czwartek, 15 września 2016

Kiedyś byliśmy braćmi - Ronald H. Balson





"Jest wiele powodów, aby poznawać Holocaust i o nim nauczać, ale chyba najważniejszym jest niedopuszczenie do tego, żeby się powtórzył." - Ronald H. Balson



Bardzo dobra książka o Holocauście. Czytałem ją w trochę specyficznych okolicznościach,  gdyż było to podczas urlopowego wypoczynku przy palącym słońcu, w warunkach dość że tak powiem kontrastujących do tematyki tej książki. Piszę o tym nie bez przyczyny ponieważ szczególnie w takich momentach diametralnie zmienia się -  przynajmniej u mnie - perspektywa na rzeczy najistotniejsze w życiu. Myślę, że w momentach kiedy przestajemy doceniać rzeczy dla nas oczywiste jak to, że mamy co jeść,  nie musimy martwić się o naszych bliskich,  o własne zdrowie i życie, kiedy przyzwyczajamy się do tego, że zawsze tak już będzie,  to wtedy taka książka jest lekturą,  która może nas wyrwać z takiego błędnego przekonania. Nie ma bowiem jak się okazuje w życiu spraw pewnych,  nic nie zostaje nam dane na zawsze i czasem wystarczy chwila,  iskra która spowoduje pożar będący w stanie strawić wszystko co pojawi się na jego drodze. Tego nauczyła mnie książka Balsona i nie była to pierwsza taka lekcja.

"Kiedyś byliśmy braćmi " to jedna z tych książek które pojawiają się na rynku wydawniczym i dziwnym trafem przechodzą bez echa. Tym samym zdaje się to zadawać kłam idiotycznym jak dla mnie opiniom o wszechwładnym lobby żydowskim które zalewa nas literaturą i filmami z czasów Holocaustu. Myślę sobie,  że jest odwrotnie i ile by tych książek,  filmów,  dyskusji na temat tej tragedii nie było,  to istnieje potrzeba żeby mówić na ten temat i skłaniać do refleksji nad ulotną, zmienną, kruchą a przede wszystkim omylną naturą człowieka. Książka Balsona mówi o smutnej prawdzie dotyczącej rodzaju ludzkiego, a mianowicie przypomina nam,  że w obliczu zagrożenia i presji nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć jak zachowalibyśmy się i jaki los czekałby nasz światopogląd. Na ile wytrzymały jest nasz kręgosłup moralny?  Na ile jesteśmy siebie pewni?  Na ile nasza postawa wobec ludzi i wartości jest rzeczą stałą?  Ile jesteśmy w stanie poświęcić dla ratowania naszego życia i pozycji społecznej?  

Sama treść powieści nie jest może niczym nowym i tak naprawdę powiela utarte schematy,  które większość z nas miała okazję już nieraz poznać w innych opracowaniach na temat zagłady Żydów podczas II-ej Wojny Światowej. Cała historia zaczyna się w momencie,  kiedy znany żydowski polityk zostaje oskarżony o to,  że udaje kogoś innego niż jest i w rzeczywistości podczas wojny był zbrodniarzem i odpowiada za współudział w eksterminacji Żydów. Dodatkowo na wagę tego oskarżenia wpływa fakt, iż osobą która rzuca to oskarżenie wobec niego jest człowiek,  który podaję się za jego "brata". Nie łączą ich wprawdzie więzy krwi,  ale razem się wychowywali i żyli jak rodzina aż do momentu kiedy rozdzielła ich ta barbarzyńska nazistowska ideologia. Czy mówi prawdę?  Czy oskarżenia są zasadne? Myślę,  że każdy łatwo się domyśli jak brzmią odpowiedzi na te pytania,  bo tak naprawdę nie chodzi w tej książce o rozwiązanie tej intrygi. Konfrontacja po latach,  tajemnice,  zbrodnia,  wina i dążenie do rehabilitacji i odkupienia. Istotny jest natomiast sposób w jaki autor przedstawił przeobrażenia głównych bohaterów tej historii z jednej i drugiej strony konfliktów,  jak i tych którzy zostali świadkami tych wydarzeń po latach. Cała opowieść jest bogata w emocje,  które głównie oscylują wokół wzruszenia,  ale nie zabraknie tu żalu,  złości,  wstydu... Autor potrafi wciągnąć czytelnika w swą opowieść, a do tego posiada umiejętność przedstawienia jej w sposób autentyczny i świetnie buduje napięcie. Mimo,  że sama intryga jest zbudowana na zasadzie tajemnicy z przed lat,  która wymaga wyciągnięcia na światło dzienne,  to po pewnym czasie tajemnica ta schodzi na dalszy plan,  a bardziej istotne staje się poznanie trudnych prawideł rządzących rzeczywistością wojenną. Wojna jest złem w każdym wydaniu,  a już napewno wojna w którą zaangażowana jest spaczona ideologia i fanatyczna nienawiść. Niestety te rzeczy towarzyszą wojnie w większości przypadków,  a to zwykle kończy się próbą unicestwienia jednych przez drugich. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia podczas II-ej Wojny Światowej  i stąd wzięło się ludobójstwo w których brat stanął naprzeciw brata,  a jeden z drugim byli szczuci na siebie w imię "wyższych"  racji. 

Ktokolwiek przeczyta książkę "Kiedyś byliśmy braćmi" zada sobie pytanie: Jakim cudem antysemityzm, rasizm, ksenofobia znajdują nadal swoich zwolenników? W naszej obecnej rzeczywistości wzrasta atrakcyjność tych patologicznych przesłanek,  a wszystkiemu winien jest brak wyobraźni. Kogo? Przede wszystkim skrajnie prawicowych polityków którzy szturmem zdobyli ławy sejmowej obecnej kadencji. Jednym z powodów braku refleksji jest brak kontaktu z tego typu literaturą. Powiedzmy sobie bowiem wprost - bandy nacjonalistów,  neofaszystów nie sięgają po tego typu książki,  opracowania, a z tego właśnie względu nie posiadają wyobraźni i zachowują się często jak idioci. Czytajmy więc my i przekazujmy przesłanie dalej... Naprawdę warto!