czwartek, 15 grudnia 2016

Lampiony - Katarzyna Bonda








Na "Lampiony"  wyczekiwałem z niecierpliwością, zwłaszcza że poprzednie tomy z serii o profilerce Saszy Załusce zrobiły na mnie duże wrażenie. Sam się więc dziwię, że dopiero teraz sięgam po tą książkę, albowiem premiera miała miejsce lata świetlne temu, a ja wciąż zwlekałem, odciągałem, a kolejne książki wskakiwały do kolejki w miejsce przeznaczone dla Bondy właśnie. Myślę sobie, że po prostu potrzebowałem czasu żeby ochłonąć po całym tym medialnym szumie wokół "Lampionów" i podejść do lektury z czystą głową. Mam wrażenie, że za niskie oceny książki choćby na znanym i lubianym przeze mnie portalu lubimyczytać.pl, odpowiedzialne są w równym stopniu hejterskie wręcz ataki zazdrosnych o popularność wszelkiej maści krytyków jak i "znawców" książek jak również zbyt nachalna promocja tej książki.

Jeśli odłożyć na bok wszelkie dyskusje dotyczące koronowania Katarzyny Bondy na królową polskiego kryminału i analizy filozoficzne rozkładające jej książkę na drobne ( widziałem jeden program w "reżimowej" TV, który nie dość że był strasznie nudny, to jeszcze jeden z "ekspertów" tak mnie drażnił swymi atakami w kierunku autorki, że aż ręce opadały niczym jesienne liście z drzew  ) to z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że mamy do czynienia z naprawdę dobrym kryminałem. No i właśnie tutaj dotykamy istotnej kwestii dotyczącej gatunkowego powinowactwa cyklu "Czterech żywiołów", bo osobiście należę do tych którzy nie traktują tego cyklu jako kryminalnego. Jest to powieść złożona w której przenikają się rozmaite gatunki i nie widzę potrzeby szufladkować jej jako kryminał, nawet jeśli mówimy o kryminale obyczajowym. "Lampiony" to książka określana jako powieść, której głównym bohaterem jest miasto i dużo w tym racji, co potwierdza sama autorka mówiąc o takim właśnie zamyśle w rozmaitych wywiadach. Chciała poświęcić swoją uwagę temu miastu, pragnąc ukazać jego złożoność i naprawdę należy się jej ogromne uznanie patrząc na wysiłek którego dokonała żeby wgryźć się w Łódź. Spędziła sporo czasu na poznawanie Łodzi z całym jej ekosystemem, topografią, historią i czuje się to na kartach tej książki. To co niektórzy widzą w kategoriach nudy i niepotrzebnych dłużyzn, ja osobiście traktuje jako swoistą psychoanalizę, której autorka poddaje mieszkańców poszczególnych dzielnic, blokowisk, klatek schodowych, kanałów. Sama intryga kryminalna jest tu jakby jedynie pretekstem do tej właśnie roli "Lampionów" i dlatego jeśli ktoś podchodzi do tej książki jak do typowego kryminału to może czuć się zawiedziony.

Poświęćmy więc trochę uwagi kryminalnym wątkom poruszanych w powieści Katarzyny Bondy, otóż niewątpliwie jest ona skonstruowana w taki sposób, że wymaga od czytelnika sporego skupienia i wysiłku aby się nie pogubić w tych wszystkich postaciach, które są bohaterami dramatu. Dodatkowo koncentracji wymaga od nas fakt, iż akcja nie ogniskuje się wokół jednego bohatera, ale każda z postaci, nawet tych drugoplanowych ma tutaj swój głos i całą intrygę jesteśmy zmuszeni śledzić raz po raz z różnej perspektywy. Jeśli chodzi o całokształt to z pewnością dodaje to atrakcyjności i wartości samej książce i wymaga sporego kunsztu od autorki, ale nie ukrywam że mi również momentami było ciężko się nie pogubić. No ale znając już twórczość Katarzyny Bondy nie ukrywam, że tego właśnie się po niej spodziewałem w odróżnieniu od niektórych osób, które jak przypuszczam oczekiwały klasycznego, stereotypowego wręcz kryminału. Jeśli więc "Lampiony" to pierwsza okazja do kontaktu z Katarzyną Bondą, to wcale nie dziwi mnie, że niektórzy mogą być zaskoczeni, ale jeśli ktoś wcześniej czytał jej książki, a tym bardziej jeśli ma za sobą "Pochłaniacza" i "Okularnika", to przyznam szczerze że nie rozumiem tego narzekania i wieszania kotów po autorce. W żadnym wypadku "Lampiony" stylem i poziomem nie odbiegają od tamtych części cyklu.

Podsumowując, bo w związku z faktem iż tak dużo już zostało napisane o książce Katarzyny Bondy, to nie uważam żebym mógł coś więcej sensownego czy odkrywczego wnieść w tą dyskusję, chciałem zaznaczyć że celowo nie odniosłem się do zarysu intrygi zawartej w "Lampionach". Wynika to z faktu, iż jak zwykle nie mam zamiaru wyłożyć się zamieszczając spojler, ale dodatkowo w tym przypadku chciałem w ten sposób podkreślić, iż moim zdaniem nie to jest w jej książkach najważniejsze. Zamiast skupiać się na głównej bohaterce, na prowadzonej przez nią sprawie, Katarzyna Bonda kładzie nacisk na tło i nie mam tu na myśli samego miasta Łodzi, ale języka używanego przez jej mieszkańców, specyficznego klimatu rządzącego relacjami międzyludzkimi i rysu charakterystycznego dla poszczególnych grup społecznych zamieszkujących to miasto. Katarzynie Bondzie udało sie na tyle zaintrygować mnie nakreśloną tu wizją Łodzi, że choć tam jeszcze moja noga nie postała, to z pewnością w najbliższym czasie się to zmieni. 

p.s. wszystkim krytykom doszukującym się w "Lampionach" nieścisłości, przerysowań, patosu i innych "grzechów' odsyłam do wypowiedzi autorki, która zaznacza że humor i dystans są niezbędne do właściwego odbioru zawartych tu treści :)