sobota, 7 maja 2016

"Przez Morze. Z Syryjczykami do Europy" - Wolfgang Bauer








"Kto codziennie widzi śmierć, zmienia się, raj na tamtym świecie staje się bliższy od życia na ziemi"




 
 
Czeski fotograf Stanislav Krupař i niemiecki reporter Wolfgang Bauer postanowili przebyć drogę, którą pokonują uciekinierzy. Zmienili tożsamość, zaufali przemytnikom i przyłączyli się do Syryjczyków, którzy próbują przedostać się do Europy.Pomysł kontrowersyjny, wzbudził zapewne wiele pytań o etykę jak również granice cel, który tak naprawdę przyświecał autorom książki. Myślę, że nie trudno tu będzie o oskarżenia sugerujące iż tego typu metody wykraczają poza pracę dziennikarską i są sposobem na szukanie taniego rozgłosu. Ja w każdym razie nie należę do osób ferujących tego typu wyroki i po książkę sięgnąłem z zainteresowaniem. To trochę takie dziennikarstwo rodem "z linii frontu"


Reportaż Wolfganga Bauera składa się z dwóch warstw. W pierwszej autor przedstawia nam ogólną genezę masowego exodusu i co za tym idzie jednego z największych kryzysów humanitarnych w historii świata, a w drugiej pokazuje nam osobistą perspektywę pojedynczych członków grupy wybierającej się w niebezpieczną podroż z Egiptu do Europy. Tym samym - stosując tego rodzaju kontrast - pokazuje jak łatwo ferować wyroki i podejmować decyzje o udzieleniu bądź odmowie pomocy ludziom w potrzebie.Inaczej będziemy podchodzić do tematu, jeśli są oni tylko liczbami na kartkach ( pokazuje to choćby niedawna dyskusja tocząca się w naszym kraju ) , a nasza ocena może ulec zmianie jeśli poznamy indywidualną sytuację człowieka. Niby sprawa oczywista, ale widać trzeba o tym w ten sposób mówić i pisać ciągle, bo wciąż społeczeństwa (bądź co bądź nazywające się cywilizowanymi) o tym fakcie zdają się zapominać. Bauer nie bawi się w uproszczoną retorykę, nie karmi nas frazesami o tym, iż emigracja do europy ma tylko wydźwięk polityczny, gdyż jego bohaterowie szukają też tutaj poprawy bytu ekonomicznego. Pokazuje jednak, iż nie jest to wystarczający argument żeby odmówić tym ludziom pomocy. Ci ludzie bardzo często funkcjonowali na całkiem niezłym standardzie w swojej ojczyźnie, ale wojna im to odebrała i trudno się im dziwić, że nie zadowalają się wegetacją tylko chcą wrócić przynajmniej do punktu wyjścia. To bowiem rozpacz Syryjczyków - jak trafnie spostrzega autor " Przez morze" - doprowadziła do powstania tej strasznej i wynaturzonej w swojej działalności organizacji, która nazywa się Państwo Islamskie. O tym jak bardzo skrajny jest ten twór świadczy fakt, który dla mnie osobiście był zaskoczeniem, że odrzuca ich nawet Al- Kaida. Oczywiście ktoś powie, że chodzi tu o zwykłą konkurencję, ale myślę że w tym wypadku jednak poziom radykalizmu Państwa Islamskiego odstręcza skutecznie nawet największe organizacje terrorystyczne.

Dużo by można pisać o tym jak ludzie szukający nowego miejsca dla siebie i swoich rodzin są wykorzystywani na każdym kroku - począwszy od osób , którzy starają się na ich tragedii zarobić, po osoby które pragną zbić na nich polityczny kapitał. Wiele można by również powiedzieć o dwulicowości Zjednoczonej Europy, która z jednej strony oferuje pomoc( z niechlubnymi wyjątkami ), a z drugiej podejmuje nieoficjalne działania zmierzające na zatrzymaniu ich z drugiej strony morza bez względu na koszty. Pewnie wypadałoby się też głębiej zastanowić nad tym, kto - manipulując delikatną sytuacją polityczną w krajach arabskich - doprowadził do tego kryzysu i dlatego nie powinien umywać rąk. Tymczasem jednak bardziej istotne jest moim zdaniem to, aby pochylić się nad tragedią konkretnych ludzi, którzy bądź to giną podczas przeprawy przez morze, bądź w obozach dla uchodźców. Żeby jednak komuś pomóc to trzeba zacząć od tego, aby zrozumieć jego sytuację, a niniejsza książka jest ku temu dobrą okazją, a do tego nie jest zbyt obszerna i myślę że każdy komu zależy jest w stanie znaleźć te kilka godzin na jej lekturę. Naprawdę warto.