środa, 13 lipca 2016

Śmiejąc się w drodze do meczetu. Przygody muzułmanki w zachodnim społeczeństwie - Zarqa Nawaz





Podobnie jak opisywany przeze  mnie ostatnio tutaj film "Wszyscy albo nikt" tak i książka "Śmiejąc się w drodze do meczetu" powala na łopatki i skutecznie rozbraja stereotypowe myślenie o muzułmanach. Podczas gdy ciągle jesteśmy straszeni tym, że zostaniemy potencjalną ofiarą samobójczego ataku kiedy tylko spojrzymy na wyznawcę islamu, to raz po raz wgłębiając się w tamtejszą kulturę i zadając sobie choćby odrobinę trudu polegającego na poznaniu tamtejszej specyfiki okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Mało tego tak jak miało to miejsce w przypadku reżysera wspomnianego filmu, tak i autorka książki " Śmiejąc się w drodze do meczetu" posiadają poczucie humoru i dystans do siebie. Ich zdrowego i dojrzałego,  ale przede wszystkim ludzkiego podejścia do swojej kultury i wiary, mogliby im pozazdrościć wyznawcy naszej rodzimej sekty pewnego ziejącego jadem i nienawiścią "ojca". Powiem tak - uśmiałem się tutaj w niejednym momencie niemal do łez, co nie znaczy że nie wywołała ta książka u mnie głębszych refleksji, bo jest też i miejsce na zastanowienie naszego stosunku do wszystkiego co inne, nowe, różniące się od naszej wizji świata

Ktoś kiedyś wykazywał na ogromną rolę poczucia humoru w budowaniu zdrowych relacji z ludźmi. Niby taka oczywista kwestia, a jednak chyba nie do końca patrząc na spory deficyt w tym względzie kiedy mówimy o budowaniu relacji międzyludzkich nie tylko jeśli chodzi o małe społeczności. Nie ma tolerancji bez poczucia humoru, bo jest to niemalże jednoznaczne z brakiem dystansu. Tolerancja zaczyna się w momencie, kiedy staramy się zobaczyć perspektywę drugiego człowieka, który ma kompletnie inaczej poukładaną wizję świata od naszej. łatwo jest mówić o tolerancji jeśli jest to kwestia abstrakcyjnej dyskusji, ale jeśli ktoś z naszego najbliższego otoczenia zaczyna się ubierać zupełnie inaczej niż my, mówi o Bogu którego kompletnie nie rozumiemy, bo go nie znamy, nie je mięsa, albo je tylko określony jego rodzaj, nie bierze udziału w praktykach dla nas oczywistych i niegroźnych to często może to drażnić. Mało tego może być taki fakt rozpatrywany w kategoriach dziwactwa, "wymyślania", "wydziwiania", czy jak tam chcemy to nazywać. Myślę, że taka reakcja jest całkiem naturalna, ale też po niej powinna następować refleksja i próba zrozumienia. W przeciwnym wypadku, jeśli do takowej refleksji nie dochodzi, to można założyć że mamy do czynienia z osobnikiem bezrefleksyjnym. Idąc dalej - albo taki "model" jest swego rodzaju analfabetą społecznym, albo ignorantem, bądź co najsmutniejsze - nie ma woli budowania zdrowych relacji z otoczeniem. Można się obrażać, można prezentować święte oburzenie, ale taka jest prawda. 

