czwartek, 2 czerwca 2016

Spotlight. Zdrada - Sacha Pfeiffer, Michael Rezendes i inni...










Patologia społeczna - pojęcie tak często nadużywane i stosowane krzywdząco wobec ludzi i zjawisk, które na miano patologii nie zasługują, ale z uwagi na stereotypy i negatywne przekonania takiemu naznaczeniu zostają poddawane przez rozmaitych ignorantów. jednocześnie ci sami ignoranci nie widzą, bądź za wszelka cenę nie chcą dostrzec patologii tam gdzie ona rzeczywiście występuje. Kościół katolicki jako instytucja przodował od lat w kreowaniu krzywdzących stereotypów na temat wszelkich odmienności, to jest ludzi, zjawisk, idei które nie mieściły się w jego zawężonym i nieznoszącym otwartej dyskusji sposobie interpretowania świata. Tak to jednak bywa, że jeśli rzucasz kamieniami w kierunku innych, to często sam nie jesteś już w stanie wygrzebać się z pod głazów. Najlepsza obroną jest przecież atak. Ilekroć ktoś zauważał rysę na świętości instytucji kościelnej, to hierarchowie zwierali szyki i atakowali odwracając uwagę i zaprzeczając, ze dzieje się  wewnątrz kościoła coś złego. Brak pokory? Buta? Jak pokazuje miedzy innymi ten reportaż - coś dużo gorszego - Zdrada. Zdrada wartości chrześcijańskich, zdrada przykazania o miłości bliźniego. Wreszcie zdrada człowieka, jakim był również Jezus.

Ze "Spotlight" pierwszy raz spotkałem się w kinie. Film ten, zresztą dość głośny na świecie i jak się potem okazało - oskarowy, dotyczył jednego z największych chyba współcześnie skandali w ramach kościoła katolickiego, a mianowicie pedofilii w środowisku księży amerykańskich, która została odkryta w śledztwie zapoczątkowanym przez dziennikarzy z " Boston Globe". Śledztwo, które na początku dotyczyło przypadku jednego z księży doprowadziło w rezultacie do wykrycia procederu na ogromną skalę, bo jak się potem okazało przestępstwa na gruncie wykorzystywania osób nieletnich dotyczyły conajmniej 70 księży. Film zrobił na mnie niemałe wrażenie i dlatego kiedy zobaczyłem, że nakładem wydawnictwa Harper Collins, to z początku miałem sobie darować lekturę, bo skoro sprawa jest mi znana z filmu....W rzeczywistości myślę, ze od początku wiedziałem, że książka przedstawia sprawę bardziej dogłębnie i chyba stąd właśnie mój początkowy opór. W końcu jednak udało mi się z nią zmierzyć i nie żałuje. Każdy kto oglądał film powinien śmiało po nią sięgnąć, gdyż nie jest to w żadnym wypadku wtórne co do obrazu filmowego, a myślę że jeszcze bardziej daje możliwość zrozumienia perfidii całego zjawiska, które było udziałem księży - jak się okazuje - nie tylko z Bostonu. Kto natomiast kompletnie nie zna sprawy - tym bardziej powinien przeczytać. ostrzegam jednak - " Spotlight" na zawsze podważy wasz obraz kościoła jaki znacie.

Najtrudniejsze dla mnie w lekturze tej książki były fragmenty ukazujące szczegóły dotyczące nadużyć seksualnych wobec dzieci. Myślę, że mój opór przed tymi treściami nie jest niczym dziwnym i pewnie te fragmenty będą dla większości czytelników trudne, ale ich poznanie jest niezbędne, aby skonfrontować późniejszą postawę przywódców kościoła w Stanach Zjednoczonych która polegała na udawaniu że nie ma problemu, a potem próbie zatuszowania sprawy. Historie poszczególnych ofiar tu przedstawionych powodują dużo więcej niż obrzydzenie wobec sprawców. Powodują u mnie przynajmniej gniew, kiedy zrozumiałem ogrom krzywd. które były wyrządzane przez księży wobec bezbronnych - i co najgorsze - już wystarczająco pokrzywdzonych przez los dzieci. Dzieci wykorzystywane seksualnie przez duchownych pochodziły bowiem najczęściej z rodzin niepełnych, dotkniętych problemami w postaci uzależnień, biedy, a nawet bezdomności. Tym bardziej ich potrzeby były niezaspokojone i kiedy udawało się im pokonać nieufność i poraz kolejny obdarzyć zaufaniem drugą osobę, to okazywało się, że zamiast wybawcy natrafiały na kolejnego drapieżnika. Drapieżnik to bowiem chyba najbardziej odpowiednie słowo charakteryzujące pedofili, tak samo tych pedofili-księży , którzy czaili się na swoje ofiary, okrążali je i zapędzali do pułapki, aby w rezultacie zaatakować i później nie pozwalając wydostać się ofierze z potrzasku nawet przez lata. Cierpienie jakim zostały poddane ofiary jest niewyobrażalne, a mimo że czyta się o tym ciężko to myślę, ze jest to swego rodzaju obowiązek wobec ofiar i postawa przeciwstawna do ignoranckiej postawy choćby biskupa Lawa, który znając te same fakty co my jako czytelnicy tej książki potrafił reagować obojętnie i wyzbyć się cienia empatii do ofiar na rzecz oburzającej wręcz lojalności wobec swych kolegów i podwładnych. Tu dochodzimy do najistotniejszej chyba - przynajmniej w moim odczuciu - warstwy tego reportażu...

