czwartek, 5 maja 2016

Małe Życie - Hanya Yanagihara









Już po pierwszych zapowiedziach premiery tej książki w Polsce wiedziałem, że ją przeczytam i nie mogłem się jej doczekać. Moje oczekiwania wzrosły jeszcze bardziej kiedy redaktor Michał Nogaś z Najwyższej półki napisał, że będziemy liczyć czas do i po przeczytaniu " Małego życia" - bo czy może być lepsza rekomendacja? Jaka jest więc ta najgłośniejsza amerykańska powieść ubiegłego roku, nominowana do Nagrody Bookera i National Book Award oraz laureatka prestiżowej Kirkus Prize ? Powiem krótko - jest bardzo dobra.
 
Akcja powieści Yanagihary toczy się w jednym z najgłośniejszych i najbardziej znaczących miast świata - Nowym Jorku i myślę, że miejsce akcji nie jest w żadnym wypadku przypadkowe. Obserwujemy zmagania czwórki przyjaciół z dojrzewaniem i wchodzeniem w dorosłość przy olbrzymiej presji sukcesu, która to presja wystawi na ogromną próbę ich przyjaźń. Na początku mamy okazję przyglądać się losom każdego z nich z osobna, ale po pewnym czasie autorka dokonuje wyboru i skupia się na jednym z nich - to Jude będzie centralną postacią tej powieści. Jego tajemnica z przeszłości jak również jej wpływ na relacje z pozostałą trójką przyjaciół stanowi koło zamachowe "Małego życia". Czym głębiej autorka wprowadza nas w rozwikłanie jego zagadki, tym atmosfera staje się bardziej przygnębiająca, a emocje które mną targały w tych trudnych momentach nie były - delikatnie mówiąc - przyjemne i miałem chwile kiedy musiałem zrobić sobie przerwę . Jest taki moment w tej powieści, kiedy ojciec głównego bohatera poznaje jego historię z listu i musi co chwilę przerywać czytanie, bo jest to dla niego tak trudne. To w jaki sposób Jude jest rozkładany na czynniki pierwsze, to jak Yanagihara nakazuje mu odtwarzać traumy z dzieciństwa może budzić sprzeciw, może szokować, ale niewątpliwie należą się jej słowa uznania za doskonałą umiejętność wzbudzania emocji. Czytałem gdzieś, że "Male życie" to przede wszystkim studium empatii i zgadzam się z tą opinią, gdyż niewątpliwie autorka wystawi naszą zdolność empatii na próbę - bo choć sama nazywa swojego głównego bohatera postacią fascynującą - to trudno nie mieć ochoty czasami porzucić go z jego historią. Myślę, ze po prostu często nie chcemy wiedzieć, że takie rzeczy się dzieją i wolimy odwracać wzrok i zatykać uszy. Obawy Jude przed odrzuceniem przez tych, którzy dowiedzą się o nim prawdy są więc zasadne, a mimo to kibicujemy mu żeby zebrał się na taką odwagę wobec swoich bliskich.

Czegoś innego spodziewałem sie szczerze mówiąc po tej powieści. Sam opis i początek, kiedy poznajemy jej bohaterów przypominał mi momentami jeden z moich ulubionych filmów z lat osiemdziesiątych - " Ognie św. Elma" i liczyłem że od Yanagihary otrzymam podobną w klimacie opowieść o dojrzewaniu, o wchodzeniu w dorosłość i konfrontowaniu się własnych marzeń i planów z oczekiwaniami rodziny, społeczeństwa, systemu. Ostrzyłem sobie pazury na wzruszającą historię wieloletniej przyjaźni i śledzenie ich losów z wypiekami na twarzy. Wspomniany przeze mnie film również porusza kwestie dylematów, konfliktów wewnętrznych, trudnych kompromisów i traktuje o samotności w tłumie, ale "Małe życie" robi to w sposób niemalże brutalny. Yanagihara najpierw maluje przed nami piękny obraz o przyjaźni przyjaciół, składa nam obietnicę czegoś od czego trudno nam będzie oderwać wzrok, wzbudza nasze oczekiwania i intryguje po to, aby po tym wszystkim obdarzyć nas wielkim smutkiem. Jest to bardzo ważna powieść i myślę sobie, że warto po nią sięgnąć i nie ma co przerażać się jej objętością, bo nie ma tu niepotrzebnych rzeczy, nie jest ona przegadana, nie będziemy się nudzić. Ma ona natomiast specyficzny charakter, bo historia ta opowiedziana jest jednym ciągiem, bez momentów na zatrzymanie i powoduje, że to nasze "małe życie" płynie niczym nurt rzeki, a my z nim - czasem dryfujemy, czasem płyniemy z prądem , a innym razem się mu poddajemy. Są też osoby takie jak Jude, które ciągle próbują utrzymać się na powierzchni, mimo że coś ciągle ściąga ich na dno.

Trudno jest zawrzeć tutaj wszystkie refleksje jakie towarzyszyły mi przy czytaniu tej książki, ale myślę też że nie ma o większego sensu, bo jeśli ktoś ma na tyle odwagi by zmierzyć się z tą powieścią sam, to będzie miał okazję zobaczyć jak głęboko autorka rozrywa nas na strzępy razem ze swoimi bohaterami. Ja osobiście po jej lekturze czuję sie zmęczony, ale wynika to z tego że udało jej się dotrzeć do moich największych dylematów i lęków. "Małe życie" nie odpowiada bowiem na pytania, ale je mnoży - a są to pytania ważne, bo dotyczą sensu życia, przyjaźni, miłości, winy, odkupienia, duszy, ciała, a przede wszystkim jednak naszej tożsamości i roli do odegrania. Polecam!