sobota, 20 lutego 2016

Szatańskie wersety - Salman Rushdie












"Coś jest nie w porządku z duchowym życiem planety, myślał Gibril Fariszta. Zbyt wiele diabelstwa w ludziach utrzymujących, że wierzą w Boga" - Salman Rushdie




Ciąg dalszy mojej przygody , jeszcze tak naprawdę niedługiej, ale jakże już na samym początku owocnej z Salmanem Rushdie i sięgnąłem tym razem bo pozycję wręcz kultową, arcydzieło światowej literatury , czyli "Szatańskie wersety". Zacznę więc od tego, że była to prawdziwa uczta słowa, danie dla koneserów, pokarm otwartych umysłów, książka genialna, ponadczasowa, a w dodatku ( ukłon w stronę Jerzego Kozłowskiego ) doskonale się ją czyta z uwagi na mistrzowskie tłumaczenie. Mocny początek co ? Tak samo mocno zaczyna sam pisarz, kiedy już na powitanie serwuje nam katastrofę, kiedy to porwany przez terrorystów samolot zostaje wysadzony w powietrze nad kanałem La Manche.


Różnie to bywa z tymi arcydziełami i przyznam szczerze, że fenomenu niektórych powieści zaliczanych do kanonu największych dzieł światowej literatury nie rozumiem, gdyż dla mnie osobiście podstawowym, niezbędnym warunkiem powinna być uniwersalność takiego dzieła, ale muszę z satysfakcją przyznać, że powieść Rushdiego ma zasłużone, niekwestionowane miejsce w tym gronie :) Bardzo na to liczyłem, że nie zawiodę się również tym razem, bo "Dwa lata, osiem miesięcy i dwadzieścia osiem nocy"opinia było jak dla mnie genialne. "Szatańskie wersety" są dziełem traktujących o wartościach uniwersalnych, takich jak dobro, miłość , mądrość ( nie mylić z inteligencją) . Jest to powieść, która doszukuje się genezy zła i szuka odpowiedzi na pytanie gdzie leży przyczyna różnic w interpretacji tych samych idei przez rożne grupy ludzi. Dlaczego to co dla jednych jest przesłaniem dla miłości, dla innych stanowi wezwanie do nienawiści. Rushdie porusza kwestie drażliwe i używa tak wyszukanego, przepełnionego ironią, czasem wręcz absurdalnym poczuciem humoru języka, że nie ma po prostu innej opcji, jak to że będzie tym wzbudzał ogromne kontrowersje. Jego styl, polegający na zabawie słowem , żonglowaniu ideami, czasem, przestrzenią i wyszukanym wodolejstwie jest mi bardzo bliski. Czyta się to z niebywałą przyjemnością.


"Tak bardzo potrzebował, aby rozproszyła wątpliwości dotyczące jego własnego istnienia, że nigdy nie dostrzegł rozpaczy w jej olśniewającym wiecznym uśmiechu, przerażenia w rozpromienionej twarzy, z którą stawała wobec świata, ani też powodów dla których chowała się, kiedy już nie była w stanie uśmiechnąć się czarująco"


Jakże wiele znaczeń ma powyższy cytat, a takich kawałków jest wiele w "Szatańskich wersetach". Ilu czytelników tyle interpretacji i każdy pewnie będzie odczuwał inaczej, to co ma do przekazania autor. To właśnie dla mnie jest istotą tej powieści Rushdiego. Inni będą się doszukiwać głównie wątku dotyczącego genezy zła w świecie i pojmowania religii, no i będą mieli jak najbardziej rację, natomiast dla mnie sprawa jest o wiele bardziej złożona. Ja odbieram "Szatańskie wersety" jako afirmację wolności. Wolność wyznania, wolność odczytywania świata i relacji międzyludzkich, wolność kreowania otaczającej rzeczywistości, którą czasem bezmyślnie oddajemy we władanie Bogom, wyższym ideom, unikając w ten sposób własnej odpowiedzialności przed tworzeniem otaczającego nas świata, który przecież cały czas jest kształtowany przez nasze wybory i czyny. Salman Rushdie uczy przede wszystkim używać wyobraźni, a robi to cudnie , kiedy tworzy kolejne byty, kiedy wplata w realizm kilotony magii, legend, przypowieści, kiedy wprawia ludzi w stan lewitacji, kiedy pozwala im rządzić snami, kiedy powołuje ich do życia w kolejnych wcieleniach. Trudno się połapać momentami w czasie, przestrzeni, a nawet logice, ale to chyba nie o to tu chodzi. Salman Rushdie nie szuka bowiem jednoznacznych odpowiedzi, tak jak niejednoznaczny jest cytat przeze mnie wykorzystany, a podrzucony mi przez kogoś kogo pragnę i mam nadzieję skutecznie, rozkochać w twórczości Ruhdiego. "Szatańskie wersety" ponad odpowiedzi bardziej cenią samą ideę zadawania pytań, powątpiewania, poszukiwania i kwestionowania gotowych systemów i wyjaśnień odnośnie naszej roli i misji na tym świecie.


" - Rola poety - odpowiada - to nazywać nienazwane, wytykać fałsz, opowiadać się po jednej stronie, wszczynać spory, kształtować świat i nie pozwalać mu zasnąć "


Podsumowując, mam nadzieję, że moja opinia o powieści Salmana Rushdiego nie stała się pseudointelektualnym wywodem, ale trudno mi było zawrzeć wszystkie refleksje po przeczytaniu tej książki w tych kilku zdaniach i stąd z góry przepraszam za ten emocjonalny, chaotyczny może momentami wywód. Z drugiej strony jednak niewiem czy jest sens się tym przejmować skoro o "Szatańskich wersetach" też czytałem opinie, że to pseudointelektualny bełkot. Każdy z nas ma prawo do własnych opinii, własnego pomysłu na życie, własnego gustu, emocjonalności, a jeśli nie damy się omamić jakiemuś systemowi rezygnując z wolnej woli i myślenia to wtedy prowadzi to do nienawiści i katastrofy. Jak dla mnie to właśnie chciał przekazać autor "Szatańskich wersetów" i chwała mu za odwagę do przeciwstawienia się manipulantom nazywających siebie przywódcami religijnymi. Człowiek nie potrzebuje przywódcy, jeśli będzie się kierował miłością i mądrością, a nie poświęcał jedno dla drugiego. Zdecydowanie polecam tą książkę każdemu. Ja jestem nią zachwycony, co zresztą pewnie bez problemu można zauważyć :) Na koniec, żeby ktoś nie odniósł wrażenia, że Rushdie to jakaś gadająca, filozoficzna mądra głowa pozwolę sobie użyć cytatu, który doskonale oddaje jego dystans do siebie i otaczającego świata, a jednocześnie wyśmienite poczucie humoru :


" Człowiek, który wymyśla sam siebie, potrzebuje kogoś, kto by wierzył w niego, aby udowodnił, że zamysł mu się powiódł. Znowu odgrywanie roli Boga, można by powiedzieć. Albo też można by zejść o kilka stopni w skali w dół i pomyśleć o Dzwoneczku, wróżki nie istnieją, jeżeli dzieci nie klaszczą z uciechy w dłonie. Albo też można by po prostu powiedzieć: tak właśnie wygląda natura ludzka"