sobota, 19 listopada 2016

Szkice piórkiem - Andrzej Bobkowski








Ostatnie dwa tygodnie,  bo tyle wytrzymałem przy delektowaniu się książką Andrzeja Bobkowskiego,  by ostatecznie połknąć ją w całości to był czas który trudno będzie jeszcze przeżyć w tej konkretnej konstelacji uczuć i refleksji. Niepowtarzalny klimat,  który towarzyszy człowiekowi w trakcie tej lektury wynika z obcowania z prozą trudną do sklasyfikowania. Nie da się bowiem do końca jednoznacznie stwierdzić czym tak naprawdę są "Szkice piórkiem". Nie są to typowe dzienniki, nie jest to też pamiętnik, nie jest to tym bardziej powieść, a jednocześnie wszystkim tym co przed chwilą wymieniłem ta książka właśnie  jest. Mało tego, myślę że znajdzie się tu również sporo poezji,  a nawet wiele fragmentów,  które mnie najbardziej chyba zaskoczyły,  kiedy to mianowicie Andrzej Bobkowski bawi się w recenzenta czy też można by nawet rzec krytyka literackiego. Streszcza dla nas sztuki teatralne, opisuje fabułę książek, dzieli się szczegółowymi sprawozdaniami i odczuciami  z kontaktu ze sztuką wyższą. 

Nie będę się tutaj silił na oryginalność, bo z całym przekonaniem podpisuję się pod wszystkimi opiniami odnośnie tej książki, które sugerują iż nie nadaje się ona do czytania pośpiesznego. Zgodnie z tymi wytycznymi właśnie do niej podchodziłem, dawkując sobie zapiski Bobkowskiego cierpliwie fragment po fragmencie, delektując się jego słowami i coraz to bardziej odpływając w ten kreślony przez niego świat wojennej rzeczywistości. Ta wojna u Bobkowskiego,  paradoksalnie nie była wcale tak bardzo "wojenna" jak można się było spodziewać. Różne pod względem ciężaru gatunkowego, ale przede wszystkim emocjonalnego są te zapiski. Raz mamy okazję obserwować oczami autora piękną przyrodę i ogromną siłę ludzkiego ducha,  a innym razem Andrzej Bobkowski nie oszczędza nas ani trochę serwując nam studium ludzkiego zakłamania, fałszu i słabości - prawdziwy choć trudny do zaakceptowania pomnik wstydu wynikający z ludzkiej ułomności. Imponująca u Andrzeja Bobkowskiego jest zarówno jego przenikliwość jak i zmysł obserwacji. Trudno mi jakoś uwierzyć w te wszystkie teorie spiskowe  jakoby "Szkice piórkiem" były "spreparowane" przez autora po latach i dostosowane do własnych potrzeb w ten sposób żeby zaświadczyć o jego niezwykłej przenikliwości,  a wręcz uczynić z niego kogoś na kształt proroka. Bardziej jest mi bliskie takie o nim myślenie, że był to człowiek o niezwykłej wrażliwości i poprzez ten właśnie fakt był w stanie zobaczyć wszystko to co innym często umykało z przed nosa. Mam tu na myśli zarówno otaczające go procesy społeczno-polityczne jak również sposób reagowania człowieka w sytuacji kryzysu czy w końcu mechanizmy rządzące światem. Jest wiele wymiarów "Szkiców piórkiem"  i trudno będzie je przytoczyć wszystkie więc postaram się skupić na kilku które dla mnie osobiście były najcenniejsze. 

Najbliższym prawdy określeniem tego co znalazłem w tej książce jest uznanie jej za zbiór esejów. Z pewnością są one jak już wspomniałem wcześniej tekstami o różnej wadze i sile oddziaływania na nasz światopogląd,  ale to co dla innych jest swego rodzaju bałaganem, dla mnie nie tylko dla mnie, jest zabiegiem wzmacniający ważny przekaz autora. Zwraca tez podobnie na to uwagę w posłowiu Roman Zimand. Trudno bowiem było by mi osobiście wytrzymać bez zmęczenia a może nawet zniechęcenia fragmentów dotyczących "Katynia", czy choćby rzezi dokonanej na młodych powstańcach gdyby nie były one przeplatane mądrościami życiowymi Tadzia, streszczeniami lichych sztuk teatralnych czy opisami menu na piknikach czy też ploteczkami z życia "wyższych sfer". Tym samym nasze priorytety życiowe ulegają ciągłej rewizji,  a nasza perspektywa wciąż się zmienia poszerzając ogólny obraz. Miałem zamiar sobie wynotować re fragmenty,  które były dla mnie najcenniejsze, ale nie umiem tak,  to nie w moim stylu,  więc teraz kilka słów na temat tych najmocniej tkwiących w mojej głowie refleksji po lekturze:


