niedziela, 6 listopada 2016

Krótka historia siedmiu zabójstw - Marlon James





Książka Marlona Jamesa na samym już początku, kiedy jeszcze zobaczyłem pierwsze jej zapowiedzi, wzbudziła u mnie duże zainteresowanie. Moje uczucia trochę straciły na sile kiedy odkryłem, że to kolejna "cegła", a tych staram się ostatnimi czasy unikać. Nie mam jakiegoś większego uzasadnienia, może po prostu nie zawsze ilość przekłada się na jakość. Od tego momentu mój stosunek był raczej ambiwalentny, ale jeśli Regał Nowości twierdzi, że tą książkę należy przeczytać, to nie ma co się zastanawiać tylko się bierze "cegłę" w dłoń i się ją czyta. Swoją drogą e-czytniki mają ten plus ( ciekawe czy też tak macie? ), że nawet te 700+ stron jakoś tak szybciej schodzi niż w przypadku książek papierowych, a może po prostu to kwestia tego niespotykanego przeze mnie dotąd języka jakim ta powieść została napisana. Zacznę od tego, że ta książka jest....rewelacyjna! 

Szczególnie na samym początku towarzyszył mi spory entuzjazm wynikający z obcowania że stylem,  który zachwyca swoją świeżością. Bardzo podoba mi się to jak charakteryzuje powieść Marlona Jamesa Michiko Kakutani, czyli najważniejsza recenzentka "The New York Times", a pisze ona tak - "Ta książka jest jak remake filmu Nierówna walka, w reżyserii Quentina Tarantino, do muzyki Boba Marleya, ze scenariuszem Olivera Stone’a i Williama Faulknera, doprawiony szczyptą marihuany najlepszego sortu!". Lepiej bym tego nie ujął :) Już od pierwszych wersów czyta się "Krótką historię...", która wcale nie jest taka krótka, wyśmienicie i człowiek delektuje się wręcz każdym słowem w doskonałym przekładzie Roberta Sudóła. Jak się szybko okazuje, tytuł jest mylący nie tylko w kwestii jej długości, ale również co do zawartej tu tematyki, bo mimo że Bob Marley stanowi jakby jądro tej opowieści, to nie jest tu najważniejszy. Bohaterem jest Jamajka. Jest to Jamajka inna niż moje osobiste wyobrażenia na temat tego kraju. Zawsze wydawało mi się,  iż jest to miejsce,  gdzie mocno zakorzeniony jest pokój ,luz,  a jej mieszkańcy gibią się w rytm rege i starają się nikomu nie wadzić. Marlon James prezentuje nam Jamajkę brutalną, czasem odrażającą, często szokującą, a jednocześnie tym jej obrazem intryguje i przykuwa uwagę czytelnika. 

Mamy tu do czynienia z prawdziwą strefą wojny i wcale nie posuwam się tu do przesady. Strona po stronie bohaterowie tych wydarzeń snują swoje historie. W tym specyficznym słowotoku mamy do czynienia ze wstrząsającym sprawozdaniem z brutalnej walki miejscowych gangów o strefę wpływów. Miała być historia zamachu na Boba Marleya,  a przynajmniej takiej oczekiwałem ja,  a w zamian za to Marlon James serwuje nam kilka historii ,  które wprawdzie są osnute wokół tego zamachu,  ale tak naprawdę stanowi on jedynie bazę wyjściową i nie on jest tutaj najważniejszy. Losy każdego z tych bohaterów mogły by śmiało posłużyć na tematykę osobnych powieści ,  bo mimo że zachodzą na siebie nawzajem to jednocześnie autor zadbał o ich suwerenność. Oprócz regularnej wojny gangów która z ulic Jamajki przenosi się następnie na ulice USA mamy tu także bardzo ciekawy wątek ingerencji służb specjalnych,  a ściśle rzecz biorąc CIA w sytuację na Jamajce. Poraz kolejny okazuje się,  że ze strachu przed komunizmem Stany Zjednoczone także w tym wypadku przyczyniły się do destabilizacji sytuacji politycznej i społecznej,  a wspieranie przez nich ludzie budowali swoje narkotykowe imperium zbrodni, które szerzyło terror i doprowadziło do cierpienia wielu ludzi. Co do samego Boba Marleya to zdecydowanie był on bardzo niewygodny dla wielu możnych i wpływowych tego świata i dlatego został wydany na niego wyrok,  a dlaczego nie doszedł do skutku plan jego zgładzenia ,  to już odsyłam was do książki . 

"Krótka historia siedmiu zabójstw" to z pewnością nie jest książka przegadana, choć mamy tu sporo "gadania". Są to natomiast słowa, które mają moc karabinu maszynowego i z prędkością automatu wydobywają się z ust poszczególnych narratorów. Mamy tu miks rozmaitych gatunków,  stylów a całość wydaje się być potwierdzeniem zmian w literaturze, które są obecnie faktem dokonanym, a dowodem na to jest Nobel dla Boba Dylana. Zmiany te wiążą się z przesiąknięciem literatury muzyką i obrazem filmowym, które to środki wyrazu w dużym stopniu stanowią o wartości i sile powieści Marlona Jamesa. Muzykę słychać nawet wtedy kiedy nie mamy do czynienia z bezpośrednimi z niej cytatami w postaci tekstów piosenek czy też tytułów przebojów. Mam podobne odczucia jak Michał Nogaś, który w niektórych fragmentach narracji słyszał wręcz utwory muzyczne. Podobnie rzecz się ma z X-tą muzą, bo wyobraźnia po kontakcie z "Krótką historią siedmiu zabójstw" podsuwa obrazy bazujące na najlepszych filmach akcji. Czasem są to klimaty w rodzaju "Ojca Chrzestnego",  czasami widzimy w głowie filmy z pod znaku firmowego Tarantino czy Guya Ritchie.  Zdecydowanie jest to jedna z ważniejszych książek 2016-ego roku i zasługuje na miano "must read" i w tym momencie nie pozostaje mi nic innego jak przyznać rację Regałowi Nowości :)