niedziela, 6 marca 2016

Trylogia z Wyspy Lewis - Peter May, czyli jak zafascynował mnie pewien autor.





W związku z premierą w Polce książki Petera Maya "Wyspa Powrotów" postanowiłem przypomnieć, a niektórym przybliżyć nieco cykl "Wyspa Lewis" również autorstwa tego pisarza, który swego czasu został w naszym kraju wydany również przez Wydawnictwo Albatros. Tym samym zaczęła się dla mnie wielka przygoda z tym autorem. Peter May zauroczył mnie swymi książkami bez reszty. Na cykl składają sie trzy powieści opisujące losy Fina MacLeoda na tle krajobrazów szkockiej Wyspy Lewis, należącej do Hebrydów Zewnętrznych i społeczności ją zamieszkującej.

Jak dla mnie ten cykl to prawdziwa rewelacja! Historia przedstawiona przez Petera Maya jest jedną z bardziej wciągających jakie miałem okazję przeczytać. Wątek kryminalny jest tu jakby pretekstem do przedstawienia skomplikowanych relacji pomiędzy mieszkańcami wyspy, co nie znaczy że on sam w sobie nie jest już intrygujący. Bardzo odpowiada mi styl Petera Maya. Zmusza do refleksji, jest melancholijny, a jednocześnie ani przez chwilę nie jest nużący.









Pierwszy tom cyklu rozpoczyna się od mocnego uderzenia, a mianowicie od odkrycia przez młodych ludzi zmasakrowanego ciała właśnie na wspomnianej wyżej Wyspie Lewis , a miejsce odkrytej zbrodni nawiązuje do innego morderstwa popełnionego w Edynburgu. Z tego też względu detektyw Fin MacLeod zostaje oddelegowany do zbadania tej sprawy i rusza, jak się okazuje, w swoje rodzinne strony, aby zbadać powiązanie między tymi zbrodniami. Jak się okaże w miarę upływu akcji, coraz mniej będzie nas interesować samo rozwiązanie zagadki morderstwa, a coraz mocniej tematem książki staje się rozliczenie z przeszłością głównego bohatera. Ta książka jest dopracowana w każdym jej szczególe i do tego wszystkiego dostajemy zaskakujący finał. Dla mnie "Czarny dom" Petera Maya to pozycja doskonała i zdecydowanie ją polecam! Peter May był dla mnie odkryciem 2014 roku i z niecierpliwością czekałem na kolejne części trylogii, które miały się niebawem ukazać w wydawnictwie Albatros, a jak się potem okazało premiera była przekladana a moja cierpliwość wystawiana na próbę. W końcu jednak się doczekałem i ukazał się tom drugi:












Kolejna część trylogii Petera Maya ani trochę nie ustępuje klimatem, intrygą i całokształtem pierwszej części. Główny bohater robi kolejne podejście do konfrontacji z przeszłością i mierzy się z potrzebą poukładania co było, a co jeszcze być może. Jego powrót w rodzinne strony zbiega się w czasie z budzącym grozę znaleziskiem. Fin oczywiście nie będzie mógł przejść obojętnie obok tego zdarzenia i zapragnie rozwiązać tajemnicę morderstwa. Wszystko to będzie odbywać się w oparach kultury gaelickiej, która mnie osobiście fascynuje. Dla udowodnienia jak wielkie wrażenie potrafił tu zrobić na czytelniku Peter May, zaznaczę że po lekturze drugiej części cyklu wyruszyłem w podróż śladami Fina i sam wybrałem się na Wyspę Lewis - przygoda życia :) A oto kilka migawek z tej wyprawy :







































I wreszcie przechodzimy do ostatniej części cyklu:









Ostatnia niestety już część trylogii z Wyspy Lewis. Tak jak myślałem, Peter May ani trochę mnie nie zawiódł. Kolejny raz zabiera czytelnika w podróż do przeszłości i pokazuje jak determinuje ona obecne życie. Wina i odkupienie, wdzięczność i odpowiedzialność, twarde zasady rządzące społecznością na wyspie Lewis, czyli wszystko to co dostawaliśmy w poprzednich tomach tej trylogii. Uwielbiam sposób w jaki Peter May potrafi wprawić w mnie w nostalgię i oderwać od rzeczywistości, zatapiając jednocześnie w atmosferze rodem z przed kilkudziesięciu lat na wyspie wręcz oderwanej od świata. Opowiada on swoje historie w taki sposób, że zachęcił mnie do podroży w miejsca o których pisze i miałem okazje zaczerpnąć atmosfery Hebrydów w zeszłym roku i poczuć tamtejszą atmosferę na własnej skórze. Było to niezapomniane przeżycie. Z czystym sercem polecam tego autora nie tylko fanom kryminałów, bo książka ta jest czymś więcej niż kryminałem. To wielowątkowa powieść napisana w przepiękny sposób....