poniedziałek, 26 marca 2018

Księga wyjścia - Mikołaj Grynberg



Czułem nieodpartą potrzebę przeczytania tej książki odkąd na Niespodziegadki ukazała się jej zapowiedź. Podczas gdy prominentne osoby w naszym kraju lobbują za rewidowaniem historii w kierunku zapominania o niewygodnych faktach z naszej przeszłości, można na szczęście liczyć na środowiska literackie. Tak było w roku 1968, tak jest i teraz kiedy to w marcu 2018 ukazało się kilka ciekawych pozycji na temat wydarzeń z przed 50 lat. Ja wybrałem książkę Mikołaja Grynberga i towarzyszyła mi ona przez ostatnie dwa tygodnie.

Wydaje się, że pół wieku to wcale nie dużo czasu, a wydarzenia ostatniego półwiecza to raczej historia najnowsza w której bezpośrednio bądź pośrednio brała udział spora część naszego społeczeństwa. Tym bardziej dziwi nietakt i ignorancja, która towarzyszyła zmianom ustawodawczym wokół IPN-u. Podczas gdy pamięć nagonki na Żydów z przed pięćdziesięciu laty powinna być ciągle żywa nasi politycy w imię własnych ambicji zachowywali się jak słoń w składzie porcelany. Tym mocniej zainteresowałem się losami tych, których antysemicka paranoja dotknęła bezpośrednio i sięgnąłem po "Księgę Wyjścia" Mikołaja Grynberga.

Bohaterowie opowieści snutej przez Grynberga to ludzie, którzy w roku 1968 byli studentami i z dnia na dzień zostali postawieni przed dylematem "zostać czy wyjechać?". Wraz z tym krytycznym wyborem musieli zrewidować kwestie związane ze swoją tożsamością, przynależnością i światem wartości, które to zostały poddane w wątpliwość poprzez gwałt systemu na jednostce. To co zrobiła Partia w 1968 było odrażające, ale jeszcze większą odrazę i zwątpienie w człowieczeństwo budzi fakt, iż tak wiele osób dało się wtedy zmanipulować. Przyznam, że sam momentami miałem ambiwalentne odczucia dotyczące polskiego podskórnego antysemityzmu, ale trudno dyskutować z faktami. Kiedy czytamy zawarte tu rozmowy to już po kilku z nich schemat staje się jasny i przejrzysty, a mianowicie kiedy zaczyna się dziać coś niepokojącego, kiedy trzeba znaleźć winnego to często właśnie Żydzi stają się kozłami ofiarnymi. Pewnie, że trzeba uważać na uogólnienia i stereotypy również w drugą stronę, bo nie każdy Polak w trakcie wydarzeń z marca 1968 okazał się antysemitą i ignorantem, ale jakkolwiek nasi politycy będą starali się przeczytać historię po swojemu, tak trudno nie znaleźć elementów wspólnych w relacjach rozmówców Mikołaja Grynberga. Do takich należą wyzwiska w rodzaju "parszywy żyd", rzucanie kamieniami w dzieci żydowskie zmierzające w niedzielę do szkoły, czy masowe ucieczki z kraju w obliczu zaszczucia i niezrozumienia ze strony "prawdziwych Polaków".

Z przykrością się śledzi wydarzenia z marca roku 1968, czasem towarzyszyły mi przy czytaniu uczucia współczucia i żalu, a momentami złość i bezsilność. Uczucia te były tym mocniejsze, im bardziej docierało do mnie iż historia poraz kolejny zatacza koło i poraz kolejny kołem ofiarnym za niedoinformowanie światowej opinii publicznej na temat roli Polski podczas II-ej wojny światowej jak również ogólnie nieciekawego obrazu naszego kraju, staje się Żyd. Mimo, że posłusznie usunął się w cień i wyemigrował do Izraela czy w inne bardziej przyjazne miejsce na świecie to o tak znów trafia na celownik tych którzy chcą sobie jego kosztem załatwić własne frustracje i zaspokoić wygórowane ambicje. Przykro, że tyle cierpienia związanego z niespełnionymi karierami naukowymi, rozdzielanymi rodzinami, zranionymi kochankami, pospiesznym exodusem, więzieniem i szkalowaniem nie nauczyło nic tego społeczeństwa, które w ogromnej części znów zadziera głowę i prezentuje chorą dumę. Szkoda, że bezduszna ustawa powstaje w pośpiechu i niweczy trud wieloletniego pojednania i dialogu. Całe szczęście, że powstają książki takie jak "Księga wyjścia" Mikołaja Grynberga.