poniedziałek, 14 listopada 2016

Narkotyki - Stanisław Ignacy Witkiewicz






No i przyszła w końcu i pora na spotkanie z Witkacym. Długo mi zeszło...to fakt, ale muszę przyznać, że cieszę się że dopiero teraz po niego sięgam. Dlaczego? Bo wcześniej nie miałem cierpliwości, która pozwoliła by mi przebrnąć przez pierwsze rozdziały tej książki. Na początku bowiem wieje nudą i to dość konkretnie. Ile można słuchać rozważań na temat alkoholu i papierosów, zwłaszcza jeśli temat się dobrze zna.Słuchałem jednak cierpliwie ( audiobook do biegania ) i w końcu Witkacy przechodzi do konkretów - na własnej skórze przeżyte wizje narkotyczne i to odmalowane w taki sposób, że nie ma potrzeby próbować samemu. Mało tego, aż strach próbować :)

Najwięcej uwagi Witkacy poświęca Peyotlowi i rozumiem jego obawy dotyczące tego, że zostanie posądzony o zachwalanie działania tejże substancji psychoaktywnej. Po dziś dzień funkcjonuje w naszym kraju dziwaczne podejście polegające na zamiataniu problemów pod dywan,  także  tych  które wiążą się z używkami. Tym bardziej masę kontrowersji musiał wzbudzać ktoś kto w latach trzydziestych, legitymizujący się do tego reputacją dekadenta próbuje otwarcie i poważnie rozważać wpływ tego typu środków na organizm człowieka. Sam zresztą łapałem się na tym,  iż momentami przechodziła mi przez głowę myśl, czy aby Stanisław Ignacy Witkiewicz nie robi sobie z czytelnika wała, kiedy ostrzega w stylu - Narkotyki wprawdzie otwierają tajemne wrota do podświadomości, ale nie sięgaj po nie bo w ogólnym rozrachunku są złe. Ostatecznie jednak bliższe mi jest to,  iż w tej książce Witkacy podejmuje coś na kształt próby podzielenia się własnymi doświadczeniami z kontaktu z narkotykami, alkoholem i papierosami. Pragnie tym samym zwiększyć świadomość społeczeństwa i ustrzec przed marnotrawieniem swych talentów i zasobów. Swoją drogą fascynująca przemiana skoro tak było w rzeczywistości . 

Witkacy nie moralizuje, choć może nie do końca bo zdarza mu się tu uderzyć w ten ton i nie wierzę,  że to ironia ale zwyczajna troska. Siła jego wypowiedzi w tej dyskusji jest przedstawienie "za i przeciw ", zalet i wad stosowania poszczególnych substancji. Podczas gdy alkohol i papierosy traktuje jako zbędne śmieci,  kokainę też raczej spisuje na straty,  to wspomniany wcześniej Peyotl przedstawia jako substancję,  która otwiera wrota do podświadomości,  a skutki jego działania mają wręcz charakter transcendentny. Wizje charakterystyczne dla stanu odurzenia Peyotlem odnajduje w dziełach sztuki na przestrzeni wieków, posądzając o stosowanie tego środka już starożytnych Chińczyków. Myślę jednak,  że nadużyciem jest posądzenie go i propagowanie narkotyków i odpowiedzialny człowiek dobrze zrozumie tą książkę. 

Na koniec dodam tylko, że Witkacy bardzo obrazowo przedstawia w tej książce mechanizmy leżące u źródeł procesu uzależnienia. Zaskoczeniem było dla mnie jaką dużą świadomość miał już wtedy jeśli chodzi o tą tematykę,  bo jednak wydawało mi się że koncepcje uzależnienia w tym kształcie nie były jeszcze tak popularne w tamtym okresie. Sam styl opowieści zachęca do dalszego poznawania Stanisława Ignacego Witkiewicza, którego wstyd się przyznać znam tylko z uwagi na nazwisko i garść faktów historycznych. Mam natomiast motywację do nadrobienia zaległości w kwestii jego twórczości literackiej :)