poniedziałek, 2 lipca 2018

Ma być czysto - Anna Cieplak




Ehhh...stary jestem już, bo kiedy czytałem książkę Anny Cieplak to zobaczyłem że język jakim posługują się jej bohaterowie to już całkiem inna bajka niż to jak porozumiewaliśmy się w młodości ja i moi rówieśnicy. Zresztą nie chodzi tylko o sam język, ale również o rodzaj emocjonalności, świat wartości i ogólnie wizję świata. Spokojnie, nie będę tu szedł w banały typu "kiedyś było lepiej", bo pewnie na fali sentymentu każde pokolenie, które dojrzeje ma przekonanie że ich dzieciństwo było wyjątkowe.

"Ma być czysto" to historia o dojrzewaniu, zbyt szybkim, wręcz pospiesznym, które z pewnością utrudnia budowanie tożsamości w oparciu o zdrowe poczucie własnej wartości. W książce Anny Cieplak dzieci chcą być dorosłe ale nie bardzo wiedzą jak. W międzyczasie pochłania ich nieustanna rywalizacja o szukanie akceptacji za wszelką cenę, nawet kosztem własnych granic, które nomen omen są mocno zatarte. Dzieci są tu pozostawione sami sobie przede wszystkim z uwagi na brak rodziców, wzorców, jasnych autorytetów. Anna Cieplak świetnie kreśli obraz polskiego społeczeństwa że wszystkimi jego bolączkami i robi to tak, że książkę czyta się dosłownie jednym tchem. Obnaża przy tym bezduszność i niesprawiedliwość systemu, który uderza w tych którzy bronić się nie potrafią, a ci którzy nauczyli się pływać po powierzchni funkcjonują na innych zasadach i ich zdają się nie dotyczyć te same problemy z którymi zmagają się ci naznaczeni metką "dysfunkcja".

Blisko mi do tematów poruszanych przez Annę Cieplak w tej książce gdyż szlag mnie trafia kiedy zamiast konkretnej diagnozy problemów dzieci i młodzieży w Polsce podejmowane są działania po omacku. Nie można według mnie inaczej postrzegać spłycania trudności w sferze systemu szkolnictwa do kwestii obecności bądź nie gimnazjów w polskiej szkole. Najlepiej chyba odzwierciedlającym problem określeniem, które przychodzi mi do głowy w tym aspekcie są "pozory". Rodzice w "Ma być czysto" pozorują oddziaływania wychowawcze, dziecię udają że liczą się z tym co mówią rodzice, rodziny tylko z pozoru zaspokajają poczucie bezpieczeństwa, a relacje w nich są tylko w deklaracjach oparte na bliskości i zaufaniu. Pedagodzy, kuratorzy i opieka społeczna reagują na to wszystko sztampowo i z wyłączeniem indywidualizmu gdyż nie ma na to czasu i prościej jest władować wszystkich do jednego wora. Wszyscy jakby za wszelką cenę chcieli zapomnieć, że ryba psuje się od głowy.

Nie wiem czy taki miała zamiar autorka, ale wzbudziła we mnie jako czytelniku nastroje niemalże anarchistyczne. Chciałoby się rozpieprzyć ten system od środka i nie pozwolić by jego twórcy nadal udawali, że działa bez zarzutu. Ostrzegam bowiem lojalnie, iż lektura "Ma być ciepło" to gwarantowany koktajl uczuciowy o zabarwieniu bezsilności i frustracji z uwagi na bardzo mocy wydźwięk niesprawiedliwości społecznej. Całe szczęście, że są jeszcze autorzy, którzy nie mają zgody na tę rzeczywistość i kontestują rzeczywistość w której przyszło nam żyć.