niedziela, 18 grudnia 2016

Gdzie są chłopcy ( i dziewczęta ) z tamtych lat ?


czyli osobiste refleksje po filmie "Jarocin. Po co wolność"


Gadam sobie ostatnio z przyjaciółką na świeżo po projekcji filmu dokumentalnego "Jarocin. Po co wolność" Leszka Gnoińskiego i Michała Gajczaka i rzucam bez namysłu coś w stylu: "Strasznie mi się tak fajnie, sentymentalnie po tym filmie zrobiło...", a ona na to że jej z kolei smutno. Kiedy do mnie dotarło i przekopałem się przez swoją głowę, to zrozumiałem co miała na myśli i że mi też tam pod spodem jest smutno. Dlaczego? Pewnie dlatego, że te czasy już nie wrócą i nie zrozumcie mnie źle, nie jestem oszołomem który nie potrafi ruszyć do przodu i rozpamiętuje przeszłość zamiast skupić się na tu i teraz i planować własną przyszłość. Prawda natomiast jest taka, że ludziom wychowanych na buncie i ideałach tamtego okresu trudno się żyje w dzisiejszej rzeczywistości i kiedy ten fakt dociera do świadomości to można poczuć się odrobinę zagubionym pośród tego co obecnie ma miejsce w naszym i jak się okazuje nie tylko naszym społeczeństwie...

 
Już sama projekcja filmu, która miała miejsce w moim ulubionym "Janosiku" i towarzyszące jej okoliczności coś ważnego pokazują. Sala, która w latach dziewięćdziesiątych byłaby wypełniona po brzegi ( z tą myślą też zakupiłem wcześniej bilet ) jest zajęta tylko w połowie i to bardziej chyba w moich życzeniowych obliczeniach ta połówka nawet była osiągnięta.To wszystko mimo bardzo fajnie zorganizowanej akcji promocyjnej w wykonaniu sympatycznej "janosikowej ekipy". Spoty promujące imprezę naprawdę fajnie wyglądały i wielki szacun, że tak podchodzicie do waszej misji, bo myślę sobie że w waszym wypadku nie jest to zbyt górnolotne określenie. "Ka my som ?" - jak zwykł mówić kolega z dzieciństwa. No właśnie gdzie jesteśmy z tą całą wolnością i buntem przeciwko systemowi totalitarnemu? Gdzie jest nasz sprzeciw przeciw konformizmowi? Gdzie obrzydzenie tą całą plastikową kulturą masową? Jak tam z naszym stosunkiem do konsumpcjonizmu? Co myśleć o tych, którzy kiedyś z anarchią przyszytą na ramieniu i bluzgiem na ustach słuchali antyklerykalnych tekstów Kobranocki, a dzisiaj wraz z Frondą, ONR-em i innymi zamiast o równość i braterstwo to walczą o ludzkie dusze i ich kasę oraz szerzą nieufność wraz z nienawiścią. 



 


Jestem skłonny zrozumieć jeszcze fakt, że niektórym z nas mniej się chce, że mamy po prostu inne priorytety i obowiązki, że nie możemy całej energii i czasu poświęcać tak jak w młodości na idealizm, a życie wymaga od nas rozmaitych kompromisów. Naturalne jest dla mnie to, że wraz z wiekiem widzenie świata w kategoriach czarno-białych jest wypierane ( i słusznie ) przez rozmaite odcienie szarości. Wydaje mi się logiczne, iż żaden z nas nie jest w stanie rzucić wszystkiego tak jak robiło się to kiedyś i walczyć o to co wydaje mu się słuszne, a spontaniczność coraz częściej zastępujemy pewną kalkulacją. Myślę, że jest to ok, pod warunkiem że pozostawimy sobie choć odrobinę tego spontanu i radości, tej dziecięcej czasem naiwności, a kalkulacja nie będzie zimna i bezduszna. Czasem pozwolimy sobie na otwartość nawet kosztem wykorzystania czy śmieszności. Tak właśnie staram się postępować i wiem , że jest wielu którzy jednak pozostali wierni tym swoim młodzieńczym ideałom i choć nie uważam, że tylko mój sposób myślenia jest słuszny to jedno wiem na pewno - skrajny, prawicowy ksenofobiczny, ultranarodowy, konformistyczny, konserwatywny model życia w kierunku którego poszli niektórzy z dawnych moich znajomych z pewnością słuszny nie jest. Nie jest słuszny z jednego prostego powodu - otóż ogranicza on wolność i to nie tylko własną, bo tu już należy pozostawić każdemu prawo wyboru, ale przede wszystkim ogranicza wolność innych ludzi, a tego nam robić po prostu nie wolno ! Całe to wpieranie nam głupot, że na tym polega dorosłość i dojrzałość to bzdura. Tym bardziej wkurza jeśli takie bzdury padają ze strony starych punkowców i hipisów, podczas gdy na poziomie potrafi zachować się osoba, która mimo że sama jest mocno wierząca z sympatią i uśmiechem będzie życzyć Ci dobrej zabawy na koncercie Behemotha. I znowu pojawia się smutek na temat kondycji dawnych ziomków kiedy pomyślę, że ich nie stać na taką tolerancję i poszanowanie odmiennych często dziwnych z własnej perspektywy poglądów i upodobań, a stać matkę dwojga dzieci która nigdy specjalnie nie kontestowała rzeczywistości opartej na obłudzie, nie była w subkulturze, nie wywodzi się z "tych klimatów" albo osiemdziesięcioletnią babcię, której można by wybaczyć brak zrozumienia dla takiego Nergala...