Książka napisana przez Zarqa Nawaz pokazuje nam dlaczego błędnym założeniem - powiem więcej - idiotycznym postulatem, jest oczekiwania od muzułmanów, czy jakiejkolwiek innej mniejszości wyrzeczenia się własnej tożsamości, zwyczajów, ubioru, czy praktyk religijnych na rzecz tych które są charakterystyczne dla kraju do którego emigrują. Decyzja taka będzie się bowiem wiązała z wyrzeczeniem siebie, a to zwyczajnie jest nieludzkim postulatem wobec nich. Mylnym jest też odbieranie zachowania emigranta, który manifestuje swoją odmienność jako prowokowanie do konfliktu. Specyfika ich kultury musi kontrastować z tym co jest związane z kulturą zachodnią z tej prostej przyczyny, że obie kultury diametralnie się różnią. Trudno tu więc mówić o złej woli. Każdy z nas manifestuje swój sposób myślenia w rozmaity sposób na zewnątrz. Tak już jesteśmy skonstruowani i jak dla mnie to dodaje nam kolorytu w perspektywie globalnej wioski. Czasem nasi goście z innych rejonów świata skarżą się na to że są nierozumiani. Zarqa Nawaz wybrała inną metodę - ona przedstawia te nieporozumienia z przymrużeniem oka w postaci zabawnych anegdot, co jest pewnie łatwiejsze do przyjęcia i poddania pod refleksję. 

Zarqa Nawaz nie skupia się jednak w swojej książce tylko na trudnościach,  które mają miejsce na linii islam - zachód. Ona posuwa się dużo dalej,  a to świadczy już o sporej odwadze. Porusza bowiem również kwestie związane z miejscem kobiety w islamie,  wytyka przekłamania i nieścisłości które mają miejsce wewnątrz jej religii,  która jest rozumiana w odmienny sposób jeśli chodzi o podejście konserwatywne i nurty postępowe. Pokazuje tym samym jakiej ewolucji dokonuje to wyznanie i w ten sposób zamyka usta tym, którzy zarzucają islamowi zacofanie i ciemnogród. Myślenie archaiczne nie jest bowiem czymś co można przypisać jednej społeczności czy religii,  ale bardziej pewnym ludziom którzy występują w każdej wspólnocie. Wśród katolików czy protestantów na ten przykład też można znaleźć osoby,  które moim zdaniem prezentują poglądy mocno zacofane i doszukują się wpływu diabła z równym zacięciem,  a nawet może fanatyzmem jak robią to fundamentaliści islamscy. Czy powinniśmy ich tolerować z ich poglądami?  Oczywiście,  że tak, ale też tylko do momentu gdy swojego myślenia nie narzucają innym,  bądź nie prezentują retoryki krzywdzącej inne grupy społeczne czy poszczególne jednostki. Ci sami bowiem którzy głoszą pokój i szacunek dla drugiego człowieka w ramach wspólnoty katolickiej,  znajdują się wśród  muzułmanów,  jak i ateistów, katolików,  czy protestantów. Podobnie Ci którzy wprowadzają szariat i dyskryminują kobiety w imię Allaha, używają Boga w Trójcy Jedynego do usankcjonowania odczłowieczonej, służebnej roli kobiety czy stworzenia państwa stricte katolickiego. Pewne typy ludzkie pojawiają się po każdej stronie i wyznanie nie ma tu znaczenia,  podobnie jak szeroko rozumiana kultura,  bo one bardziej wpływają na sposób przekazu tych samych treści. Takie moje refleksje po tej książce. 

Znowu mi się rozwlekła recenzja i nie wiem czy się nie zapętliłem,  ale w przypadku opinii o książce Zarqa Nawaz jestem chyba usprawiedliwiony,  bo ona też ma taką tendencję  do swego rodzaju szaleństwa,  emocjonalności,  chaosu,  czegoś co ja nazywam "popyrtaniem". Jest natomiast w tym wszystkim tak mocno autentyczna, zabawna i tak otwarcie mówi o własnych uprzedzeniach i stereotypach z którymi walczy,  że bez problemu czytelnik zgadza się na wytykanie mu jego uprzedzeń i braków tolerancyjnych. Nie musimy bowiem wszystkiego rozumieć w naszych odmiennych systemach wartości,  ale spróbujmy choć chcieć się zrozumieć. To jesteśmy sobie winni nawzajem jako ludzie. No i każdemu przyda się odrobina dystansu do siebie. Rewelacyjna pozycja! Szczerze ja polecam!