niedziela, 27 listopada 2016

Opowieści galicyjskie - Andrzej Stasiuk










Andrzej Stasiuk again :) Tym razem moim łupem padł zbiór opowiadań o małej miejscowości w Beskidzie Niskim, której mieszkańcy zmagają się z upiorami przeszłości w trakcie przemian ustrojowych. Cień PRL-u, a nawet czasów jeszcze bardziej odległych ciąży na ludziach, którzy tu mieszkają i uniemożliwia im powstanie na nogi z marazmu, apatii i zawieszenia. Przyznam, że do tej pory nie trafiłem jeszcze na książkę Andrzeja Stasiuka, która by mi się nie spodobała, aczkolwiek "Opowieści galicyjskie" mimo, że są uznawane za jedną z najważniejszych jego dzieł, a nawet dorobiły się adaptacji filmowej, nie chwyciły mnie za gardło tak mocno jak dotychczasowe pozycje które wyszły z pod jego ręki.


Atmosfera opowiadań, które znajdziemy w niniejszej książce jest mocno dołująca, co nie dziwi wcale zważywszy na twórczość Stasiuka, która wcale przecież nie należy do lekkich, łatwych i przyjemnych, a ponadto trudno oczekiwać motywacyjnej, optymistycznej literatury w historii toczącej się w cieniu PGR-ów. W oparach alkoholu, w towarzystwie biedy i bezrobocia, życie toczy się smętnie, a klaustrofobia charakterystyczna dla społeczności tu żyjącej i bezsensowność egzystencji jest aż nadto zauważalna. Pośród tego wszystkiego krąży zagubiony pomiędzy światami wiecznymi duch, starający się uniknąć potępienia, który doprasza się o uwagę i modlitwę. Czy natomiast uda mu się kogoś przebudzić swym wołaniem przypominającym wołanie na pustyni? - kwestia nad wyraz wątpliwa jak szybko można się zorientować. 


Nie potrafię określić czy w opowieściach Stasiuka czuć klimat charakterystyczny dla Galicji, bo nie bardzo wiem jaki to miałby być klimat. Wiem natomiast, że zarówno krajobrazy jakie kreśli tutaj Andrzej Stasiuk jak i mentalność ludzi żyjących w tej wsi to rzecz charakterystyczna nie tylko dla Polski z czasów transformacji ustrojowej, ale do dziś widoczna w różnych miejscach naszego kraju. Przytłaczający wydźwięk tych opowiadań, będących raczej rozdziałami jednej historii niż samodzielnymi utworami, jest okraszony mistycyzmem i jak to bywa u tego autora - egzystencjalnymi rozważaniami na temat roli pamięci, czasu i dziedzictwa. Te ostatnie elementy należą do moich ulubionych w twórczości Stasiuka i dlatego trochę ich jak dla mnie było tutaj jakby mało. Z tego też chyba względu "Opowieści galicyjskie" nie będą należeć do moich ulubionych książek jego autorstwa. Nie oznacza to jednak wcale, że ta książka nie zachęca do refleksji i nie wnosi nic dla wrażliwego i otwartego czytelnika. Jest tylko trochę trudno dotrzeć do tych wątków pośród tego przygnębienia i depresji.

 
Kończąc już opinię na temat tej książki ( bo nie bardzo wypada się bez końca rozpisywać nad książką niezbyt przecież obszerną, którą każdy może przeczytać w wolnej chwili) chciałbym zaznaczyć, że niewielu jest pisarzy, którzy tak jak Andrzej Stasiuk oddają emocje i za ich pomocą oddziaływują na czytelnika aż tak wyraźnie. Czytając "Opowieści galicyjskie" człowiek ma wrażenie, że męczy się na kacu wraz z bohaterami tej opowieści, zapomina że ma cel w życiu i pracę i momentami oddaje się atmosferze beznadziejności nawet jeśli perspektywa bohaterów tej opowieści jest mu zupełnie obca. Choćby ta umiejętność autora zasługuje na to, aby poświęcić te parę chwil na lekturę książek takich jak ta. Przecież to między innymi jest nieocenioną wartością literatury, że możemy wchodzić w różne skóry, niekoniecznie sprawdzając wszystko w realu. Ja natomiast bardzo się cieszę, że mam przed sobą jeszcze wiele książek Andrzeja Stasiuka. A może polecicie mi po którą sięgnąć w pierwszej kolejności? :)