czwartek, 12 maja 2016

Gen atlantydzki - A.G. Riddle








"Gen atlantydzki" to pierwsza część trylogii o nazwie "Zagadka Pochodzenia". Jest to książka reklamowana na naszym rynku wydawniczym jako światowy bestseller, a jej autor porównywany do samego Dana Browna. Muszę przyznać, że "Gen atlantydzki" mnie nie zawiódł. Był dokładnie tym, czego się spodziewałem po literaturze tego gatunku - czyli rozrywką na całkiem przyzwoitym poziomie. Myślę, że każdy czytelnik, który swego czasu z zapartym tchem śledził tajemnice i rozwikływał zagadki wraz z Danem Brownem w jego " Kodzie Da Vinci" , z równą przyjemnością zasiądzie do tego co przygotował dla nas A.G. Riddle. Dostajemy tu bowiem historię teorii spiskowych odnośnie tajemnej organizacji próbującej zdobyć władze nad światem i mimo, że wszystko jest dość grubymi nićmi szyte to w zupełności to nie przeszkadza w śledzeniu wydarzeń z zapartym tchem.


A.G. Riddle zachowuje się jak klasycy gatunku powieści sensacyjnych i niemal już na samym początku wrzuca nas w sam środek akcji, bowiem rozpoczyna on - dosłownie mówiąc - od wielkiego wybuchu. W Jakarcie dochodzi bowiem do eksplozji, która - jak wszystko na to wskazuje - jest zaplanowanym skrzętnie atakiem terrorystycznym. Z ataku wychodzi cało David Vale, który potem okaże się jednym z głównych bohaterów powieści A.G. Riddle. Wcześniej jesteśmy świadkami znaczącego, aczkolwiek na chwilę obecną jeszcze niewyjaśnionego odkrycia, którego dokonuje ekspedycja badawcza na morzu u wybrzeży Antarktydy. Autor wprowadza nas celowo w spore zamieszanie, bo jakby tego mało śledzimy jednocześnie wydarzenia w tajemniczym ośrodku badawczym w Jakarcie, gdzie testom medycznym poddawane są dzieci dotknięte autyzmem, jak również trafimy do Tybetu, gdzie na odludziu mieści się placówka przeprowadzająca jeszcze bardziej tajemnicze eksperymenty na ludziach. Taktyka dość powszechna w tego typu książkach, polegająca na tym aby wprowadzić czytelnika w chaos związany ze skokami miejsc akcji i poznawaniem z pozoru niezwiązanych ze sobą bohaterów układanki - w moim przypadku zdał rezultat i autorowi udało się wymusić moją uwagę i zainteresować mnie rozwiązaniem tej łamigłówki.

Akcja w "Genie atlantydzkim" toczy się w ekspresowym tempie i wymaga to od nas niemałej koncentracji i uwagi, aby nadążyć za wydarzeniami. Na początku możemy czuć się zdezorientowani, by zaraz potem zacząć odnajdywać się w sytuacji i powoli łączyć kolejne elementy tej misternie utkanej układanki. Główni bohaterowie tej opowieści, czyli wspomniany przeze mnie wcześniej agent organizacji do walki z terroryzmem światowym - David Vale, jak również sympatyczna pani doktor - Kate Warner będą razem współdziałać celem wyjaśnienia zagadki u której zarania stoi tajemnicza organizacja Immari. Organizacja ta ma wpływy na całym świecie i planuje akcję na szeroką skalę, która ma mocno zagrozić bezpieczeństwu i kształtowi całego gatunku ludzkiego. Co konkretnie chcą zrobić? Na czym polega działanie tajemniczego "genu atlantydzkiego" ? Co wspólnego z tym wszystkim mają badania nad autyzmem i tajemnicze znalezisko na Antarktydzie ? - tego wszystkiego dowie się każdy którego tą recenzją udało mi się zachęcić do lektury. Myślę, że naprawdę warto, bo książka jest naprawdę wciągająca.


"Gen atlantydzki" pojawił się jakby znikąd, a mimo że jest reklamowany jako światowy bestseller to w ogóle nie obił mi się ten tytuł o uszy w zapowiedziach wydawniczych. Ukazał się nakładem Wydawnictwa Jaguar, które zajmuje się głównie tytułami dla dzieci i młodzieży i może właśnie z tego powodu nie sięgam często po książki przez nich wydawane, aczkolwiek muszę przyznać, ze po lekturze "Genu atlantydzkiego" przyjrzałem się dokładniej ich ofercie i znalazłem kilka interesujących pozycji dla dorosłych. Podsumowując, śmiało mogą sięgać po tą książkę osoby, które są zainteresowane literaturą sensacyjną i lubią szybką wartką akcję wraz z wyrazistymi bohaterami w typie Jamesa Bonda. Myślę, że Davidovi Vale dużo brakuje do uroku Roberta Langdona, to Kate Warner to nie Sophie Neveu, ale właśnie głównie fani cyklu powieści Dana Browna odnajdą tu coś dla siebie, bo reklama jest jak najbardziej trafiona. Ja nie jestem jakimś fanatykiem tego typu literatury, ale czasem lubię oddać się tym wszystkim teoriom spiskowym i pozwolić sobie na towarzyszące tym zagadkom wypieki na twarzy. Polecam!