niedziela, 13 marca 2016

Dziennik pisany później - Andrzeja Stasiuka zasakująco późne przeze mnie odkrycie











"Wiedzieli, że najlepsza opowieść musi mieć niejasny, 

a zarazem narkotyczny początek"


Zauroczenie...Takie właśnie uczucie towarzyszyło mi już od pierwszych zdań tej prozy. Myśl, która przyszła mi do głowy -  " To jest naprawdę genialne". Nie boję się tych emocjonalnych określeń, które teraz tutaj piszę, bo naprawdę tak się czuję po pierwszym spotkaniu z twórczością Andrzeja Stasiuka. "Dziennik pisany później" to dzieło bardzo osobiste, emocjonalne, głębokie, a przynajmniej ja odbierałem go w ten sposób. Czy spodziewałem się właśnie tego? Nie! Sięgnąłem po tą książkę z czystej ciekawości i z powodów czysto przyziemnych. Akurat była promocja, a że już kiedyś zdjęcie tego pana patrzące na mnie z okładki " Życie to jednak strata jest" zaintrygowało mnie i ilekroć rzucało mi się w oczy podczas buszowania najczęściej po księgarni Publio, to pojawiała się myśl, że kiedyś muszę sprawdzić, kto zacz ten słynny Stasiuk. Kiedy zobaczyłem wspomnianą promocję, pomyślałem teraz albo nigdy.



"Dziennik pisany później" tylko z pozoru jest książką o podroży na Bałkany, nie jest to żaden reportaż czy książka podróżnicza, ale osobista refleksja autora nad człowiekiem, jego popędami, wartościami i sensem którego mniej lub bardziej skutecznie poszukuje. Bałkany stanowią tutaj punkt odniesienia, bo jak pokazuje nam sam autor, to w samym sercu Europy, niedaleko nas, kiedy siedzieliśmy sobie w pracy, przed tv czy chodziliśmy na spacery ludzie się najzwyczajniej w świecie mordowali. Andrzej Stasiuk nie bawi się w kompromisy i nie zastanawia jak zostanie odebrany przez czytelnika. Nazywa rzeczy po imieniu i nie zastanawia sie nad poprawnością polityczną. Mówi głosem, który od dawna kołacze się po mojej głowie. Jest to narracja człowieka wrażliwego, który jednocześnie ukrywa się pod maską człowieka stroniącego od ludzi i ich dramatów.Ta poza "w dupie to mam" prowokuje, a jednocześnie intryguje i skupia uwagę na tym co ma nam do powiedzenia, a ma do powiedzenia bardzo wiele na temat natury ludzkiej i tego jak funkcjonujemy jako ludzie w warunkach stagnacji, pokoju, a czego możemy się po sobie spodziewać w momencie kryzysu. Mimo tego, że jest często oschły i zdaje się być obojętny , to tak naprawdę czuć z każdym wersem jak bardzo Stasiukowi zależy na ludziach, których opisuje. Dokłada on starań, abyśmy o tych ludzkich ofiarach i ich katach pamiętali. Swoim dobitnym językiem przyciąga do pamięci o nich naszą uwagę, odciąga nas od codzienności i marazmu i chwała mu za to.



Stasiuk w swojej książce posługuje się kontrastami. Z jednej strony stawia konsumpcjonizm i brak jakiegoś większego sensu w istnieniu , a po drugiej stronie walkę o przetrwanie i ogromną potrzebę trwania i istnienia. Nie pozwala nam zapomnieć, że ten dramat Bałkanów wydarzył się tuż pod naszym nosem przy naszym narastającym zobojętnieniu i pewnego rodzaju przyzwoleniu jako wspólnoty ludzkiej. Autor w " Dzienniku pisanym później" stawia tezę, że ludzie potrzebują takiej tragedii jaką jest wojna, aby się przebudzić, żeby przypomnieć sobie po co tak naprawdę istnieją i żeby tak naprawdę znowu mieć motywację do zmiany, do rozwoju, do życia. Wojna i spojrzenie na nią uczy dystansu do siebie, do własnych problemów, do własnej stagnacji i konsumpcjonizmu. Przypomina nam co jest ważne, wprowadza nową dynamikę w nasze postawy i uczy nas na powrót pokory do własnego istnienia. Tak naprawdę chcemy sobie o tym przypominać, byle działo się to w sposób kontrolowany i bezpieczny, w postaci telewizyjnej relacji czy internetowego postu.




Podsumowując, autor pokazuje nam jak ważne jest czasami nabranie dystansu, zmiana otoczenia, żeby na nowo zobaczyć rzeczy które stały się niewidoczne dla nas bo przyzwyczailiśmy się że mamy je przed samym nosem. Przestajemy o nich pamiętać i potrzeba nam zmiany perspektywy, aby popatrzeć na te same sprawy w innym kontekście. W tej książce Andrzej Stasiuk dla zmiany perspektywy używa Bałkanów, ale może to równie dobrze być Ukraina, czy Mongolia, ale to jeszcze przede mną w innych jego utworach i już się na te spotkania cieszę. Naprawdę polecam prozę Andrzeja Stasiuka, bo jest to facet który ma dużo do powiedzenia i ma rewelacyjną umiejętność skupiania uwagi czytelnika. Posługuje się językiem dosadnym, emocjonalnym , jednocześnie w wielu momentach językiem wręcz poetyckim. "Dziennik pisany później" to dla mnie początek znajomości z autorem, któremu napewno poświecę dłuższą uwagę, a już teraz kiedy jestem w trakcie czytania wywiadu rzeki - "Życie to jednak strata jest" - wiem że będzie to znajomość bardzo wartościowa.


"Błąkałem się z nadzieją, że pomysł i plan odsłonią się w sposób naturalny. Że sens w końcu się objawi, ponieważ sens istnieje. Dlatego każdego roku wypuszczam się w podróż coraz dalej i dalej. Na koniec kontynentu, żeby zostawał tylko powrót. Męczyłem się i przeklinałem. Potem to wszystko wciąż mi się śniło"