wtorek, 2 sierpnia 2016

Kroniki - Bob Dylan






Czytałem swego czasu autobiografię napisaną w formie swego rodzaju zapisków, pamiętników autorstwa Kim Gordon, zresztą książka wydana również przez Czarne i recenzje możecie znaleźć w tym miejscu . Kroniki Boba Dylana choć dotyczą zupełnie innej epoki mają wiele wspólnego z tamtą książką jeśli chodzi o swoisty klimat. Bardzo cenię sobie jeśli artysta decyduje się na taki sposób opowiedzenia o sobie z uwagi na odwagę na dopuszczenie do często bardzo intymnych przeżyć,  osobistych dylematów i gotowość do zademonstrować własnego świata wartości. Twórca,  która pozwoli nam poznać się od tej strony bardzo zyskuje na przekazie,  przynajmniej w moim przypadku tak jest,  że całkiem inaczej obcuje mi się z jego dziełami. 

To,  że kroniki ukazały się właśnie nakładem Wydawnictwa Czarne rozumie się samo przez się,  kiedy czytamy słowo od Andrzeja Stasiuka,  które znajduje się w polskim wydaniu. Tak jak na nim twórczość Boba Dylana odcisnęła swój wpływ,  tak trudno chyba znaleźć osobę na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat,  która by chociaż nie słyszała o słynnym bardzie, który jak się okazuje choćby z tych właśnie jego kronik  bardem być wcale nie chciał. Nie zmienia to faktu, że jego poezja i muzyka ( przede wszystkim jednak chyba poezja) oddziaływały i oddziaływu wciąż na miliony ludzi na całym świecie. Trudno wręcz znaleźć jego utwór,  który nie został nagrany przez innego artystę i zyskał nową interpretację,  a raz po raz wytrawne ucho usłyszy jego wpływy we współczesnej muzyce alternatywnej,  rockowej, a nawet o zgrozo popowej. Jak już wspomniałem wyżej,  kiedy pozwolimy sobie poświęcić kilka godzin i zapoznać się z jego kronikami,  to jego twórczość może być przez nas doceniona pokaż kolejny i zyskuje dodatkową perspektywę. 

Pierwsze co rzuca się w oczy po lekturze zapisków Boba Dylana,  is jest to człowiek któremu nie w smak jest rozgłos i szum wokół jego osoby,  z którym musi się jednak mierzyć przez te wszystkie lata. Ktoś może powiedzieć,  że wszyscy artyści na to narzekają,  a jednocześnie do tego dążą całą otoczką jaką wokół siebie tworzą,  ale wydaje mi się,  a nawet jestem tego prawie pewny,  że w przypadku Dylana nie ma mowy o tym,  jakoby się tylko krygował. On naprawdę wydaje się w tym całym swoim opowiadaniu o sobie i swoich potrzebach bardzo autentyczny i kiedy mówi,  że całą swoją karierę uciekał przed ubraniem lidera pokolenia,  barda rewolucji lat sześćdziesiątych,  to ja mu osobiście wierzę. Bardzo szanuje artystów i w ogóle mam uznanie dla ludzi, którzy żyją w zgodzie ze sobą i nie idą na kompromisy dotyczące fundamentalnych wartości. Osoby takie za nic mają trendy czy też szeroko rozumiany własny interes i miejsce w otaczającym świecie, a ich nadrzędną prawdą jest pozostawanie wiernym przede wszystkim właśnie sobie - nawet za cenę wyrzucenia poza nawias społeczeństwa. Nawet za cenę niezrozumienia czy też status outsidera. Byle by nie dokonać zdrady na własnym sumieniu. Do takich osób moim zdaniem należy zaliczyć Dylana. 

Nie będę się zbytnio rozpisywał nad samą treścią tych kronik, gdyż tak naprawdę czytelnik sięgający po nie z nastawieniem na ciekawostki, a tym bardziej sensacje i pikantne szczegóły zawiedzie się. Są to zwykłe przemyślenia, przedstawione w luźny sposób, wspomnienia, przemyślenia, które znakomicie się czyta w połączeniu z muzyką Dylana i osób na których się wzorował, jego idoli, mentorów. Ja kilka ciekawych nazwisk i rewelacyjnej muzyki zyskałem dzięki tej lekturze, a czytałem "Kroniki" Boba Dylana przede wszystkim przy jego płycie "Desire". Książka idealna na wieczory i deszczową ,depresyjną pogodę :)