sobota, 5 listopada 2016

Prawiek i inne czasy - Olga Tokarczuk








Pokochałem tą książkę i jeśli ktoś chce poczytać kilka zdań ( no dobra bardziej kilkadziesiąt ) o przyczynach tej miłości to serdecznie zapraszam, a jeśli ktoś nie ma ochoty czytać tych wszystkich zachwytów to odradzam dalsza lekturę, bo będzie bardzo ale to bardzo entuzjastycznie i nie będzie krytyki. "Prawiek i inne czasy" Olgi Tokarczuk to jedna z tych książek doskonałych !

Kiedy słyszę,  że są nauczyciele którzy "Prawiek i inne czasy" omawiają w szkole jako lekturę to serce moje się raduje,  bo nie pamiętam kiedy jakaś książka aż tak mocno i intensywnie zachęcała mnie do refleksji nad życiem ja ta właśnie. Olga Tokarczuk już wcześniej dała się poznać jako autorka inteligentna ,  utalentowana, intrygująca i mająca mnóstwo ważnych rzeczy do przekazania. Czytałem z nią kilka wywiadów,  śledziłem rozmaite wypowiedzi i przeczytałem dotychczas dwie jej książki, "Moment niedźwiedzia " trafił do mnie bardzo, "Dom dzienny , dom nocny " jest również bardzo dobrą książką ,  ale trudną i wymagającą. Tym bardziej zachwyca właśnie " Prawiek...", gdzie autorka z niesamowitą delikatnością i stylem przystępnym myślę dla większości czytelników zastanawia się nad takimi rzeczami jak koncepcja czasu właśnie, ideą Boga,  bytu ożywionego i nieożywionego, duszą ludzką, przeznaczeniem, sensem życia i na sam koniec śmiercią. 

Pierwszą rzeczą,  która uderzyła mnie w tej książce jest zachęta do zmiany perspektywy . Już sam fakt,  że autorka na centrum wszechświata wybiera nie Nowy Jork,  Paryż, Londyn, nawet nie Warszawę, czy też Kraków tylko mała wieś - tytułowy Prawiek - nie jest przypadkowe. Przez całą opowieść o świecie Olga Tokarczuk pokazuje nam go z ciągle zmieniającego się punktu widzenia. Raz jest to czas widziany oczami Misi,  raz oczami Lalki, innym razem jest to świat Pawła,  Kłoski,  Ruby, księdza,  a jeszcze kiedy indziej centrum wszechświata stanowi młynek do kawy ,  który miele ziarno i wtedy wszystko toczy się wolniej,  a innym razem -na wolnym przebiegu -wszystko jakby staje się łatwiejsze. Ta ciągle zmieniająca się perspektywa uczy nas tego,  że świat jest bardzo złożony i wszelkie próby widzenia go w jednym ujęciu prowadzą do jego zakłamania, a w najlepszym przypadku do niezrozumienia. 

Inną refleksją jaka mi towarzyszyła jest kwestia duchowości. U Olgi Tokarczuk duch jest wszędzie i we wszystkim . W ludziach,  zwierzętach, roślinach, a nawet przedmiotach. Wszystko ma swoje miejsce na świecie i wszystko pragnie żyć,  a to kim jesteśmy wpływa na to jak się określamy wzajemnie. Inaczej widzi samego siebie człowiek, a inaczej widzi go przydrożny kamień. Jest świat określony, nazwany, skategoryzowany wedle jakiegoś dominującego klucza i jest świat pod tym, ten prawdziwy, czasem trudny do określenia. Ten właśnie drugi świat wywleka na wierzch Olga Tokarczuk i dzięki temu tworzy jakby nowe uniwersum w którym przedmioty czują, komunikują się, jednym słowem mają duszę i nie bardzo różnią się w swym istnieniu od ludzi,  którzy nie wiedzieć na jakiej podstawie uzurpują sobie prawo do dominacji nad resztą bytów. Nie wiem czy nie zabrzmi to jakoś tak infantylnie w tym miejscu, ale to kolejny raz kiedy po lekturze książki Tokarczuk intensywnie myślę nie tylko o wegetarianizmie, ale weganizmie, a ponadto rodzi się wiele pytań odnośnie instrumentalnego, pozbawionego często szacunku mojego stosunku do otaczającego świata.

Bóg - temat zawsze trudny do dyskusji i budzący wiele kontrowersji u Tokarczuk jest traktowany z wielkim wyczuciem i przedstawiany w tak pełnej tolerancji i delikatności retoryce, że aż dziw bierze jak można okazywać tak wielką ignorancję i niezrozumienie dla jej osoby patrząc na liczne ataki w kierunku tej autorki. Bóg jest tu wszechobecny, jest w każdym geście, słowie, wydarzeniu, a że nie jest nazwany, określony to ściśle wiąże się ze wspomnianą wcześniej zmiennością, której on też podlega co wydaje się logiczne skoro sam też funkcjonuje w świecie który stworzył. Instytucje, kościół, który symbolizuje tutaj bezduszny i nieludzki ksiądz, próbując go skategoryzować, w rezultacie mają często na celu wykorzystać go do przyziemnych celów. Ciekawie odnosi się też Olga Tokarczuk do samej relacji Boga z człowiekiem, który chcąc sprawdzić uczucie człowieka do swego stwórcy począł go obdzierać ze wszystkich darów. Kiedy Hiob z przypowieści stracił wszystko co otrzymał okazał sie na tyle boski, że onieśmielił samego Boga swoim blaskiem i dlatego ten zaczął go znów kusić rozmaitymi "świecidełkami", aby pozbawić go tej boskości. Na tym właśnie polega paradoks i przekleństwo człowieka, że im więcej pragnie, tym więcej jest w jego życiu spraw które oddalają go od istoty, od prawdy, od sensu życia. W rezultacie życie mija mu na ułudzie i....

Tak dochodzimy do śmierci. Do śmierci, kiedy to człowiek po całej swej gonitwie dociera do świata zmarłych, gdzie uświadamia sobie że zmarnował wiele czasu, że nie widział całości, a kiedy odkrył sens było już za późno...no ale tu się już zatrzymam, bo mógłbym tak długo, a myślę, że warto by każdy sam sobie doszedł do swoich wniosków i prawd  z tej książki. Ma ona bowiem taką wartość bezcenną, że autorka stawia ważne pytania dotyczące ogólnego sensu naszego istnienia, a nie daje gotowych odpowiedzi. Cały czas jednocześnie zaznacza, że prawda jest złożona i składa się z sumy odpowiedzi. Wszystko to pozbawione jest jakiegoś pseudointelektualnego bełkotu dzięki temu, że cała rzecz toczy się w baśniowej scenerii pięknie wykreowanego świata z którego trudno mi było odchodzić. "Hats of to this Lady" śpiewał Titus z Acid Drinkers i te słowa wydają mi się idealne do określenia tego co czuję obecnie w stosunku do mądrości Olgi Tokarczuk i jakże jej zazdroszczę tej umiejętności widzenia świata, z której mi pozostaje czerpać tyle ile potrafię. "Prawiek i inne czasy" to jedna z ważniejszych książek, które czytałem w życiu. Serdecznie ją Wam polecam !