środa, 2 listopada 2016

Osiołkiem - Andrzej Stasiuk






Tym razem Andrzej Stasiuk wsiada ze swym znajomym Z. do tytułowego "Osiołka" i wyrusza na podbój mongolskich stepów. Po drodze zahaczy jeszcze o Ukrainę i Rosję, po to żeby koniec końców dotrzeć tam, gdzie pogranicznicy pilnują pustych przestrzeni, pastwisk, nieogarniętej i ciągnącej się gdzieś poza horyzont nieskończoności. Podróż ta jest trochę inna niż wszystkie, bo podejmując ją tym razem poświęca sporo uwagi nie tylko upływającemu czasowi i pamięci o ludziach których już nie ma. Nie przeczytamy teraz jedynie o wydarzeniach i miejscach, które zmieniły się bezpowrotnie, ale dodatkowo autor opowie nam o -  jakkolwiek to zabrzmi - wizji motoryzacji z czasów minionych. Stasiuk snuje swoją opowieść o pojazdach i ich relacjach z kierowcą jakby chodziło o relacje międzyludzkie. Taka bowiem wydaje się ta relacja z czasów jakie znał od dziecka on i ludzie z jego epoki. Samochód był wtedy niczym rumak na którym przemierza stepy jeździec, a kierowca dogadał go i dbał,  dzięki temu ten trwał przy nim w trudnych wyprawach i nawet jeśli czasem zawodził to zaraz potem po drobnych naprawach wracał do normy. Otrzymujemy tym samym jak pisze Ewa Glubińska z szuflada.net coś na kształt  "elegii na odejście: epoki, młodości i starych samochodów".

Chyba nigdy nie znudzi mi się Andrzej Stasiuk i jego dusza hipisa, która ciągnie go do świata i dzięki temu ja potem mogę się rozsiadać na sofie i czytać sobie o tych jego obserwacjach dotyczących nieznanych mi zakątków świata. Trudno mówić o książkach Stasiuka w kategoriach literatury podróżniczej, bo są to bardziej swego rodzaju rozprawy egzystencjalne, które zawsze pozostawiają po sobie kotłowaninę myśli. Tak też jest w przypadku najnowszego jego dzieła. "Osiołkiem" to podróż w kierunku Azji, a autor kiedy się w swej wędrówce rozochocił to ma się wrażenie, że z Europy zawędruje aż do Chin czy Indii i nawet tam się nie zatrzyma tylko będzie wędrował dopóki nie skończy się podbijana przez niego przestrzeń. Nie jest to jednak bezmyślny i bezrefleksyjny podbój rodem tych,  którzy atakują swymi aparatami, oblegają zabytki i dobra kultury i wyzbywają ich odwiecznego czaru i charakteru. Andrzeja Stasiuka szanuję i podziwiam właśnie przede wszystkim za to,  że on szanuje miejsca w które przybywa,  i to nie tylko zabytki (które zresztą mają dla niego wartość drugorzędną), nie tylko ludzi i miejsca. Szanuje on mianowicie również przestrzeń,  tradycje i pamięć. U niego podróżowanie ma swój cel i odnajduje się on w poszukiwaniu nieokreślonego i nieokiełznanego - natury w czystej postaci, nie zmąconej ludzkimi zasadami, przedmiotami, użytecznością. Stasiuk imponuje mi również tym, iż on nie szuka na swej drodze miejsc symbolicznych, modnych i znanych. Jego bardziej interesuje nieodkryte, dzikie, nieucywilizowane. Wprawdzie mnie osobiście bardziej zawsze interesowali udzie, ale też wolę chodzić własnymi ścieżkami, nie cieszy mnie to co popularne. Cenię sobie autentyzm i prawdę, bez całej tej otoczki w którą się ją ubiera, a w rezultacie zafałszowuje.

Czytajcie Andrzeja Stasiuka bo naprawdę warto. Mało kto tak jak on potrafi zachęcić do refleksji,  do zmiany perspektywy . Za każdym razem czytając go mam z początku wrażenie, że znów jest i będzie o tym samym,  po czym orientuje się ze znowu coś odkrywam. "Osiołkiem"  na ten przykład pokazał mi w końcu to czego nigdy nie umiałem zrozumieć, a mianowicie tą dziwną dla mnie zawsze fascynację człowieka samochodami. Ten u niektórych niemal kult,  który zawsze mnie dziwił ,  budził u mnie sceptycyzm, a teraz po części potrafię zrozumieć o co w tym chodzi. Mógłbym pewnie jeszcze tak długo,  ale po co skoro możecie sami przeczytać tę niespełna 200 stron i zobaczyć jak na Was działa proza Andrzeja Stasiuka.