poniedziałek, 16 maja 2016

Legia Mistrzów - Piotr Jagielski










Pozycja obowiązkowa dla każdego kibica Legii Warszawa i nie tylko....




Siadasz przed telewizorem wraz z ojcem i oglądasz mecz. Nie ma chyba chwili bardziej charakterystycznej dla wspólnoty ojca z synem z czasów młodości jak wspólne kibicowanie ukochanej drużynie. Dla mnie było to kibicowanie Legii, potem Manchesterowi, a może nawet odwrotnie. Wprawdzie nie było sporo tych meczów wtedy do zobaczenia, ale chwile niezapomniane- Cudowne uczucie! Świetnie się czyta książki o piłce nożnej jeśli są one pisane przez prawdziwych fanów, a Piotr Jagielski ani przez chwilę nie próbuje udawać że w jego przypadku jest inaczej. Z każdego niemal słowa na kartach tego opracowania możemy wyczytać, iż z Legią Warszawa łączy go wielka sympatia. W moim odczuciu właśnie to przede wszystkim wpływa na to, iż książkę tą czyta się znakomicie. Malo tego, jak się okazuje oprócz Legii Warszawa serce pana Jagielskiego bije też dla Manchesteru United i tym samym już od samego początku udało mu się wprowadzić mnie w najlepszy z możliwych klimatów do przypomnienia sobie historii o "Wielkiej Legii".


"Legia Mistrzów" to podroż w czasie - sentymentalna wyprawa w przeszłość do najlepszych wspomnień jakie może posiadać kibic Legii Warszawa. Myślę jednak, że niemałe emocje przy lekturze tej książki udzielać się będą nie tylko kibicom Legii Warszawa bo lata dziewięćdziesiąte i niezapomniane boje legionistów z drużynami takimi jak IFK Goteborg, Spartak Moskwa czy też jedną z wielkich wtedy angielskich firm jaką było Blackburn Rovers to jeden z najlepszych okresów współczesnej klubowej piłki w Polsce. Takich emocji - w mniejszym jednak rozmiarze dostarczył nam jeszcze łódzki Widzew. Widzew zdążył przez ten czas przepaść w odmętach naszej polskiej piłkarskiej rzeczywistości, a Legia - właśnie wtedy kiedy czytam tą książkę - zdobywa kolejne mistrzostwo i przygotowuje się do boju o Ligę Mistrzów. Szczególnego smaku dodaje temu wszystkiemu fakt, iż dzieje się to na stulecie istnienia kubu a człowiekiem który ma ją do tego doprowadzić jest Stanisław Czerczesow. Jest on na chwilę obecną trenerem klubu a w latach dziewięćdziesiątych bronił bramki Spartaka Moskwa, który grał z Legią w jednej grupie Ligi Mistrzów. Oby Liga Mistrzów znów do nas zawitała, a tymczasem pozostają nam wspomnienia...


Wydarzenia z tamtego okresu to swoisty koktajl własnych wspomnień Piotra Jagielskiego oraz ludzi, którzy tą Legię wtedy tworzyli. Nazwiska mówią same za siebie. Jest tutaj znakomity- moim zdaniem jeden z najbardziej niedocenianych trenerów - Paweł Janas. Są tacy piłkarze jak : Jerzy Podbrożny, Cezary Kucharski, Ryszard Staniek, Wojciech Kowalczyk, Maciej Szczęsny. Jest w końcu niezapomniany Leszek Pisz - oj ileż to niezapomnianych emocji zawdzięczam właśnie jego grze. Przede wszystkim pamiętam bramkę z IFK, kiedy to strzelał rosłym Szwedom bramkę z głowy, a był to zawodnik najmniejszy na boisku. pamiętam jego niezapomniane rzuty wolne. Jak się dowiadujemy z książki były one wynikiem wielu godzin ćwiczeń. Nazwiska jakie przewijają się tutaj charakteryzuje jedna wspólna cecha - żadne z nich dla kibica pamiętającego tamte czasy nie pozostanie anonimowe i to bez względu na to komu kibicował. Legia Warszawa z książki Piotra Jagielskiego to był prawdziwy dream team jak na tamtą rzeczywistość i tylko szkoda , że nie dało się tego kontynuować i skończyło sie na przebłysku. Drużyna nie dostała kolejnych szans z uwagi na - charakterystyczna rzecz dla naszego kraju - spory o pieniądze. Główny inwestor i osoby z zarządu toczyły wojny o łupy z Ligi Mistrzów, a kolejni zawodnicy emigrowali na Zachód, który w tamtym czasie otwierał swoje drzwi dla naszych zawodników. Niektórzy z tych graczy zrobili niemałe kariery, a inni niestety przepadli gdzieś bez wieści, po latach odnajdując się w zespołach regionalnych jako gracze, a potem czasem działacze czy trenerzy. Reszta pozostaje milczeniem i wyczekiwaniem na kolejne sukcesy...I tak sobie czekamy wszyscy już od wielu lat....


Kiedy Legia po latach walczyła z Celtikiem Glasgow o Ligę Mistrzów pojawiła się duża iskra wzbudzająca nadzieję. Wtedy się nie udało z przyczyn nie do końca sportowych. Tak to ju czasem jest w tej piłce i pewnie będzie, ze przypadek ma też niemałe znaczenie dla ewentualnych sukcesów. Może w tym roku szczęście znowu się uśmiechnie i zawodnicy tacy jak Nikolic, Jędrzejczyk, Pazdan czy Rzeźniczak też kiedyś trafią na karty podobnej książki. Liczę na to, a tymczasem szczerze polecam każdemu kibicowi tą książkę, bo czyta się to wszystko wyśmienicie. Pewnie nie bez znaczenia jest fakt, iż napisał ją syn słynnego i jednego z moich ulubionych reportażystów - Wojciecha Jagielskiego. Wielkie dzięki p. Piotrku za przypomnienie mi w tak malowniczy sposób tych pięknych chwil. Dziękuję też za piękny prezent w postaci tej książki osobie która mnie nią obdarowała, bo to jeden z najlepszych prezentów jakie otrzymałem w ostatnim czasie. Super się to czytało !