korzeni, zatracamy tożsamość i wybieramy przyszłość w miejsce teraźniejszości. Ogromne rzesze ludzi żyją bezrefleksyjnie, a jednocześnie bezcelowo o co jest przerażające nie tylko nie widzą w tym nic złego, ale próbują forsować taki pomysł na życie jako wartość. Paradoksalnie "Dzieciństwo Jezusa" mimo swego wielce wymownego tytułu jest odzwierciedleniem tego jak wygląda świat bez Boga, bez ducha, bez uczuć wyższych. Jak wyglądało by takie życie? Dowiecie się właśnie z tej lektury. Ponadto możemy czytać książkę autorstwa Johna Maxwella Coetzee jako ostrzeżenie przed zbytnią kategoryzacją życia w społeczeństwie, przed rutyną, monotonią i ślepym realizowaniem tego co przychodzi nam w udziale jako system ról społecznych. Mógłbym tak jeszcze dzielić się pomysłami na interpretację tej powieści, ale byłoby to bezcelowe właśnie między innymi z uwagi na fakt, iż Coetzee stworzył tę książkę w takiej formie,,że daje ona swobodę interpretacyjną czytelnikowi i ośmielę się powiedzieć, że ilu czytających tyle interpretacji.

Mocno polecam lekturę książki Johna Maxwella Coetzee, bo jest to jedna z tych powieści, które na długo pozostaną w naszych głowach, a jej przesłanie nie pozwoli spokojnie spać w nocy wszystkim z choćby odrobiną wrażliwości i autorefleksji. Dla mnie to było na tyle ciekawe doświadczenie, że pewno dam kolejną szansę temu autorowi. To bardzo pozytywne zaskoczenie, swego rodzaju odkrycie nie jest tak naprawdę do końca przypadkowe,  a bardziej jest zasługą dziewczyn z bloga Niespodziegadki, który nota bene jest kopalnią wiedzy o dobrych książkach i autorach wartych polecenia.