wtorek, 20 lutego 2018

Oby Cię matka urodziła - Vedrana Rudan




Vedrana Rudan zabiera nas w swojej książce w autobiograficzną podróż dla której punktem wyjścia staje się umieranie matki. Towarzysząc jej w trakcie choroby i zmian wynikających z demencji starczej autorka dokonuje rozliczenia z własnym życiem mierząc się przy okazji z rozmaitymi mitami na temat rodzicielstwa, przebaczenia czy też bycia kobietą. Świetna jest ta książka gdyż Rudan decyduje się na szczerość o bezpośrednio kiedy mówi o nieprzepracowanych traumach z dzieciństwa jak również towarzyszących jej emocjach dotyczących z nieżyjącego ojca i matki, której towarzyszy w powolnym umieraniu i do tego przychodzi jej to robić wbrew sobie.

Pomimo faktu, że tematyka tej książki już od samego początku wydawać się może trudna i męcząca, to paradoksalnie kiedy dochodzimy do ostatniej strony ogarnia nas uczucie katharsis ( a przynajmniej tak się stało w moim przypadku). Vedrana Rudan odkłamuje rzeczywistość i podczas gdy sama pozwala sobie na odejście od konwenansów i pokazuje, że nie ma już u niej zgody na to by wbrew sobie udawać coś czego nie czuje, zachęca do tego samego czytelników. Zazwyczaj możemy przecież usłyszeć, iż ludzie w obliczu śmierci bliskich, a już tym bardziej rodziców starają się zapomnieć o tym co złe, a pamiętać tylko te dobre chwile, choćby ich było jak na lekarstwo. Przeważnie otoczenie zachęca nas do przebaczenia na zasadzie "zostaw, zapomnij, pozwól spokojnie umrzeć". Tym bardziej w naszym kraju tendencja do "dźwigania własnego ( o wszystkich innych) krzyża" jest mocno lansowana w przekonaniach społecznych. Z ulgą czytałem więc o irytacji, zniecierpliwieniu, niezgodzie narratorki na opiekowanie się i poświęcanie czasu matce, która w swojej roli rodzicielskiej najdelikatniej mówiąc się nie sprawdziła. Bardzo blisko mi było do autentycznego gniewu wobec ojca, który był krzywdzicielem i do końca nie okazywał skruchy. Mimo, że sam w stosunku do swoich rodziców odczuwam wdzięczność, to nie ma u mnie zgody na to by to uczucie rodzicom należało się z nadania. Jeżeli że swojej roli się nie wywiążą jak miało to miejsce w przypadku Vedrany to moim zdaniem powinno się ich traktować również adekwatnie do ich czynów. 

"Oby Cię matka urodziła" poza wspomnianymi kwestiami porusza jeszcze inne uniwersalne tematy ze szczególnym naciskiem na rolę kobiety i jej coraz mocniej zaznaczający się bunt wobec oczekiwań w stosunku do niej narzucanych. Kobieta w jej wydaniu nie jest męczennicą, ale przede wszystkim nie jest też świętą. Autorka postuluje o jej prawo do kojarzonego raczej z mężczyzną egoizmu, gniewu, złości i frustracji. Społeczeństwo często przyzwyczaiło się do tego, iż znosi ona wszystko co przyniesie jej los w ciszy i pokorze, z tego też względu budzą zdziwienie, a czasem nawet są potępiane kiedy upominają się o swoje choćby przy okazji słynnego już w Polsce "Czarnego protestu". Kobieta walcząca o swoje na ulicy zamiast pilnować ciepła domowego ogniska? Otóż jak pokazuje Vedrana Rudan  czasy się zmieniają i słusznie kobiety zaczynają nie tylko domagać się równego traktowania, ale i chcą mieć prawo do wyrażania swych opinii za pomocą tych samych, często bezkompromisowych środków wyrazu i całkiem dobrze (jak dla mnie) prezentują się w tym wydaniu. Vedrana Rudan nie bawi się w jakieś wyszukane opisy, nie ukrywa tego co siedzi jej w głowie i w sercu poprzez zakamuflowane środki literackie. Jej przekaz jest prosty, treściwe, a przy tym dobitny, co w dobie dzisiejszej literatury  stało się towarem na wagę złota. Pewnie nie do każdego ten styl przemówi, ale z pewnością zasługuje na uwagę. Tak jak na uwagę zasługuje głos współczesnych kobiet, które nie chcą być pokorne i ułożone pod męską wizję świata, a co najważniejsze nie duszą tej niezgody w sobie, a coraz odważnej manifestują ją na zewnątrz. Nie tylko nie zgadzają się na przemoc, ale prezentują gotowość przeciwstawiania się jej i piętnowania takich zachowań przy użyciu wszelkich możliwych środków. Było by jeszcze długo pisać o tym co znajdziecie w "Oby Cię matka urodziła", ale wtedy pozbawił bym was frajdy z lektury. Na mnie zrobiła ona takie wrażenie, iż z pewnością nie poprzestanę tylko na tej  książce i mam już w planach przede wszystkim głośny debiut Vedrany Rudan pod tytułem  "Ucho, gardło, nóż".