Żaden system nie miałby szans przetrwania w takiej opresyjnej, aroganckiej formie jak ma to miejsce teraz gdyby nie ludzie, którzy pozwalają mu na to. Żadna ideologia bazująca na tak bezczelnych stereotypach i uproszczeniach, populizmie i najprostszych tak naprawdę dla inteligentnego człowieka manipulacjach nie uchowała by się gdyby nie żyzny grunt na który pada. Tą glebą którą zachwaszczono są rzesze sfrustrowanych reprezentantów między innymi mojego pokolenia, którzy pogubili się gdzieś po drodze, ale są to też przede wszystkim Ci, którzy dopiero teraz wchodzą w dorosłość. Tu chyba tkwi źródło mojego największego niepokoju i wielka niewiadoma. Nie potrafię czasem zrozumieć tych postaw młodych ludzi, bo podczas gdy w moim dojrzewaniu bunt i kontestacja przeciw systemowi były nieodłączne i kształtowały moją tożsamość, to dzisiejsza młodzież często oddaje swoją wolność walkowerem. Pozbywa się własnej autonomii wybierając politykę i pieniądz. My brzydziliśmy się kasą, firmowymi ciuchami, a od polityki z daleka, bo to wszystko ograniczało swobodę. Dziś osiemnastolatkowie wstępują do partii zamiast organizować się w subkultury, nie poszukują pomysłu na siebie, bo wolą sięgnąć po gotowce serwowane przez serwisy społecznościowe i "pseudo-wodzów" których my wyczuwaliśmy na kilometr. Często klonują się nawzajem jeśli chodzi o ubiór w miejsce podkreślania własnej odrębności i indywidualizmu. Mógłbym tak wymieniać długo, ale myślę że "you know what i mean"...

Nie chcę oczywiście uogólniać swojego zdania na temat współczesnej młodzieży, bo znam masę fajnych młodych ludzi, którzy nie dają się złapać na tą ściemę i szukają własnej drogi, czytają książki, chodzą na koncerty, słuchają muzyki z poza mainstream, prowadzą blogi, udzielają się w ramach wolontariatu i angażują się społecznie. Potrafią oni bronić słabszych, eksplorować, rozwijać się, wychodzić poza schemat. Wtedy budzi się we mnie nadzieja, że jeszcze będzie pięknie...Tak jak wtedy kiedy czasem w drodze do pracy widzę pośród tego uniformizmu pojedyncze dzieciaki z Kurtem Cobainem na T-shircie, albo kiedy na przystanku oczom moim ukazuje się zajebiście skrojony irokez na głowie jakiegoś nastolatka w koszulce Pidżamy Porno. Wtedy rodzi się we mnie na nowo nadzieja, że jeszcze nie jesteśmy skazani na zagładę :) Bo pamiętajcie, że tak naprawdę liczy się peace, love and understanding after all :) Więc sorry za to moje gderanie, ale z drugiej strony nikogo nie zmuszałem do czytania tego i w pełni szanuję jeśli macie inne zdanie :) Zostawcie komentarz jeśli macie ochotę, chętnie poznam wasze zdanie :)