piątek, 19 sierpnia 2016

Ofiara bez twarzy - Stefan Ahnhem




Boję się mocno książek,  które są promowane przy pomocy porównań do legend  gatunku. Z reguły kończy się to jednym wielkim rozczarowaniem,  bo człowiek oczekuje niewiadomo czego. Jeśli dodać do tego fakt,  że autora "Ofiary bez twarzy " tytułują mianem nowego Nesbo to oczekiwania ( zwłaszcza jeśli jest się jego fanem tak jak ja ) wzrastają niemal do granic możliwości. W związku z tym z rezerwą podchodziłem do książki Stefana Ahnhema,  co jak się okazało było niepotrzebne. Autor zdecydowanie w moim odczuciu uciągnął ciężar oczekiwań.


"Ofiara bez twarzy " to rasowy thriller w którym bardzo mocno czuć skandynawski sznyt. Jest tu zimna zdystansowana atmosfera, powoli budowane i wzrastające w odpowiednim tempie napięcie i bohaterowie nakreśleni mocną,  zdecydowaną kreską. Dodajmy do tego odpowiednio skrojoną intrygę z zaskakującym zakończeniem i milion pytań na które mamy zdobyć odpowiedzi,  a będziemy się bawić znakomicie. Jedynym warunkiem jest sympatia do tego gatunku oraz w miarę duża tolerancja do brutalnych czasami i krwistych opisów,  bo tych tutaj z pewnością nie zabraknie. Gdyby komuś było jeszcze tego mało i jest też otwarty na nowe formy percepcji, to polecam sięgnąć po książkę w formie audiobooka,  gdzie znajdziemy świetną interpretację w wykonaniu Mariusza Bonaszewskiego. Aktor ten bardzo odpowiada mi jeśli chodzi o rolę lektora w audiobookach,  a z książek które czytał wcześniej mogę polecić choćby pozycje wspomnianego Nesbo,  które interpretował moim zdaniem nawet lepiej niż mistrz Gosztyła.


Główny bohater "Ofiary bez twarzy" Fabian Risk przenosi się do Helsinborga ze Sztokholmu. Ucieka przed zgiełkiem dużego miasta oraz bliżej nieokreślonymi z początku duchami przeszłości,  które zbytnio mi ciążą i dlatego liczy na świeży start. Ma nadzieję w końcu odpocząć,  między innymi od trudnej pracy,  a także poświęcić więcej czasu własnej rodzinie, która o mały włos się nie rozpadła. Dlatego? Tego już się dowiecie z książki jeśli po nią sięgniecie. Jak się wkrótce okaże trudno uciec przed demonami przeszłości,  a nawet jeśli jakoś mam się to uda,  to wnet zjawiają się nowe,  które często są jeszcze gorsze do opanowania. Tak dzieje się w przypadku Fabiana Riska. Detektyw jeszcze nie zdąży się rozpakować,  a już dowiaduje się ze został przydzielony do śledztwa i to nie byle jakiego,  bo to śledztwo dotyczy brutalnego morderstwa,  a ofiarą jest były nauczyciel Riska. Chcąc tego czy nie,  nasz bohater znów będzie musiał odstawić na bok rozwiązywanie rodzinnego kryzysu i zająć się śledztwem,  które być może będzie dotyczyć go w sposób bardziej bezpośredni niż sam się tego na początku spodziewał. Motywem zabójstwa ( a nie skończy się na jednym)  są prawdopodobnie niewybaczone krzywdy z czasów szkoły, a sprawca  był ofiarą szkolnej fali.


Książka jest naprawdę bardzo dobra i warto sięgnąć po nią jeśli ktoś szuka rasowego thrillera. Nie znałem wcześniej tego autora i przyznam się  że zakupiłem go tylko i wyłącznie z uwagi na osobę Mariusza Bonaszewskiego i reklamę,  którą zobaczyłem na stronie mojej ulubionej audioteki. Myślę,  że nie tylko fani skandynawskich thrillerów będą zadowoleni. Uwielbiam być tak pozytywnie zaskakiwany i oby mi się to zdarzało jak najczęściej :) Tak w ogóle to myślę sobie,  że mam niemałe szczęście do dobrych książek i mimo ostatniego artykułu Polityki,  że nie warto czytać recenzji bo są ustawione,  to zaręczam że moje recenzje nie są pisane na zlecenie,  a że są entuzjastyczne?  Cóż kiedy mi się książka podoba,  to idiotyzmem byłoby na siłę ją krytykować.