sobota, 9 czerwca 2018

Opowiadania bizarne - Olga Tokarczuk



"Opowiadania bizarne" Olgi Tokarczuk są trochę jak serial "Czarne lustro". Autorka podobnie jak flagowiec Netflixa zagląda w najgorsze lęki człowieka przed sobą samym i tym do czego może doprowadzić w niedalekiej przyszłości. Formy, choć krótkie i czasem niepozorne stawiają raz po raz pytania o charakterze egzystencjalnym. To właśnie uwielbiam u Tokarczuk, że nie da się po lekturze tak łatwo zapomnieć i człowiek nadal myśli, mieli, stawia pytania.

Od kiedy tylko usłyszałem o premierze "Opowiadań bizarnych", wiedziałem że chcę przeczytać tę książkę. Tokarczuk w połączeniu z bizarre - to musi być dobre. Jeszcze bardziej mój apetyt się zaostrzył kiedy przeczytałem wywiad z autorką na łamach Krytyki Politycznej. Nie zawiodłem się gdyż zbiór opowiadań autorstwa Olgi Tokarczuk wciąga od pierwszego do ostatniego, a mimo że są to opowieści zróżnicowane pod względem miejsca, czasu akcji jak również gatunku to łączy je apel ze strony autorki o opamiętanie. Nie zauważamy natury, gardzimy nią, jesteśmy jako ludzie zbyt zadufani w sobie żeby zadać pytanie: Na jakiej podstawie przyznaliśmy sobie prawo do zdominowania natury i traktowania jej przedmiotowo? Nie bierzemy pod uwagę jej prawa do istnienia w innym celu niż nasze własne korzyści. Nie okazujemy szacunku nie tylko do innych form życia, ale również nie szanujemy siebie nawzajem w ramach swojego gatunku. Taka oto kondycja człowieka pojawia się według mnie w opowiadaniach Olgi Tokarczuk i stanowi spoiwo wszystkich tych z pozoru zgoła innych historii.

Nie będę tu opisywał treści wszystkich tych opowiadań, bo trochę wpisał bym się w to co kontestuje sama autorka. Piętnuje ona bowiem brak refleksyjności nad tym co nas otacza, co na nas wpływa, na co wpływamy my sami. Staliśmy się wygodni i leniwi, coraz bardziej roszczeniowi i egoistyczni. Tym bardziej myślę sobie dokonywanie wszelkiego rodzaju streszczeń, skrótów i gotowców nie stanie się moim udziałem jeżeli chodzi o moją osobę i liczę na to, że moja opinia o tej książce zachęci choć jedną osobę to przeczytania choć kilku z tych krótkich opowiadań o zadania sobie pytań w rodzaju tego postawionego wyżej. Taka też jest i rola zaangażowanej literatury, aby stawiać pytania, zachęcać do szukania odpowiedzi i w taki sposób zmieniać świat na lepsze. Niestety niewielu takich twórców jest w stanie przebić się ze swoją misją w gąszczu całej tej rozrywkowej, czasem bezmyślnej pseudoliteratury którą karmią nas Ci którym zależy na tym żebyśmy właśnie nie myśleli.

Natura - to ona dostaje głos w "Opowiadaniach bizarnych". Natura jest bowiem bardziej uduchowiona niż religia w obecnym wydaniu. Przeciwstawia się ona w swej prymitywnej, tajemniczej wciąż dla człowieka formie stworzonym przez nas systemom, które dokonują na niej od wieków gwałtu. Przypomina o sobie i swojej niezastąpionej roli dla funkcjonowania i przetrwania tego świata. Kiedyś człowiek potrafił żyć w harmonii z naturą, potrafił się komunikować ze zwierzętami i roślinami. Potrafił czytać pogodę, szanować siły drzemiące w naturze, kierował się sygnałami że świata i co najważniejsze szanował swoich współtowarzyszy w egzystencji. Cywilizacja oduczyła człowieka szacunku do innych gatunków, wpoiła mu dominującą rolę i sprawiła że rości sobie prawo do korzystania z tego świata bez pytania innych o zgodę. Człowiek zatracił w ten sposób samokontrolę i krok po kroku zmierza nie tylko do samozagłady, ale pragnie pociągnąć za sobą wszytko co spotka na swojej drodze. "Opowiadania bizarne" to nie pierwsza książka Olgi Tokarczuk, która porusza te właśnie kwestie, ale kolejny raz robi to inaczej, znowu pięknie.

Nie będę polecał tej książki tym którzy znają i cenią Olgę Tokarczuk, bo oni i tak sięgną po "Opowiadania bizarne" Bardzo mocno polecam natomiast najnowszą pozycję Olgi Tokarczuk wszystkim tym, którzy nie idą za tłumem i brzydzą się wszechobecną konsumpcją i przemocą. Nie dajcie się propagandzie tych, którzy próbują wam obrzydzić pierwszą polską laureatkę Międzynarodowej Nagrody Bookera. Ataki na jej osobę są oznaką prymitywizmu i często tej autodestrukcyjnej głupoty przed którą ostrzega autorka w swoich książkach. Znane przysłowie mówi "Uderz w stół..." więc wszystko staje się od razu jasne.