- Francja - bo to przede wszystkim właśnie jej Andrzej Bobkowski poświęca najwięcej uwagi w "Szkicach piórkiem" to jest wartość sama w sobie. Zdecydowanie jedno z najistotniejszych społeczeństw w rozwoju Europy jaką znamy po dzień dzisiejszy. To co ja osobiście wyniosłem dla siebie to przeogromna chęć bliższego poznania tego narodu zarówno pod kątem obcowania z jego kulturą,  jak również ( mam nadzieję już w niedalekiej przyszłości) odwiedzenia tego kraju i sprawdzenia własnej perspektywy. Francja widziana oczami Andrzeja Bobkowskiego to nie jest kraj idealny, a społeczeństwo francuskie na przestrzeni dziejów ( również jeśli chodzi o zachowanie o postawy w trakcie wojny właśnie) ma tyle samo powodów do dumy jak i do wstydu. Taki właśnie obraz powoduje właśnie,  że mamy tu poczucie autentyzmu. Z jednej strony znajdziemy w tym społeczeństwie pochwałę i szacunek do życia i osobistej przestrzeni ( tego moglibyśmy się od nich uczyć jako Polacy), z drugiej czasem zbytni egoizm i wygodnictwo wyrażające się w podstawach biernych i konformistycznych sporej części społeczeństwa ( tego znów Oni mogli by od nas trochę uszczknąć). Na jednym biegunie  "wolność, równość i braterstwo", a na drugim różnice klasowe widoczne, podkreślane i widoczne na każdym niemal kroku. Mentalność, zwyczaje, sympatię polityczne, religijność, otwartość, światopogląd bardzo mocno kontrastują pomiędzy metropoliami takimi jak Paryż a prowincją. Bardzo zaskoczył mnie również i momentami nawet intrygował sam stosunek Francuzów do własnej historii, podejmowanych kluczowych decyzji w przeszłości i to z jaką łatwością przechodzili oni do porządku dziennego nawet nad takimi tematami jak kolaboracja. Dużo by pisać, ale po co skoro możecie sami poczytać oryginał zamiast opinii. Tym bardziej, że pozostawia on dużą swobodę w ocenie czytelnikowi, bo choć czasem jest dosadny to stara się unikać jednoznacznych ocen Francuzów,  nie tylko jeśli chodzi o wojnę zresztą. 

- Powstanie Warszawskie i Katyń  - milczenie i ciche przyzwolenie naszych "sprzymierzeńców"  z Zachodniej Europy na mordy i regularną eksterminację Polaków w walczącej Warszawie wzbudzały u mnie gniew i niedowierzanie. Jednocześnie sprawy re są wyrazem ważnych obserwacji Bobkowskiego na temat miejsca Polski na mapie Europy. Poddaje on w wątpliwość naszą umiejętność oceny możliwości jako państwa na przestrzeni dziejów o czym świadczy naiwna wiara, że jesteśmy czymś więcej niż pionkami w rękach dużych graczy. Panie Andrzeju jakże te spostrzeżenia są trafione i wciąż aktualne patrząc na prężenie się i puszenie naszych polityków na arenie międzynarodowej w czasach obecnych. Nie uczymy się jako naród na własnych błędach, nie wyciągamy wniosków, wciąż powielamy niesprawdzające się schematy. 

- rola kultury, a raczej jej niedoboru w genezie zła - na przykładzie zachowania poszczególnych państw w ramach drugiej wojny światowej i prezentowanych przez nie ideologii możemy zaobserwować jak ogromną rolę pełni kultura stojąca na straży człowieczeństwa. To dzięki niej właśnie Francja ani nie staje w jednym szeregu z państwami wielkich nacjonalizmów (Niemcy, Rosja, Włochy...)  ani też z drugiej strony nie zachowuje się jak mesjanistyczna i momentami fanatyczna religijnie Polska,  która na słowa "Bóg, Honor, Ojczyzna" traci kontakt z rzeczywistością. To właśnie kultura,  tak mocno obecna w społeczeństwie francuskim gwarantuje zdrowy rozsądek nawet w obliczu kryzysu, a także w normalnym postępie cywilizacyjnym.  

