poniedziałek, 23 maja 2016

Wieloryby i ćmy - Szczepan Twardoch











W odróżnieniu od tych którzy skrytykowali ta książkę Szczepana Twardocha, twierdząc że jest za młody na publikowanie dzienników, ja zdecydowanie się z tą opinią nie zgadzam. Nie rozumiem w ogóle tej tezy, że ta forma jest zarezerwowana dla starców. Dzienniki 2007-2015, które prezentuje nam w tym wydawnictwie Szczepan Twardoch nie są złe. Myślę, że każdy kto zetknął się wcześniej z twórczością Szczepana Twardocha znajdzie tutaj coś dla siebie. Zaznaczam jednak - dla tych którzy spotkają się z autorem poraz pierwszy - że jego styl nie jest łatwy i powiem więcej - momentami potrafi być mocno wyczerpujący. Ja wcześniej miałem okazję przeczytać tylko- bądź też aż - "Dracha" i powieść ta zrobiła na mnie niemałe wrażenie. Nie przypominam sobie by przyszło mi spotkać się z takim klimatem wcześniej.


Kiedy przypomnę sobie wrażenia, które towarzyszyły mi przy lekturze "Dracha", to pamiętam przede wszystkim to nieustanne, mechaniczne wręcz, momentami monotonne wsiąkanie w przedstawiany przez Szczepana Twardocha świat. Tytułowy drach, czyli - choć rożne są ponoć interpretacje - ziemia przyciąga nas do siebie, łączy nas w jeden organizm, zespala, pochłania, wypluwa, rozdziera. Jest jakiś dziwny rodzaj magii w prozie Twardocha, ale nie takiej magii która zachwyca i porywa czytelnika, ale takiej która go tłamsi, odrzuca wręcz ale z drugiej strony nie pozwala mu przestać czytać. Obcując z "Wielorybami i ćmami" miałem podobne wrażeni, choć muszę przyznać że autor mnie trochę zaskoczył, bo widać że jego styl nie jest tu taki sam i co ciekawe nawet kiedy opisuje on swoje refleksje z okresu kiedy powstawał wspomniany " Drach" to ma się wrażenie że piszę to jednak inny Twardoch.Miałem nieraz ochotę przerwać czytanie, bo bardzo mnie przygnębiało to co czytałem, a właściwie sposób przedstawiania rzeczywistości, która sama w sobie jest dość prozaiczna - zakupy, piwo z kumplami, pisanie książki, obcowanie z synem, podróżowanie. Autor mówi jednak o tych rzeczach w taki sposób, że się odechciewa wszystkiego , ma sie ochotę tym wszystkim walnąć, ale z drugiej strony przychodzi potem moment kiedy - po odwróceniu naszej uwagi - jego myśli idą w całkiem innym kierunku i wzbudza tym naszą ciekawość i wtedy postanawiałem czytać dalej. Może nie można mówić o jakimś wielkim ekshibicjonizmie Twardocha w zaprezentowanych dziennikach, ale mimo wszystko jawi się on jako osoba bardzo intrygująca, niejednoznaczna. Pewnie, że można doszukiwać się w tym wszystkim jakiejś pozy, kreacji. W moim odczuciu - a myślę że całkiem nieźle mi wychodzi wychwytywanie takich rzeczy - często ucieka się on do ukrywania się za maską nonszalancji, czasem udaje bezczelność, próbuje szokować, zniechęcać do siebie. Bardzo ceni sobie - co można wprost przeczytać w tej książce - dystans i nie sprawia osoby która ceni sobie głębokie relacje z ludźmi. Przeciwnie - ja zbudowałem sobie obraz osoby ceniącej sobie prywatność, samotność, a przede wszystkim odrębność, może nawet wyobcowanie - ale takie na własne życzenie.


Podsumowując, myślę że nie należy się sugerować negatywnymi opiniami i warto sięgnąć po " Wieloryby i ćmy', bo co by nie mówić to jednak Szczepan Twardoch jest postacią ważną dla współczesnej polskiej literatury. Ja może nie jestem jakimś jego zagorzałym fanem, ale mimo wszystko muszę mu oddać że twórcą jest wybitnym, a przede wszystkim mam szacunek do jego niebywałego talentu posługiwania się słowem i odkrywania znaczenia poszczególnych słów na nowo. Nadaje on po prostu na innych pokładach wrażliwości niż ja, choć czasem robi się mi do niego blisko. Czasem mnie złości, kiedy odkrywam w nim cechy te same, które złoszczą mnie u siebie i chciałbym poudawać , ze ich nie mam, a on znowu się nimi wręcz chwali. Złości mnie to, że tak nie potrafię. Dobrze , że te dzienniki zostały wydane i myślę, że dobrze iż stało się to właśnie teraz, choć jak pokazują reakcje niektórych - był to ryzykowny krok ze strony Szczepana Twardocha. Tym bardziej należy mu się szacunek za odwagę. Nie jest to żaden bełkot intelektualny jak twierdzą niektórzy i myślę że nie jest to bufonada, ale prawdziwa postawa eksploatatora, osoby wciąż dążącej do poznania prawdy, do zrozumienia. Znanym faktem jest to, iż wielcy twórcy lubią czasem wytworzyć wokół siebie aurę tajemniczości, trochę "przyaktorzyć" , no ale czy nie tego też czasami od nich oczekujemy....