piątek, 8 kwietnia 2016

Dziewczyna z zespołu - Kim Gordon








"Zawsze ciężko mi było otworzyć się emocjonalnie przy innych ludziach. To problem jeszcze z czasów dzieciństwa : zakorzeniony w poczuciu, że moi rodzice nigdy nie bronią mnie przed moim starszym bratem Kellerem, który dręczył mnie niemiłosiernie, i w przekonaniu że tak naprawdę nikt mnie nie słucha. być może scena jest dla wykonawcy właśnie miejscem otwarcia: stanowi przestrzeń, którą można wypełnić tym, czego nigdzie indziej nie da się wyrazić"







Serdecznie polecam tę książkę ! Warto poznać tę historię niezależnie od tego, czy jesteście fanami Sonic Youth, czy nie znacie tego zespołu, bo na przykład rodziliście się już długo po całym fenomenie tego rodzaju muzyki :) Jest to zdecydowanie coś więcej niż opowieść autobiograficzna, gdyż sposób przedstawiania swojej historii przez Kim Gordon jest na tyle osobisty, że skłania do szerszej refleksji i jej życie stanowi tak naprawdę wyjście do rozważań na temat minionej epoki, przeobrażeń społecznych i przede wszystkim rozwoju niezależnej sceny muzycznej.




"Dziewczyna z zespołu" to duży zarys popkultury amerykańskiej lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych a także fascynujący obraz życia w Nowym Jorku w tamtym okresie gdzie znalazła swoje miejsce kolebka artystycznej bohemy i czyta się to z wypiekami na twarzy. Pojawiają się nazwiska muzyków znane każdemu chyba fanowi takich zespołów jak właśnie Sonic Youth, The Stooges, Sex Pistols, ale też masę tu osób z innych dziedzin jak malarstwo, film, moda które nadały trwały rys popkulturze zakorzenionej w tamtej rzeczywistości. Mimo tego, że Nowy Jork jest przecież wielka metropolia to niemal rodzinny klimat układów tych wszystkich osób świadczy o barwności i wielkiej sile tego środowiska. Pewnie też dlatego wpływ tego okresu jest tak znaczący i po dziś dzień wydaje się być trwale obecny w muzyce. Raz po raz odnajdujemy liczne odniesienia we współczesnej muzyce i kulturze.



Trudno mi obiektywnie oceniać tą książkę, gdyż mój gust muzyczny, moje autorytety, światopogląd został w znacznym stopniu ukształtowany właśnie przez ten okres o rodzący się nurt muzyki niezależnej i ludzi z nim związanych. Kim Gordon znowu przywołując w swej autobiografii swoje inspiracje i to co ukształtowało ją jako artystę i człowieka, wskazuje na ruch hipisowski i czas rewolucji lat sześćdziesiątych /siedemdziesiątych. To kolejny smaczek tej książki. Epoka ta wpłynęła u niej na mocno zarysowany indywidualizm, umiłowanie do wolności, poszanowanie człowieka oraz otwartość inność na szeroko rozumiany samorozwój. Ukształtowała ją też w znacznym stopniu jako artystkę.





"Dziewczyna z zespołu" to również opowieść o kobiecie, o jej potrzebach, wrażliwości, postrzeganiu świata z jego przemianami. Bardzo podobała mi się wrażliwość Kim Gordon i sposób przedstawiania swojej historii w sposób momentami liryczny, tak jak jej teksty, które przeważnie miały swoje źródło w książkach które artystka akurat czytała. Poznając jej życie można zauważyć dążenie do wartościowych relacji z innymi ludźmi, z którymi różnie bywało. Kim Gordon dokonuje swego rodzaju ekshibicjonizmu opisując swojej skomplikowane relacje z rodzicami i cierpiącym na schizofrenię bratem, który raczej nie sprzyjał atmosferze bezpieczeństwa i rozwoju. Na całe szczęście brak pełnowartościowych relacji w rodzinie nie wpłynął u niej na wycofanie i pęd do samodestrukcji - tak przecież charakterystyczny dla sporej części jej pokolenia - ale skłonił ją do poszukiwania tych relacji u innych ludzi. Towarzyszymy jej podczas niepowodzeń, zranień i zdrad, które stały się jej udziałem a także dzieli się z nami swoimi sukcesami, marzeniami, tym co ją napędza i skłania do refleksji nad swoim życiem. Przez ten osobisty charakter i artystyczne zacięcie autorki w moje ręce trafiła jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza autobiografia jaką czytałem.




"Słyszałam, że na scenie jestem nieprzenikniona, tajemnicza, a nawet chłodna. Przede wszystkim jestem skrajnie nieśmiała i wrażliwa, jak gdybym wyczuwała obecność wszystkich emocji wirujących w pomieszczeniu. I wierzcie mi : pod moją sceniczną maską jestem całkiem bezbronna"