sobota, 4 lutego 2017

Chemia musi być, czyli słów kilka o relacji

Wiadomo.. luty, a w związku z tym zbliżają się walentynki. Tak wiem, że święto może i jest oklepane,sztucznie napędzane i pachnące z daleka komercją, ale również i skłaniające do refleksji. W związku z tym nie będzie wpisu o książkach, ale o relacji z drugą osobą. Trochę o miłości, kapkę o przyjaźni, dużo o związkach, ale przede wszystkim o bliskości i byciu ze sobą. No i o chemii, bo chemia jednak musi być ^^





Nie od dziś wiadomo, że człowiek to zwierzę stadne i w związku z tym potrzebuje kontaktu z drugim człowiekiem, aby się napędzać, by rozwijać się i realizować cele istotne życiowo. No właśnie, niby rzecz oczywista, a jednak paradoksalnie współczesny człowiek wydaje się robić wszystko żeby przed relacją spierdolić. Jest przy tym w swoich próbach niesamowicie kreatywny, wyszukując nie tylko nowe sposoby na ucieczkę od bliskości z drugą osobą, ale i usprawiedliwienie takiego stanu rzeczy. Coś o tym wiem, gdyż sam często z tego typu zachowań korzystałem na przestrzeni swojego życia. Jednocześnie, dla kontrastu kiedy przychodzi do zachowań i postaw służących budowaniu relacji z innymi ludźmi często nie dość że nie poświęcamy takiej samej energii to zdarza się nam rezygnować przy pierwszym, drobnym nawet niepowodzeniu.

Prawdziwa, wartościowa, zdrowa relacja międzyludzka to stan trudny do osiągnięcia, ale zdecydowanie wart on jest całego tego zachodu, gdyż nie ma tak naprawdę nic bardziej uzdrawiającego niż bliski kontakt z drugim człowiekiem. Potwierdzają to również badania prowadzone w tym kierunku, z których wynika że relacja terapeutyczna jest najbardziej leczącym czynnikiem w psychoterapii, znacznie przewyższając w skuteczności rozmaite techniki i oddziaływania, interpretacje i fachową wiedzę na poziomie zarówno teoretycznym jak i praktycznym......

bla bla bla bla......

Koniec tego teoretyzowania, intelektualizowania...Czas przejść do konkretów. Właśnie przez takie blablanie, analizowanie, kalkulowanie, odwoływanie się do fachowej literatury ciągle jesteśmy dalej niż bliżej drugiego człowieka. Bo w bliskiej relacji, a już przede wszystkim kiedy budujemy przyjaźń i czy też zmierzamy w kierunku miłości nie ma miejsca na myślenie i analizowanie. Liczy się za to spontaniczność i zaufanie własnym uczuciom. Nie potrzeba wizyty w gabinecie terapeutycznym żeby już na samym starcie ocenić czy z kimś czujemy się komfortowo czy też nie. Wystarczy obserwować reakcje naszego ciała, gotowość lub też jej brak do rezygnacji ze stref własnego komfortu. Kiedy spinamy się, kiedy nasze ciało nie daje zgody na dotyk, gdy uciekamy wzrokiem, jeśli cały czas łapiemy się na tym, że czegoś nie chcemy powiedzieć  lub pojawia się chęć podkoloryzowania własnej osoby i najzwyczajniej na świecie zaczynamy się dopasowywać do tego drugiego, często kosztem własnych potrzeb to znaczy, że ta relacja już na początku jest raczej trudna do obronienia. Autentyczność jest bowiem kolejnym niezbędnym czynnikiem budującym bliskość.Ludzie zdecydowanie za dużo udają, a to pewnie dlatego, że zbytnio ufają wzorcom ról w związkach forsowanym przez media. Z tego właśnie względu dużo większe szanse na powodzenie mają moim zdaniem związki oparte na przyjaźni. Jeśli powiem ludzie wchodzący na kolejny etap bliskości, mają za sobą satysfakcjonującą przyjaźń, to z reguły pozwolili sobie na to wcześniej aby poznać się zarówno z tej korzystnej jak i mniej korzystnej strony. No ale wpierw trzeba od tej przyjaźni zacząć i tu ogromne znaczenie będą miały otwartość i związana z nią odwaga. Lęk przed odrzuceniem  wstyd, hamujące przekonania potrafią cholernie uprzykrzyć życie. Jak się tego wyzbyć i w jaki sposób się otworzyć  Trudno mierzyć się z nieokreślonym lękiem, ale z konkretnym strachem sprawa jest o wiele prostsza. Od tego więc należałoby zacząć, od nazwania tego czego się boimy. Czy jest to strach przed tym, że nie będziemy dla drugiej osoby zbyt interesujący? za mało atrakcyjni? a może boimy się tego, że zostaniemy odrzuceni? Przyczyn może być wiele, z reguły jednak wszystko kręci się wokół tych przeze mnie wymienionych. Kiedy już mamy to nazwane, to zamiast bawić się w sapera lepiej wbiec na pole i sprawdzić czy zamiast spodziewanego pola minowego nie zastaniemy tak naprawdę całkiem przyjemnej łąki. 

