sobota, 21 stycznia 2017

Myśl to forma odczuwania - Jonathan Cott, Susan Sontag






"Kochając, odtwarzamy jakiś fragment siebie z czasów dzieciństwa, kiedy nie byliśmy wolni, tylko całkowicie zależni od rodziców, a zwłaszcza matki. Bardzo wiele oczekujemy od miłości. Chcemy by była anarchistyczna..." - jeśli ktoś w taki sposób jak robi to Susan Sontag, mówi o emocjach to ja to osobiście kupuję i zdecydowanie nie jest to moje ostatnie z nią spotkanie :)


Dziennikarz Jonathan Cott, redaktor pisma "Rolling Stone" w rozmowie z jedną z najważniejszych intelektualistek naszych czasów czyli Susan Sontag. No właśnie, fakt iż Susan Sontag należy do grona najwybitniejszych intelektualistów i że warto zapoznać się z tym co ma do powiedzenia jak dotąd pozostawała jeśli o mnie chodzi tylko i wyłącznie w sferze domysłów. Błogosławieństwo, a zarazem przekleństwo ogólnej i nieograniczonej praktycznie dostępności myśli twórczej dla przeciętnego odbiory polega na tym, iż za każdym razem kiedy już uda mi się poszerzyć swoją wiedzę o kolejną osobę mającą coś ważnego do powiedzenia o otaczającym świecie, to zaraz potem okazuje się, iż na horyzoncie pojawia się następny, którego gdzieś pominąłem. W każdym razie bruderszaft z Susan stał się faktem i już wiem, że jej sposób myślenia jest mi jak najbardziej bliski.

Myślę, że warto przed sięgnięciem po twórczość danego autora, dowiedzieć się trochę na jego temat, posłuchać jego wypowiedzi, aby tak trochę jakby wejść w jego skórę. Dlatego też mój wybór na początek padł na ten wywiad. Pierwsze moje wrażenie było takie, że dawno nie byłem świadkiem tak interesującej, pobudzającej wszelkie żywe komórki mózgu odpowiadające za myślenie rozmowy. Przez cały wywiad odczuwa się wyraźnie, że tych dwojga cieszy możliwość wymiany poglądów, zabawy słowem, tym bardziej że zdają się sobie nie ustępować pod względem wiedzy, inteligencji i kultury słowa. Jak bardzo różny jest sposób przygotowania do rozmowy w wykonaniu Jonathana Cotta od tego co możemy często obserwować współcześnie i nie chodzi mi wcale o jakieś talk show czy TV śniadaniową, ale nawet jeśli chodzi o większość wywiadów z intelektualistami chociażby. Bardzo przyjemnie się w tym uczestniczy, a satysfakcja z bycia świadkiem tej dyskusji była dla mnie większa niż czasem kiedy przychodzi mi uczestniczyć w rozmaitych dyskusjach na żywo, że się tak wyrażę. 

Susan Sontag wraz Jonathanem Cottem wymieniają się pałeczką i nie brzmi to w rezultacie jak wywiad, ale jak partnerska dyskusja o świecie, o sposobach jego odbioru, rozumienia występujących w nim zjawisk, o chorobie, seksie, związkach, wyborach życiowych. Główna bohaterka tego wydarzenia od początku kładzie nacisk na to, że interpretowanie świata, wpisywanie go w ramy, standardy, schematy prowadzi do zafałszowania jego istoty i tym podejściem ujęła mnie już na wstępie. Jej wypowiedzi wpisują się w wizję człowieka wolnego i posiadającego niezbywalne prawo do własnego sposobu odkrywania świata bez konieczności ciągłych metafor, porównań i jego interpretacji. No przynajmniej ja w ten sposób odbieram jej wypowiedzi. Trudność z jednoznacznym odbiorem wynika też z faktu, iż Sontag wcale nie jest w swych wypowiedziach spójna, co można zauważyć chociażby w kwestiach dotyczących feminizmu. Ciekawe jest też ujęcie choroby i jej kulturowej roli. W ogóle trudno by było wybrać rzeczy, które są jakoś mniej interesujące, bo mam wrażenie, że w tym podejściu nawet obieranie ziemniaków nabiera znaczenia i mi osobiście bardzo się to podoba. Zresztą już z opisu dowiemy się, że według tej znakomitej myślicielki "wszystko, co mi się przydarza daje okazję do rozmyślań. Gdybym ocalałą z katastrofy samolotu, być może zainteresowałabym się historią lotnictwa". 

Polecam, zachęcam z całego serca. To naprawdę ożywcza lektura dla naszych umysłów, a dla mnie z pewnością wstęp do kolejnych spotkań z Susan Sontag. Myślę sobie, że poświęcenie czasu na te niespełna 200 stron to całkiem miła alternatywa jeśli nawet ktoś nie sięga po tego typu literaturę. Może okazać się to swego rodzaju przełomem :) Pozdro :)