sobota, 14 stycznia 2017

Obłokobujanie - Patti Smith





Wprawdzie Patti Smith zaznacza, iż w przypadku "Obłokobujania" nie mamy do czynienia z bajką, bo wszystko co tu się znalazło wydarzyło się naprawdę, ale sam sposób przeżywania otaczającego świata przez tą artystkę jest tak piękny i nacechowany niewinnością, że trudno uwierzyć iż wszystko to co jest tu opisywane dzieje się praktycznie w każdej chwili wokół nas. Cała sztuka polega na tym, że aby to odkryć trzeba uruchomić w sobie ten rodzaj wrażliwości, który pozwoli patrzeć poza znaną nam, standaryzowaną formę. Nie jest to sztuka łatwa, bo nawet jeśli już nam się to uda i pozwolimy sobie pobyć ze światem, to będziemy musieli się jeszcze zmierzyć ze społecznymi oczekiwaniami, które tak łatwo nam nie pozwolą na te "fanaberie". Tym bardziej mam szacunek do Patti Smith, że mimo pozornej kruchości i depresyjnej natury nie poddaje się ona presji i nie tylko przeżywa świat po swojemu, ale również ma odwagę się to swoją prawdą dzielić.

"Obłokobujanie" to książka krótka, to połączenie prozy z poezją, obrazem, medytacją, swego rodzaju duchowym przeżyciem i wydaje mi się, że jej odbiór będzie się kształtował bardzo plastycznie nie tylko jeśli chodzi o czytelnika, ale jego aktualny stan, kondycję psychiczną, zgodę czy niezgodę na rzeczywistość itd. Ja sięgnąłem po tą książkę w momencie, kiedy trafiłem do szpitala, a że jak wiadomo nie jest to miejsce gdzie człowiek chciałby spędzać czas z własnej woli. Ten przymus sytuacji i bezsilność związana z brakiem wpływu i koniecznością zdania się na czyjąś łaskę czy niełaskę spowodował, że potrzebowałem jakiejś ucieczki, sposobu na odcięcie się. Na ratunek przyszła właśnie książka Patti Smith z którą na krótko, ale za to z jakim rezultatem udało mi się skutecznie odpłynąć w inny wymiar. Bardzo jej za to jestem wdzięczny.

Z twórczością Patti Smith już tak jest, że nie ma innej możliwości żeby się w nią wgryźć jak rezygnacja ze swojego odbiornika do poznawania otaczających nas ludzi, miejsc, rzeczy. Potrzeba też skupienia, czasu i otwartości. Nie da się jej czytać z doskoku. Wtedy lepiej sobie darować i poszukać innej literatury. Wiem o tym z własnego doświadczenia, bo takie było moje pierwsze spotkanie z "Poniedziałkowymi dziećmi". Kiedy już spełnimy te warunki możemy rozkoszować się światem, gdzie przedmioty mają duszę, wszystko jest względne, interesujący może pojedynczy kamień na drodze, czy źdźbło trawy. Tutaj tracą znaczenie standardy dotyczące pór dnia i przyporządkowanych im czynności, nie jest istotne zdrowe żywienie, wyścig szczurów, praca, wstanie z łóżka. Tu depresja i bezczynność może być przeżyciem czasem wręcz paradoksalnie przyjemnym. Tutaj wszystko ma charakter metafizyczny, a koncentracja na jednym słowie i oczekiwanie, że ono samo przekształci się w większą formę i pojęcia jest bardziej atrakcyjna i sensowna niż znana nam presja, że musimy tworzyć, produkować, konsumować na potęgę bo inaczej braknie nam czasu.

Przestrzeń i czas w świecie Patti Smith rządzi się swoimi prawami, miejskie czy też wiejskie legendy stają się rzeczywistością. Sen tańczy z jawą, poezja przechodzi w prozę i odwrotnie, a wszystko to dzieje się tak niepozornie, ze czasem zauważamy to dopiero po czasie. Piękny jest świat w "Obłokobujaniu", ale nie jest tak że nie ma wad, bo w końcu stamtąd trzeba wrócić, albo trzeba będzie tam już pozostać na zawsze. Wraca się natomiast bardzo ciężko, szczególnie do szpitalnej sali, męczących obowiązków, cholernie pragmatycznych i nieciekawych ludzi, którzy nie pozwalają się zatrzymać się i wciąż popędzają. Na całe szczęście są wokół nas też i ci z którymi możemy podzielić się tym światem z którego właśnie wróciliśmy i może wspólnie stworzyć choć jego namiastkę TU.