- carpe diem - "Szkice piórkiem" poza wszystkim innym co tu napisałem i co pominąlem a znajdziecie to kiedy wsiąkniecie w tą książkę tak jak było to w moim przypadku, są wielkim hołdem złożonym tej bieżącej, upływającej właśnie w tym momencie chwili. Bobkowski pokazuje nam w jaki sposób powinniśmy się uczyć czerpać radość z życia skupiając się na teraźniejszości, na drobnych przyjemnościach, na rzeczach które zwykle gdzieś nam umykają, do których zbytnio przywykliśmy i traktujemy je z czasem jako coś oczywistego, na zawsze nam danego. Dopiero tragedie i kryzysy takie jak wojna sprawiają, że doceniamy takie wartości jak poczucie wolności, swobody, pięknej pogody, zmieniających się pór roku, budzącej się do życia wiosną przyrody, smaków potraw ( ach te sery, wina, owoce, pieczywo ). Dopiero w momencie kiedy kogoś stracimy z horyzontu, czy to na zawsze czy rozdzielą nas z nim kilometry, dopiero wtedy przypominamy sobie jak bardzo nam na tej osobie zależy. Dopiero gdy spotykamy się ze złem, bestialstwem, dehumanizacją, zaczynamy się na nowo zaprzyjaźniać z humanizmem i ludzką solidarnością. Mógłbym tak jeszcze długo...tylko dlaczego na codzień o tym zapominamy i musi dojść do takich tragedii żeby sobie o nich przypomnieć.

Podsumowując, "Szkice piórkiem" to książka do której się wraca, tym bardziej że można sobie wracać do konkretnych fragmentów i znaleźć coś praktycznie na każdą okazję. Ja z pewnością do niej wrócę, gdyż zawsze blisko mi do ludzi, do tekstów które przede wszystkim skupiają się na pochwale człowieczeństwa, rozwoju, szeroko rozumianej duchowości, a jeśli jeszcze są podane w taki sposób jak w przypadku Andrzeja Bobkowskiego...Czytałem kilka opinii na temat "Szkiców piórkiem" i można zauważyć, że niemal każdy doszukuje się innych rzeczy w tej książce, a także ma swoje ulubione elementy. Jedni zachwycają się sprawozdaniem z podróży rowerem przez Francję, jeszcze i inni upodobali sobie jego dygresje dotyczące książek, sztuk teatralnych, itp. a jeszcze inni - do nich zaliczam się ja - są fanami  tych jego rozważań z Paryża, kiedy to snuje większość swoich rozważań na tematy egzystencjalne, jednocześnie odnosząc się do bieżącej sytuacji politycznej. Śledzi on to co się dzieje na froncie, w kuluarach, komunikatach, wiadomościach i snuje wizje przeszłości i przyszłości Europy, świata i człowieka. Jest mi bardzo blisko nie tyle do tego o czym mówi, ale w jaki sposób o tym mówi. Cóż będę kończył i pozostawię sobie prawo do korekty tego co tu napisałem o jednej z najważniejszych książek jakie przyszło mi przeczytać. Mam nadzieję, że może kogoś przekonam do zapoznania się choćby z fragmentami tej pozycji, bo z dość istotnych powodów Andrzej Bobkowski niestety nigdy nie był, nie jest i nie będzie popularny w takiej Polsce. Jeżeli ciekawi kogoś dlaczego - odsyłam do posłowia, gdzie Roman Zimand bardzo przekonywająco to wyjaśnia. Postuluje on również stworzenie na wzór "klanu tolkienowskiego" takiej samej grupy wtajemniczonych , których zadaniem miała by być popularyzacja Bobkowskiego. Ja mam wrażenie, że do takiego już wstąpiłem. A na koniec jeśli ktoś wciąż jest zainteresowany i chce wiedzieć więcej na temat Andrzeja Bobkowskiego, kim był, jaki był, co dla niego było ważne, co go ukształtowało i jak był postrzegany przez innych odsyłam do poniższego dokumentu :