piątek, 20 maja 2016

Znalezione nie kradzione - Stephen King








Bill Hodges - vol. 2 

 



Kolejna część trylogii kryminalnej Stephena Kinga jest w moim odczuciu bardziej ciekawa niż " Pan Mercedes". Może to kwestia przyzwyczajenia się do tego oblicza Mistrza, może historia ciekawsza, bo trzeba na początku zaznaczyć, iż druga część jest luźno związana ze swoim poprzednikiem, a może po prostu king is King i nie można tracić do niego sentymentu bez względu na to, czy jest to kolejne "Dallas 63", czy też daleko mu do tego majstersztyku. Myśl, która towarzyszyła mi przez większa część książki, to kotłujące się w głowie pytanie - "Jakim cudem jest to kontynuacja cyklu Bill Hodges skoro nie ma tu Billa ? " Jak się okazuje po czasie Stephen King sprawnie go wprowadza do całej historii, jak również wprowadza inne watki łączące "Znalezione..." z " Panem Mercedesem" i historią szaleńca, który rozjechał tłum samochodem. Niemniej jednak jeśli ktoś nie czytał pierwszej części trylogii może śmiało czytać "Znalezione nie kradzione", zwłaszcza że zaznaczę jeszcze raz - jest to książka dużo lepsza.

Trochę mi opowieść Stephena Kinga w tej książce przypominała Dickensa, który jednak został zaprawiony większą nutą grozy i adresowany jest do dużo starszych dzieci :D Mimo, iż na samym początku dostajemy bezwzględne morderstwo i zapowiada się bardzo mocno to później jest już bardziej przygodowo niż strasznie, no może z małymi przerywnikami kiedy atmosfera się zagęszcza. Czy zastanawialiście się kiedyś co by było gdybyście przypadkiem natrafili na zakopany zaraz przy domu skarb, który byłyby rozwiązaniem wszelkich problemów finansowych z którymi boryka się wasza rodzina? Czy znalezione to rzeczywiście nie kradzione, nawet jeśli jesteście w stanie z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że pieniądze pochodzą z przestępstwa? Jak pokazuje nam Stephen King czasem pokusa okazuje się zbyt duża, ale jak to w przyrodzie bywa jeśli coś cennego się gubi, to z czasem ktoś może się o to upomnieć i może być bardzo bardzo zły... No ale może na tym poprzestanę, żeby oszczędzić wam spojlerów.

Bardzo lubię książki, gdzie autor prezentuje nam tak naprawdę książkę w książce. O co mi chodzi - to już każdy musi sam się przekonać. W powieści Stephena Kinga właśnie to dostajemy, w tej historii jest drugie dno, a w nim tak naprawdę jeszcze kilka kolejnych. W pakiecie dostajemy też zbuntowanego nastolatka z zapędami aspołecznymi i dla kontrastu drugiego młodego człowieka, który jest idealistą - jego idealizm i uczciwość zostanie jednak wystawiona na próbę. Nasi bohaterowie choć sami o tym nie wiedzą, zostaną że sobą związani wspólną historią, a wszystko zmierza też do krwawej konfrontacji. Co zwycięży? Czy idealizm czy też gorycz? Czy tak naprawdę jedno z drugim nie jest ściśle powiązane i tak naprawdę tylko kilka zdarzeń i splot złych decyzji może nas ustawić po przeciwnej stronie wartości? No i wreszcie czy tak naprawdę chodzi o pieniądze czy o coś więcej?


Tak sobie myślę, że ktoś kto to czyta i dobrnął jakimś cudem do tego momentu może mieć poczucie że tak naprawdę nie wie o czym jest i o co tak naprawdę chodzi w tej książce. No cóż, przyznam się szczerze że taki miałem zamiar - postanowiłem trochę zamieszać, bo właśnie to samo robi Stephen King w swojej powieści. Bawi się z czytelnikiem, wprowadza go w błąd, wciąga go w swoją grę. Robi to - jak to zwykle ma w zwyczaju - z dużym poczuciem humoru. Opowiada swoją historię w sposób bardzo intrygujący, zaciekawia, buduje napięcie tak jak to właśnie na Mistrza przystało. Niby wydarzenia które mają nastąpić za chwilę są łatwe do przewidzenia, ale z drugiej strony i tak czytelnik ma masę frajdy śledząc przebieg tej intrygi. Udało mu się stworzyć bardzo ciekawych bohaterów, którzy mimo, iż są w miarę przewidywalni i jednoznaczni to mimo wszystko potrafią nas zaciekawić. Warto sięgnąć po tą powieść i myślę, że jedno jest niemal pewne - trudno się przy tej książce nudzić. Polecam amatorom przygód z nutą strachu książkę "Znalezione nie kradzione" , zwłaszcza że już niedługo premiera trzeciej i ostatniej części przygód sympatycznego Billa Hodgesa. Ja zabieram się za "Głód"  Martína Caparrósa, który tak czuję już po pierwszych stronach będzie wiał grozą, tyle że tym razem będzie to atmosfera o tyle bardziej przerażająca, że to literatura faktu.