poniedziałek, 2 stycznia 2017

Świnki morskie - Ludvík Vaculík




No to jeszcze trochę zaległości z zeszłego roku :)


Kiedy przeczytałem recenzję tej książki na blogu cocteauandco.pl to byłem przekonany, że ta książka jest zdecydowanie dla mnie. Zagadnienia związane z wolnością i ograniczającą tą wolność władzą, źródła zła i przemocy, kontrola to kwestie które od zawsze chyba należą do moich zainteresowań. Kiedy do tego dodamy jeszcze autora czeskiego i stworzony przez niego sos absurdu, którym przybrał swoją opowieść to otrzymujemy must-read dla osinskipoldzku.


Książka Ludvika Vaculika już od samego początku zwraca uwagę językiem jakim została napisana. Jest to rodzaj opowiastki i można odnieść wrażenie jakby autor opowiadał bajkę dzieciom. Tak zresztą zwraca się do nas w pierwszej osobie : "Drogie dzieci". W tonie jego opowieści są jednakże wyczuwalne nuty ironii że zdania na zdanie wzrasta niepokój i dziwny rodzaj znajomego napięcia. Zaczyna się jednakże bardzo niewinnie, bo od zakupu świnki morskiej przez pewnego ( z pozoru tylko) sympatycznego bankiera dla jednego z synów. Świnka ma być prezentem świątecznym i pełnić rolę wychowawczą, to jest wyrabiać u młodego narybku odruchy opiekuńcze, ludzkie, uczyć empatii, odpowiedzialności, a przede wszystkim jednak wnieść dużo radości w życie rodziny. Jak się wkrótce okaże stanie się wyzwalaczem dla mrocznych instynktów tkwiących... no właśnie i tu dochodzimy do sedna... W każdym z nas?



Nie dajcie się zwieść i jeśli oczekujecie zabawnej opowiastki od czeskiego autora, bo jak wiadomo Czesi słyną z poczucia humoru i dystansu, to się mocno zawiedziecie. Wprawdzie humor i dystans zabarwione sporą dawką absurdu są tu obecne, ale stanowią narzędzie do innego celu, czyli przedstawienia historii mrocznej, niepokojącej, a atmosfera wraz z rozwojem opowieści zagęszcza się i powoduje ciarki na plecach. Ludvík Vaculík w swej książce pokazuje przede wszystkim rolę i miejsce Boga w świecie. Główny bohater w relacji do świnki morskiej doskonale oddaje to co może charakteryzować naszą relację z siłą wyższą. Jesteśmy zależni od władzy i tak naprawdę bez żadnego prawa do wyjaśnienia możemy zostać w każdej chwili poddani eksperymentom niczym Albinosek czy też jego współtowarzysze niewoli. Jak się okazuje nie mamy prawa do zadawania pytań, często nie będzie nam dane zrozumieć motywów działania tego, który posiada władzę nad naszym losem i decyduje o tym, czy okazać nam łaskę czy potraktować nas w sposób okrutny i bezduszny. Biorąc pod uwagę stosunek większości czeskiego społeczeństwa do kwestii religii, to niekoniecznie Vaculík może tu mieć na myśli Boga, a równie dobrze jakikolwiek system sprawujący kontrolę nad człowiekiem.


Nie pamiętam czy czytałem Kafkę, wstyd się przyznać. Pamiętam, że w szkole skutecznie bojkotowałem większość lektur i nie wiem czy "Proces" też nie padł ofiarą tej mojej postawy. Z pewnością kojarzy mi się natomiast filmowa adaptacja z 1993 roku z Kaylem MacLachlanem . Atmosfera napięcia, dziwnego niepokoju, wręcz lęku tam obecna są bardzo zbliżone w klimacie do czytanego z kolei niedawno przeze mnie Orwella i jego "Roku 1984". Do tych dwóch pisarzy porównywany jest Ludvík Vaculík Myślę, że niepotrzebnie. Te porównania mimo że mają mu przysporzyć czytelników, to moim zdaniem mogą być bardzo mylące. U Vaculíka niepokój, napięcie, strach schodzą na dalszy plan, a na pierwszy jednak wychodzi absurd i groteskowość władzy w swej najczystszej postaci. Władza ta u niego nie potrzebuje wiele, aby uruchomić w człowieku najgorsze instynkty. Istotę mającą w swoich rękach przewagę nad drugą istotą dzieli bardzo niewielka, niepozorna często i dlatego pewnie do ostatniej chwili niewidzialna granica pomiędzy działaniem na jej rzecz, a sprawowaniem nad nią kontroli. Kontrola z kolei równie łatwo może przeistoczyć się w przemoc i nadać tej relacji opresyjny charakter. Mieliśmy i mamy takich przykładów wiele jeśli chodzi o systemy totalitarne, a myślę że trzeba by cofnąć się już krok wcześniej i rozpatrywać pod tym kątem systemy z pozoru demokratyczne, a jednocześnie wciąż dążące do sprawowania jak największej kontroli nad obywatelem. Nawet sytuacja współczesnych "demokracji" pokazuje jak wielka jest ta pokusa.


Przerażającą, lecz w moim odczuciu bardzo prawdziwą wizję władzy roztacza przed nami autor "Świnek morskich". Mocno przypadła mi do gustu forma tej książki. Daje do myślenia, zastanawiam się często jak sam zachował bym się na górze tego łańcucha pokarmowego. Jak by to było gdyby to w moje ręce powierzono jakiś zakres władzy. Czy pozostał bym tym samym człowiekiem, czy może uruchomiła by ta sytuacja podobne instynkty jak w bohaterze książki Vaculíka. W każdym razie absurdalny humor zaprawiony niepokojącym duchem Edgara Allana Poe sprzyja tego typu rozważaniom. Mimo tego, że książka według mnie jest bardzo głęboka i daje przestrzeń do interpretacji, to równocześnie jest bardzo przystępną i dobrze się ją czyta. Polecam!