niedziela, 17 kwietnia 2016

Vernon Subutex - Virginie Despentes









Mam ostatnio rewelacyjną passę jeśli chodzi o dobór książek, a "Vernon Subutex" jest kolejnym dowodem na to, że los mi w tej kwestii sprzyja. Virginie Despentes zrobiła to, co nie udało sie mojemu proboszczowi, a mianowicie położyła mnie tą książką na kolana. "Vernon Subutex" jest pod każdym względem powieścią znakomitą. Autorka dociera do mnie zarówno jeśli wziąć pod uwagę język którym się posługuję (w tym względzie duża zasługa przekładu ), tematykę jaką tutaj porusza, jak również stylistykę. Uwielbiam jej tytułowego bohatera i już się cieszę z uwagi na fakt, iż jest to zaledwie pierwszy tom trylogii, która mam nadzieję ukaże sie nakładem Wydawnictwa Otwartego. Pomimo całego rozgłosu towarzyszącego tej książce, nie można mówić w żadnym wypadku o tym, by była ona przereklamowana. Spełnia ona moje oczekiwania, które były ogromne, a myślę że dobrą decyzją było nie czytanie wcześniej opinii i recenzji tej książki, jak również odłożenie na później wywiadów z autorką. Za najlepszą zachętę posłużył mi zarys treści w opisie oraz poniższe zdjęcie zamieszczone na stronie wydawnictwa, które wzbudziło moją sympatię do Virginie Despentes i chęć zapoznania się z jej twórczością.










Virginie Despentes nie jest pozerką. Jej wizerunek i przekaz zawarty w twórczości idą w parze, a lektura jej pierwszej książki to prawdziwa uczta dla wyobraźni i swoisty rodzaj eksperymentu i integracji z czytelnikiem zmuszających go do autorefleksji. Przejdźmy więc do sedna - Vernon Subutex to podstarzały już punkrockowiec, który egzystuje sobie z dnia na dzień, korzystając z zasiłku socjalnego, aż do czasu kiedy system pokazuje mu "fucka" , a zajmująca się nim pracownik socjalna, którą postrzega jako osobę sympatyczną i sprzyjającą mu, postanawia pozbawić go zasiłku z uwagi na jego słabość do używek. Z dnia na dzień traci dach nad głową i będzie musiał poradzić sobie z ekstremalną - nawet jak na niego - sytuacją. Wprawdzie eksmisja wisiała nad nim od jakiegoś czasu, a wyrok odwlekany był między innymi dzięki uprzejmości przyjaciela, ale tak czy inaczej nie udało mu się do tego przygotować. Zaopatrzony w skompletowany przypadkowo i naprędce bagaż Vernon wyrusza w swoją odyseję ulicami Paryża w poszukiwaniu schronienia i pożywienia. Mimo tego, że nasz bohater zostaje pozbawiony możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb, to nie poprzestaje on na zagospodarowaniu przestrzeni własnego żołądka i zapewnienia sobie podstawowych potrzeb bezpieczeństwa, ale podczas swej podroży podejmie próbę wypełnienia pustki i samotności mu towarzyszącej w życiu. To właśnie poszukiwanie pełnowartościowej, bezinteresownej relacji z drugim człowiekiem, a choćby nawet jej fragmentu stanowi główne przesłanie książki Virginie Despentes.


Myślę sobie, że odbiór i interpretacja "Vernon Subutex" to kwestia bardzo indywidualna, a to przede wszystkim na fakt, iż autorce udało się dokonać sztuki wręcz nieprawdopodobnej jeśli chodzi o literaturę społecznie zaangażowaną w dzisiejszych czasach, a mianowicie pozostała prawie neutralna światopoglądowo. Wprawdzie można się doszukać pewnych przesłanek ukazujących jej światopogląd mocno zakorzeniony w nurtach lewicowych i wolnościowych, ale nie robi tego wprost i w żadnym wypadku nie można jej zarzucić nachalności w tym temacie. Podczas wędrówki Vernon spotyka cały wachlarz ludzkich osobliwości żyjących w diametralnie różnych rzeczywistościach i kierujących się odmiennymi wizjami otaczającego świata. Mamy tu do czynienia z osobami o poglądach skrajnie prawicowych, lewicujących, transwestytów, dziwki, spekulantów finansowych, lekkoduchów....Możemy przyjrzeć się jednostkom, które cechuje otwartość i liberalizm i tym konserwatywnym , często wręcz schizoidalnie nastawionym do otoczenia. Wkraczamy w świat nihilizmu i autodestrukcji, a jednocześnie obserwujemy piękno tam, gdzie szukalibyśmy go na samym końcu, bądź w ogóle nie spodziewalibyśmy się go tam znaleźć. To co autorce udaje się wręcz doskonale to umiejętność stworzenia nam warunków do spojrzenia na otaczający nas świat z różnorakiej perspektywy, a dzięki temu stara się nas ona ostrzec przed wydawaniem zbyt szybkich sadów i generalizacji. Virginie Despentes pokazuje nam jak w tym całym hałasie, tłumie i wszechogarniającym pędzie odnaleźć jednostkę i poświęcić jej chwilę czasu - wejść z nią w interakcję.


Charakterystycznym językiem dla powieści "Vernon Subutex" jest język buntu, którego wyraz znajdziemy tutaj w narracji, która jest szybka, bezpośrednia i bezkompromisowa. Autorka skupia się na konkretach, daruje sobie sztuczne opisy na rzecz bezpośredniego języka, który cechuje często wulgaryzm, ale nie ten na pokaz tylko znajdujący w przekazie swoje uzasadnienie. Udaje jej się skutecznie rozbijać strukturę i bawić się formą, dzięki temu nie popada w rutynę i cały czas skupia uwagę na przesłaniu, które - zaznaczę jeszcze raz - możemy odkryć sobie sami, a nie jest nam one narzucane. Bunt jest też wyrażany za pomocą muzycznej sceny alternatywnej, której wykonawców mniej lub bardziej znanych znajdziemy tutaj sporo. Ta książka wręcz zawiera własną ścieżkę dźwiękowa , a dzięki Virginie Despentes odkryłem kilka "składów" o których istnieniu nawet nie wiedziałem . Smaczku dla polskich czytelników doda fakt, iż pojawia się nawet odniesienie do kultowego - jak się okazuje nie tylko w naszym kraju - Dezertera. Co do moich odkryć to załączę jedno z nich na koniec tego tekstu (co za muza !), a kończąc już - bo jak zwykle zbytnio się rozpisałem- zaznaczę jeszcze raz gdyby ktoś nie zdołał zauważyć tego w wydźwięku mojej opinii - "Vernon Subutex" to prawdziwa petarda i wręcz trzeba ją przeczytać !