Reporterom ' Boston Globe' udało się w bardzo profesjonalnym śledztwie dziennikarskim przedstawić fakty, które obnażyły machinę niemal mafijnych powiązań osób zamieszanych w proceder pedofilii na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Jeżeli jeszcze można starać się traktować sprawcę jako osobę chorą i wymagającą pomocy, to  w żadnym wypadku nie ma usprawiedliwienia dla osób które wiedzą, że taka osoba krzywdzi dzieci i nie reaguje, nie staje w obronie ofiary, a broni sprawcy. To niewybaczalna postawa. To przestępstwo. Zastanawiałem się często przy lekturze tej książki jaka ideologia, jakie pobudki muszą kierować człowiekiem, który wiedząc że ksiądz molestował dzieci - wysyła ego księdza do pracy z młodzieżą zamiast taką niebezpieczną osobę izolować i poddać obowiązkowej terapii. Choroba może wyjaśniać czyny człowieka, ale nie usprawiedliwia ich. Chorobę, która powoduje cierpienie osób niewinnych powinno się leczyć, a nie tolerować, a wręcz nawet "legalizować ją". Ogrom osób, które wiedziały bezpośrednio i pośrednio o czynach księży pedofilów i zamiast pomóc chronić ofiary przymykały oczy - przeraża. Nie chodzi tu zresztą tylko o środowisko kościelne, ale urzędnikow państwowych i zwykłych postronnych ludzi. Do końca biskupi tłumaczyli się niewiedzą, co jak wykazują dokumenty w tej książce, jest kłamstwem. Kłamstwem, którego długo im nie wybaczą wierni. Kłamstwem, które uczyni bardzo trudnym odzyskanie zaufania u ludzi. Wreszcie kłamstwem, które uderza również w tych duchownych i te osoby zaangażowane w życie kościelne, których dotknęła odpowiedzialnosć zbiorowa. Oni też są ofiarami ignorancji sporej gruoy osób trzymających władzę w kościele. 

Pisanie o sprawach związanych z krytyką wobec kościoła to temat delikatny, a nie powinien być. Właśnie bowiem ten strach i zbytnia pobłażliwość powoduje, ze jest to instytucja tak mocno odporna na zmiany. Brak zmian powoduje zaś cofanie się i podatność na patologie. Myślę, że śledztwo opisane w tej książce przyczyniło się do początku ważnej dyskusji, dotyczącej konieczności reform w kościele. Ponadto pokazało, ze pragnienie kościoła do rozwiązywania własnych problemów w swoim gronie bez poddania tych działań ocenie wiernych i nawet ludzi spoza wspólnoty katolickiej jest żądaniem z którym nie można się zgodzić. Kościół powinien być częścią społeczeństwa otwartego, a nie zamkniętą, archaiczną strukturą, która staje tyłem do ludzi i rządzi się własnymi prawami. Co innego bowiem potrzeba ochrony swobód religijnych, a co innego żądanie przywilejów do działania poza prawem i zasadami ogólnego współżycia społecznego. Poza tym nadszarpnięte zaufanie można odbudować poprzez przyznanie się do winy i chęć pracy zmierzajacej do poprawy. Tej chęci do dialogu jednak moim zdaniem ze strony kościoła - choćby w naszym kraju - ciągle mało, a szkoda bo wiara to coś ważnego w życiu wielu ludzi, ale jak się okazuje piękna ideologia może być skutecznie niszczona przez wadliwie działające instytucje...

Najbardziej jednak boli w "Spotlight" cierpienie i samotność ofiar....