wtorek, 12 lipca 2016

Zadziwiająca historia samotnego listonosza - Denis Thériault



Bardzo przyjemna proza, choć warto od razu zaznaczyć iż nie jest to książka dla każdego. Mimo tego, że mamy do czynienia z historią względnie prostą i z pozoru wydawałoby się mało wymagającą to w rzeczywistości wcale nie czyta się tego lekko, łatwo i przyjemnie. Momentami jest wręcz męcząco i monotonnie, a nawet miałem chwile kiedy Denis Thériault swoją narracją mnie przytłaczał, ale w ogólnym rozrachunku opowieść o tytułowym listonoszu jest warta poznania, a on sam jest rzeczywiście mocno osobliwą postacią. No ale czy ktokolwiek z nas nie czuje się na swój sposób osobliwy? Ja w każdym razie miewam takie myśli na swój temat :)


Kolejny raz kiedy czytam powieść w okolicach setki stron i jestem zaskakiwany przez fakt jak wiele można przekazać używając relatywnie niewielu słów to równocześnie odczuwam wstyd zauważając zbytnią rozwlekłość moich recenzji, które w pewnym momencie stają się jakimś grafomańskim bełkotem ( o ile takie nie są w całości  :D ). Biorąc pod uwagę, że niektóre nawyki są ciężkie do zmiany, to postaram się choćby w niektórych przypadkach powalczyć z tą moją przypadłością i skupić się na samym sednie sprawy. Sami ocenicie na ile mi się ta sztuka uda w niniejszej opinii :)


Zgodnie z deklaracją przechodzę od razu do rzeczy! Książka Denisa Theurialta jest opowieścią o granych przez nas w życiu rolach, o zatracaniu się w odgrywaniu rozmaitych kreacji, a przede wszystkim mamy tu do czynienia z sytuacją kiedy autor wprost ostrzega nas przed konsekwencjami udawania i w rezultacie zagubienia własnej tożsamości. Jak więc widać te gry wiążą się z ogromnym ryzykiem nawet kiedy gramy sami przed sobą, a może zwłaszcza wtedy? Bez zbędnych już dywagacji, w taki właśnie sposób tą książkę odbieram ja. Teraz kilka słów o samej treści - jak dowiadujemy się już na samym początku - tytułowy doręczyciel listów posiada wstydliwy sekret. Nie potrafi się mianowicie powstrzymać przed czytaniem cudzej korespondencji. Nie robi jednak tego hurtowo, a nawet można powiedzieć że w swym procederze jest dosyć wybredny. Czyta tylko te listy, które wpadną mu w oko, a w szczególności upodobał sobie korespondencję pewnej kobiety. Śledzi jej listowną konwersację z mężczyzną i delektuje się nią, a jednocześnie umiera z zazdrości, że nie może być na jego miejscu i żyć jego życiem... A może chodzi o coś więcej... Może chciałby posunąć się dalej i być nim samym? Przejąć jego tożsamość? Kiedy pewnego dnia dochodzi do nieoczekiwanego zwrotu wypadków będzie musiał odkryć przed samym sobą swoje prawdziwe intencje. 


Trudno pisać o tej książce wystrzegając się jednocześnie spojlerów więc zachęcam po prostu do lektury tych stu stron z hakiem, zwłaszcza że wraz z powieścią wręcz skrzącą się od symboli, niedomówień i emocji, otrzymujemy w pakiecie naprawdę niespodziewany i zaskakujący finał. Wszystko to zaś toczy się w atmosferze pogranicza jawy i snu, wyobraźni i rzeczywistości, a nawet śmiem twierdzić fantazji i szaleństwa. Granice natomiast są bardzo kruche i co chwila się zacierają. Brzmi zachęcająco? Mam nadzieję, że tak :)