sobota, 24 września 2016

Paint it black



No dobra,  naprawdę się starałem,  tylko ja chyba wiem jak bardzo, żeby nie kłapać zbytnio jadaczką. Starałem się odciąć,  szukałem sobie rozmaitych sposobów ucieczki od tej chorej rzeczywistości, od tego co dzieje się w tym kraju. Sport,  książki,  muzyka,  filmy i wszelkie pasje są znakomitym sposobem na kanalizację złości,  która rodzi się w człowieku ale przychodzi taki czas,  że nawet hipis wybuchnie i przerodzi się w pitbula jeśli ktoś będzie skakać mu cały czas po karku i cisnąć go wciąż i cisnąć. Moja wytrzymałość,  tak jak wytrzymałość wielu ludzi w tym kraju jest na granicy wybuchu. Dzieje się tak dlatego, że władza dokonuje gwałtu na systemie wartości ogromnej rzeszy swych obywateli. Sięgam więc po jeden z ostatnich chyba znanych mi instrumentów konstruktywnego oporu a jest to pisanie. 

Jak pewnie można łatwo się zorientować,  śledząc "wiadomości" w ostatnich dniach, tym co przepełniło u mnie czarę goryczy był wczorajszy zamach dokonany na podstawowych moim zdaniem prawach kobiet dotyczących samostanowienia o własnych sumieniach i ciele. Solidaryzuję się z nimi całym sercem,  ale jednocześnie muszę głośno wyrazić swój sprzeciw co do stanowiska, że chodzi tu tylko o kobiety,  bo tego zamachu dokonuje się również na mężczyznach,  których też nikt nie zapytał czy wyrażają zgodę na narzucany im ten narzucany przez rządzących rodzaj światopoglądu. No ja w każdym razie nie mam na to wewnętrznej zgody i całym sobą się buntuje! Chcę mi się mordę drzeć niczym Mel Gibson w Bravehart - "Freedom!!!". Ktoś może pomyśleć że jestem pomylony,  że przesadzam,  że to nietrafione porównanie,  że populizm,  ale cholera jasna w takim razie zapytam ja : Ile jeszcze Oni muszą zrobić, żebyśmy się obudzili?  Przecież przez conajmniej ostatnie kilkanaście miesięcy są nam narzucane rozmaitymi sposobami manipulacji przez rządzących rozwiązania prawno-systemowe ograniczające podstawowe prawa człowieka. Ograniczenia te dotyczą mężczyzn, kobiet, dorosłych,  dzieci, lekarzy, artystów, inteligencji, mas, ubogich,  bogatych... Nie ma wyjątków. No może poza kilkoma : ograniczenia nie dotyczą właśnie ludzi związanej z władzą, kleru i innych klakierów przyklaskujących władzy. 

Bardziej niż działania grupy u władzy,  których ideologii nomen omen nie jestem w stanie zrozumieć,  bo dla mnie jest to zlepek rozmaitych przekonań,  stereotypów,  zabobonów i opcji politycznych,  które udają tzw. "chrześcijański patriotyzm", bardziej niż ich nie rozumiem bierności i niskiej świadomości narodu. Większa część Polaków albo się zgadza z tymi działaniami,  albo nic nie robi,  albo straciła wiarę w możliwość sprzeciwu. Pogrążamy się w swego rodzaju apatii. Jakkolwiek jestem w stanie zrozumieć sporą grupę osób wychowanych w starym systemie i przyzwyczajonych do praktyk reżimu opartego na kontroli umysłów i dusz,  bo pół życia przeżyli oni w pod rządami zaboru komunistycznego. O ile jestem w stanie zrozumieć fanatycznych i słabo świadomych ultrareligijnych wyznawców "pseudokatolickich kaznodziei",  którzy zarażają nienawiścią,  to w żadnym wypadku nie potrafię zrozumieć młodych ludzi,  którzy w znacznej większości wyrośli  z ruchów społecznych o charakterze typowo wolnościowym. Kiedy uczestniczyłem w koncercie Włochatego w dniu wczorajszym,  to przyznam że trochę smutno mi się zrobiło, bo miałem okazję obserwować jak też się przerzedziły szeregi punkowej wiary. To nie pierwszy koncert kiedy można to zauważyć. Podobnie rzecz się ma z bracią metalową. Na kultowym niemal kiedyś składzie Quo Vadis zjawiło się raptem kilkadziesiąt osób. "Gdzie oni są?  Gdzie wszyscy moi przyjaciele?" - pytał kiedyś poeta dobrze wam pewnie znany. Też sobie zadaje to pytanie i trwoga mnie bierze,  kiedy pomyślę że niestety spora ich część odeszła "na prawo". Szeregi skrajnej prawicy,  narodowców,  rozmaitych ONR - ów i innych ugrupowań bazujących na uprzedzeniach i nienawiści rosną... Obawiam się,  że to się kiedyś,  może nawet niedługo może źle skończyć...

Napisałem,  że jestem zły,  wku.... nawet,  ale kiedy teraz pomyślę to jednak bardziej chyba jest mi smutno że dożyłem czasów kiedy za mówienie po niemiecku można zostać pobitym i to w biały dzień. Przeraża mnie kiedy widzę jak traktuje się prawa kobiet i ludzi wywodzących się z innych wyznań, kultur, o innych poglądach na życie niż ten dominujący obecnie. Zaskakuje w końcu schizofrenia kiedy pod sztandarami walki z fundamentalizmem i terrorem po ulicach krążą jednocześnie bojówki krótko obciętych bandytów i zastraszają mniejszości narodowe, religijne, seksualne i ogólnie mówiąc słabszych. Dzieje się to za cichym przyzwoleniem władzy. Może na dziś wystarczy... 

Podsumowując, kiedy byłem młody to tak jak Łukasz Orbitowski chciałem żeby świat spłonął ( taka domena młodzieńczego buntu ),  ale teraz chciałbym sobie spokojnie żyć i pragnę, a teraz już chyba tylko marzę żeby inni też mieli taką szansę. Niestety coraz częściej mam wrażenie, że jest coraz więcej tych którzy podpalają stosy, chcą dokonywać publicznych egzekucji na "heretykach" i domagają się powrotu św. Inkwizycji, a najgorsze jest to że nie są to opowiadania z nurtu fantasy tylko nasza smutna polska rzeczywistość... C. D. N.