piątek, 24 lutego 2017

Przez rzekę - Andrzej Stasiuk




Ten zbiór opowiadań jest taki jakiś mało "stasiukowy", a bardziej "hłaskowy". Kiedyś byłby to w moich ustach komplement, a nawet - pójdźmy dalej - forma jakiegoś oddania i bezkrytycznego uznania. Tak było by właśnie kiedyś natomiast przez lata wiele się zmieniło i choć Marka Hłaskę nadal bardzo szanuję to nie działa on na mnie już tak jak wtedy kiedy miałem te naście lat. Jedną z osób odpowiedzialnych za taki stan rzeczy jest właśnie Andrzej Stasiuk do którego jest mi zdecydowanie bliżej na chwilę obecną. 

Zważając na to co padło na wstępie, gdy tylko zobaczyłem wydanie książki "Przez rzekę" autorstwa Andrzeja Stasiuka to inne rzeczy które były na tapecie obecnie poszły w kąt,  a priorytetem stała się właśnie ta pozycja. Pierwszy raz chyba mam ambiwalentny stosunek do zbioru,  który wyszedł z pod ręki mojego literackiego guru. Opowiadania zawarte w zbiorze "Przez rzekę"  są mocno zróżnicowane. Zaczyna się genialnie i z tego co czytałem w opiniach na temat tej książki,  to nie jest to tylko moje odczucie. Szczególnie opowieść o bibliotekarce czy chodzeniu na religię zapadły mi na dłużej w głowie, a to pewnie z uwagi na dużą zawartość charakterystycznej dla Andrzeja Stasiuka specyficznej refleksyjności i cofaniu się przez niego w czasie do najbardziej odległych zakamarków pamięci. Podobało mi się też ogromnie opowiadanie pt. "Nadia",  gdzie mamy do czynienia z erotycznymi doznaniami najwyższych lotów,  a autor oddaje fascynację erotyczną,  podniesienie,  zauroczenie z taką samą mocą i głębią jak czyni to przy opisywaniu rozpadu relacji, obrzydzenia, zniechęcenia i goryczy. 

Kiedy na tapetę zaczynają wjeżdżać pozostali bohaterowie,  już poczynając od Wasyla,  a na Krugerze skończywszy  to magia gdzieś ucieka,  a na pierwszy plan zaczyna się wysuwać słowo,  a bardziej chyba kunszt dotyczący operowania nim na różne sposoby, przy użyciu sztuczek z najwyższej półki jeśli chodzi o zastosowane tu zabiegi. Tym samym dzieje się rzecz,  która mi osobiście najmniej odpowiada,  szczególnie kiedy dotyczy mojego idola. Mianowicie na rzecz tego słowa, zabawy formą, harców które będą od tego momentu mieć w tym zbiorze miejsce,  na rzecz tego wszystkiego poświęca się treść, a ta akurat dla mnie w przypadku prozy Andrzeja Stasiuka jest zawsze najbardziej atrakcyjna. Pewnie, że można się zachwycać tym co wyczynia tutaj p. Andrzej jeśli chodzi o rytm,  o swego rodzaju flow, odlot przy malowaniu kolejnych obrazów, ale co z tego skoro te obrazy nie mają większego przesłania,  a treść - im dalej w ten zbór - tym bardziej zdaje się pozbawiona sensu i służy jedynie tej ekwilibrystyce. Mnie to niestety nie porwało, a szkoda bo na samym początku,  jak już wspomniałem zapowiadało się naprawdę obiecująco. 

Podczas kiedy jeszcze w przypadku Nadii mamy do czynienia z romantyczną historią, która chwyta za serce i nie tylko zresztą, z opowieścią, która ma w sobie magię, przekaz i wprowadza zamęt w duszę, to już jeśli chodzi o każdą kolejną tego zaczyna brakować. Im dalej w "Przez rzekę"  tym bardziej staje się to jakiś taki pijacki rajd po knajpach i przypominający właśnie Marka Hłaskę opis skurwienia kobiet, a może nawet bardziej samego kontaktu z drugim człowiekiem. Jest tu dużo zniechęcenia, depresji, złości i tak naprawdę pogardy do wszystkiego co piękne, co odnajduje się w bliskości drugiego człowieka. Pewnie,  że to też jakaś ważna prawda o życiu,  ale mnie ona już nie porywa, zwłaszcza że została przedstawiona przez taki sposób, że trudno się w nią jakoś wgryźć, oddać się jej bez reszty jak miało to miejsce u mnie zawsze w przypadku kontaktu z prozą Andrzeja Stasiuka. 

Podsumowując,  Stasiuk to jednak Stasiuk i nie potrafię go nie lubić. Zawsze znajdę w nim coś dla siebie, natomiast gdybym miał polecać komuś nieznającemu jego twórczości jakąś jego książkę to zdecydowanie nie będzie to "Przez rzekę". Nie jest to literatura w żadnym wypadku zła,  czy też nie mająca w sobie przekazu, ale jest bardzo trudna i mało charakterystyczna dla tego autora. Myślę, że ktoś kto nie należy do pasjonatów jego twórczości mógłby się po tym tekście zrazić. Ja tak nie miałem,  aczkolwiek nie zakochałem się w każdym słowie tak jak to mam zazwyczaj jeśli chodzi o bytowanie z prozą Andrzeja Stasiuka.