Chemia musi być. Bez chemii nie ma żadnej bliskiej relacji. Nawet biorąc pod uwagę kontakty oparte na koleżeństwie, to przy tym braku nie będą miały one odpowiedniej dynamiki i z reguły czeka ich rychła śmierć poprzez monotonię i nudę jeśli czasem nie zaiskrzy, nie zagotuje się, nie zabulgota. Tak naprawdę właśnie "gonienie za króliczkiem", ciągłe zaskakiwanie się, zadziwianie, zajawianie się na drugą osobę nakręcają relację. Czym dalszy etap tym więcej tych "reakcji chemicznych" będzie trzeba by podsycać wzajemne zainteresowanie. No nie da się bez tego i już. Można bez chemii kłaść kostkę brukową, można budować mosty, ale żyć razem na gruncie prywatnym się nie da. Nawet zwykłej imprezy nie rozkręcisz gdy znajdzie się na niej kilku maruderów, którzy nic nie wnoszą. Sposób na chemię? Bogate zainteresowania, najlepiej wszechstronne  odpowiednie ścieżki komunikacji ( jakże to kurwa brzmi haha ), lecz przede wszystkim poczucie humoru okażą się tu nieocenione jeśli chodzi o wnoszenie materiałów potrzebnych do wywołania reakcji chemicznych :) Poczucie humoru i dystans do własnej osoby to kolejne ważne składniki naszej relacyjnej potrawy. Nie ma nic gorszego dla relacji niż zbytnia powaga, branie wszystkiego do siebie, wałkowanie i ciągłe analizowanie. Jeszcze gorsze będzie tu "strzelanie fochów", "księżniczkowanie" ( prawdziwe księżniczki nie muszą niczego wymuszać by poczuć się wyjątkowe, bo druga osoba robi to z automatu )i doszukiwanie się podtekstów w każdym niewinnym żarcie. Nawet bardzo czarny humor i sarkazm niekoniecznie muszą od razu oznaczać wbijanie szpil. Wrzućmy więc do cholery czasem na luz, albo dajmy sobie spokój z ludźmi bo inaczej staniemy się wampirami energetycznymi, których się unika...

Poczucie bezpieczeństwa i swoboda to wcale nie jest komfort i ekstra bonus, który może się nam trafić w bliskiej relacji. To niezbędne minimum, podstawa, wręcz fundament bez którego możemy sobie co najwyżej pogawędzić z panią w sklepie, a nie budować związek oparty na przyjaźni czy miłości. Żeby poczuć się z kimś bezpiecznie musimy tą osobę dobrze znać i wiedzieć do czego jest zdolna. Przede wszystkim trzeba więc pytać, ale też i sprawdzać czy deklaracje i słowa mają pokrycie w praktyce. To że ktoś ładnie mówi o potrzebie bycia z drugą osobą i zadowoleniu ze spędzania z nią czasu to jeszcze nie świadczy o niczym. Może się okazać, że na słowach się kończy, a kiedy przychodzi co do czego to ta sama osoba sprawia, że czujemy się samotni i to nawet mając ją obok. Naprawdę bezpiecznie i swobodnie czujemy się bowiem wtedy kiedy nasze potrzeby są rozumiane i zaspokajane i kiedy nie musimy się tego domagać, tylko druga osoba sama czuje z kolei potrzebę by o nas zadbać. Może to być na ten przykład przyrządzenie posiłku, podwózka z pracy czy do pracy, a innym razem szalony rajd na kawę w środku dnia żeby sprawić przyjemność samą obecnością. 

Żeby mieć możliwość pytania, sprawdzania, warto pamiętać o tym iż sami musimy również dać dostęp do siebie. Tu znowu pojawia się kwestia odwagi i otwartości, ale i wzajemnego zaufania. Paradoksalnie żeby poczuć się bezpiecznie, trzeba czasem podejść na ten skraj przepaści i zajrzeć co jest na dole. Niekoniecznie od razu skakać, ale relacja niestety wiąże się z ryzykiem, ale też i to ryzyko się opłaca  Czasem kiedy postawimy wszystko na jedną kartę i odkryjemy się nawet kiedy jesteśmy już mocno poranieni i pozamykani to może spotkać nas coś naprawdę pięknego. No, a jeśli nie to co tak naprawdę mamy do stracenia. Co najwyżej wrócimy do punktu wyjścia. Ja jednak, mimo różnych etapów i rozczarowań pozostanę przy tym, że nie ma chyba ważniejszej rzeczy w życiu niż możliwość takiego prawdziwego bycia z drugą osobą, kiedy wystarczy wzajemna obecność i czujemy że wszystko jest na swoim miejscu. Kiedy czujemy się wyjątkowi i potrzebni. Kiedy ma się wrażenie magicznego dopełnienia i dopasowania niczym puzzle. Kiedy z 1001 elementów jesteśmy w stanie stworzyć jedność. Gdy wracamy do emocjonalnego pojmowania świata bez tych wszystkich masek, ról, konwenansów a w ich miejsce wchodzi spontaniczność i luz. przypominamy sobie jak to było zanim stłamsiła nas źle pojmowana dorosłość  Wszelkie kompromisy, i ustępstwa stają się wtedy przyjemnością zamiast spodziewanych wyrzeczeń. Czyż może być coś bardziej wartościowego w życiu ? Wszystko inne to tylko substytuty.


Praw­dzi­wa miłość zaczy­na się tam, gdzie nicze­go już w za­mian nie oczekuje - Antoine de Saint-Exupéry


To by było na tyle, taka zajawka, którą mam wprawdzie ochotę porozwijać, bo z pewnością nie napisałem tu wszystkiego, ale zobaczymy jak to będzie. A jak jest u was? Może ktoś się podzieli? Podyskutuje? Się znów rozpisałem, mam nadzieję że choć trochę z sensem :)