sobota, 27 sierpnia 2016

Ganbare ! Warsztaty umierania - Katarzyna Boni









Przyszła i na mnie kolej jeśli chodzi o książkę, która chyba najczęściej pojawiała się w sieciowych recenzjach na blogach literackich i nie tylko. Chyba właśnie z tego względu tak długo czekałem z jej lekturą, bo coś mi nie pasowało w tym że tak mocno się ją chwali i promuje. Włączyła się moja podejrzliwość, która szeptała mi do ucha - "Chcą Ci chłopie wcisnąć coś na siłę marketingowi spece od reklamy" - jak się miało wkrótce okazać - niepotrzebnie. Jest bowiem jedno miejsce, które odwiedzam kiedy potrzebuje pewnej opinii i skoro tam tez znalazłem entuzjastyczną recenzję "Ganbare" , to już byłem pewny, że w zachwytach nie może być zbytniej przesady i naprawdę warto sięgnąć po tą książkę. A oto link do wspomnianej recenzji, która ostatecznie mnie przekonała Cocteau&Co

W związku z tym, że tak jak wspomniałem nie będziecie mieli większych trudności z namierzeniem wielu bardzo dobrych recenzji, ja dla odmiany postaram się nie rozpisywać ( tak wiem, że mam z tym problem ) i mam zamiar spróbować zrobić to co już od dawna miałem w planach - to znaczy krótko i zwięźle zachęcić Was do sięgnięcia po tą książkę, bo naprawdę warto ! Zaręczam, iż wcale nie jest to dla mnie prosta sprawa. W takim razie do rzeczy: "Ganbare !" Katarzyny Boni to wyzwanie dla naszej umiejętności otwierania się na inność, na często trudną do zrozumienia kulturę, na inny system wartości, na różniący się dość mocno od naszego  - sposób widzenia otaczającego świata. Jest to wielka próba dla nas, aby towarzyszyć w żałobie ludziom, którzy mimo, że nie różnią się od nas jeśli chodzi o etapy przeżywania tego procesu, to zdecydowanie inaczej widzą swoje miejsce na tym świecie i poza nim, porównując ich system wierzeń do dominującej w naszej kulturze wizji tego co niewidoczne dla oczu. Ma się wręcz wrażenie, że kiedy dla przeciętnego Europejczyka metafizyka związana ze śmiercią ogranicza sie do pogrzebu, ewentualnej chwili refleksji przy okazji towarzyszącego mu nastroju świątecznego, czy wizyty na cmentarzu z okazji "Święta Zmarłych", to dla mieszkańców Azji śmierć i umarli przenikają się ze światem żywych w każdym niemal momencie codziennego życia. Kiedy my robimy wszystko, żeby nie konfrontować się z umieraniem, to oni nie widzą nic dziwnego w planowaniu własnego pogrzebu w wieku lat kilkunastu. Dlatego też chyba tak interesującą, hipnotyzującą wręcz lekturą jest reportaż Katarzyny Boni.

"Ganbare!" to tytuł dość przewrotny, aczkolwiek z drugiej strony możemy zauważyć, że jest coś takiego w specyfice bohaterów tej książki, ze z jednej strony złoszczą się oni i nie zgadzają na krzywdę która ich spotkała ze strony bezlitosnej natury i ludzkiej ignorancji, ale z drugiej strony zdają się przechodzić nad potrójną tragedią, która ich spotkała do porządku dziennego i żyć tak jakby nie stało się nic. Trwają, snują plany, odbudowują, zabezpieczają się na wypadek śmierci. Są w tym wszystkim dość apatyczni i momentami jakby zawieszeni, ale z drugiej strony rodzi się pytanie na ile odpowiedzialne jest za to nieszczęście jakie ich spotkało, a na ile jest to naturalna tendencja tej jakże intrygującej kultury. "Ganbare!" to zwrot, który w wolnym tłumaczeniu oznacza mniej więcej to, iż w życiu nie ma czasu na zbytnie sentymenty i oglądanie się za siebie i należy po prostu iść do przodu i nie oglądać się za siebie. Mimo, bohaterzy tego reportażu starają się właśnie to czynić, to równocześnie jak każdy chyba człowiek potrzebują czasu i możliwości na przeżycie swojej żałoby, a robią to w sposób który nieraz może nas zadziwić i może być trudny do zrozumienia dla naszego kręgu kulturowego.

Katarzyna Boni napisała książkę bardzo ważną i teraz myślę sobie że dobrze, iż była ona tak mocno promowana i dzięki temu mam nadzieję, że sięgnęło po nią wiele osób. Reportaż ten przede wszystkim  stanowi dla mnie bowiem pouczającą lekcję o tym, że nie zawsze istnieje konieczność zrozumienia drugiego człowieka żeby mu pomóc w cierpieniu. Najczęściej wystarczy towarzyszyć mu i wysłuchać, pobyć z osobą w kryzysie, a cała ta wiara w psychoterapeutyczne interwencje, profesjonalną pomoc i wizje systemowego i taśmowego wręcz pomagania w kryzysie zakrywają najważniejszą prawdę. Nigdy bowiem nie przeżywamy straty w taki sam sposób i nasze perspektywy bywają diametralnie różne. Z tego też względu postawa mnicha z "Ganbare!", który po prostu przychodzi, siada, przygotowuje herbatę i słucha "lamentów i narzekań" , a potem znika niepostrzeżenie tak samo jak się pojawił  - bardzo mi zaimponowała. Cała ta książka jest w sumie swego rodzaju towarzyszeniem i jednocześnie konfrontowaniem się z kruchością bytu. To by było z mojej strony na tyle. Znowu się cholera rozpisałem...