niedziela, 11 września 2016

Psy z Rygi - Henning Mankell








Tym razem już udało mi sie wkręcić i zrozumieć Kurta Wallandera. Nie wiem czy to kwestia tego, że Mankell w drugiej części serii dopracował postać swojego głównego bohatera, czy też mi udało się w końcu dostrzec to czego do tej pory nie widziałem, a dostrzegali jego fani. Jak to fajnie ujął Michał Larek - "Dla fana te "wady" Kurta Wallandera to zalety" i myślę, że w tym tkwi cały sekret, że kiedy już pozwolimy sobie polubić daną postać, to te "wady" przestają przeszkadzać, a nawet zaczynamy doceniać pewne cechy, które w pierwszym momencie mogą być irytujące.

"Psy z Rygi" pokazują,iż Kurtowi Wallanderowi udało się podnieść z kryzysu w jakim znalazło się jego życie, a po szczegóły tego co się u niego wtedy zadziało zainteresowanych zapraszam do "Mordercy bez twarzy" . W drugiej części przestaje się oddawać stanom depresyjnym i bierze byka za rogi. Paradoksalnie, wszystkie jego dotychczasowe dylematy i wątpliwości z którymi się zmagał nie odebrały mu sił, ale wzmocniły go i dodały doświadczeń jakże potrzebnych rasowemu detektywowi. Mimo, że często nachodzą go myśli o porzuceniu pracy w Policji i zajęciu się czymś mniej obciążającym jak choćby praca ochroniarza, to kiedy już złapie trop staje się niczym tytułowy pies, który nie odpuści dopóki nie rozwikła zagadki i nie doprowadzi do ukarania winnych zbrodni. Jego dylematy wynikają z faktu, iż jest osobą bardzo wrażliwą, a to cecha trudna do pogodzenia z pracą wymagającą ciągłej konfrontacji z brutalnością zbrodni. Mimo tego, myślę sobie że w tym zawodzie często brakuje takich funkcjonariuszy którym udaję się zachować własną wrażliwość i nie pochowali jej pod maską cynizmu czy znieczulenia. Dojrzewanie bohatera jest widoczne również poprzez zwiększające się poczucie sprawczości i zaufanie do własnych umiejętności, a mimo że tęsknota za Rydbergiem, autorytetem Wallandera jest ciągle widoczna, to bardziej jego brak wiąże się z utratą przyjaciela niż guru. Kurt potrafi już bowiem wziąć sprawy w swoje ręce, co nie znaczy że często wzoruje się na swoim nieżyjącym już niestety autorytecie. Myślę sobie, że udało mi się polubić Wallandera właśnie dlatego, że lepiej go zrozumiałem, a to dzięki temu że Henning Mankell naprawdę rewelacyjnie potrafił oddać rozterki i w ogóle rys psychologiczny swojego głównego bohatera. Na koniec lektury byłem zaskoczony ile tak naprawdę wiem o Kurcie Wallanderze, a wszystko to udało mi się w końcu poukładać w całość. 

Książka Henninga Mankella to powieść interesująca nie tylko z uwagi na warstwę psychologiczną i świetnie zbudowaną postać głównej postaci, ale także ze względu na aspekt społeczny i polityczny. Intryga tu ukazana staje się punktem wyjścia dla pokazania specyfiki życia i różnic w funkcjonowaniu obywateli wolnej demokratycznej Szwecji i walczącej ciągle o wolność i suwerenność Łotwy, która ciągle nie może wyrwać się od wpływu mocarstwa zniewalającego ten kraj od lat. Śledztwo w sprawie odnalezionych ciał zamordowanych obywateli jednego z państw byłego Związku Radzieckiego zaprowadzi Wallandera właśnie do Rygi. Szybko okaże się że nie chodzi w tej sprawie o zwykłe morderstwo, ale o spisek na szczycie władzy i rozgrywkę jaka toczy się pomiędzy zwolennikami utrzymania wpływów i starego systemu, a tymi którzy mają nadzieję na zmiany. Jedni i drudzy są w stanie wiele poświęcić i posiadają mocno rozbudowane struktury, których spenetrowanie okaże się arcytrudnym zadaniem dla policjanta z zewnątrz, który ma ograniczenia wynikające nie tylko z uwagi na język i kulturę, ale przede wszystkim ze względu na różnice światopoglądowe. Trudno bowiem obywatelowi demokratycznego świata przestawić się na perspektywę kogoś, kto ciągle musi mierzyć się z realnym zagrożeniem nie tylko wolności, ale i życia, a każdy jego krok jest śledzony. Ta ciągła inwigilacja ze strony władzy i strach prowadzą często do wyborów, które nie tylko nie mają nic wspólnego z bohaterstwem, ale wręcz narażają człowieka na wstyd i odrazę względem własnej osoby.

Podsumowując, warto sięgnąć po "Psy z Rygi" nie tylko z uwagi na możliwość oddania się świetnie skonstruowanej intrydze kryminalnej, której rozwiązanie naprawdę nie jest oczywiste i do końca nie będziemy mieć pewności czy Kurt Wallander wyjaśni sprawę, czy może jednak podda się, a może nawet rzeczywiście opuści szeregi Policji w Ystad. "Psy z Rygi" dla mnie osobiście są też okazją do tego, iż postacie które wymagają większej uwagi dla ich zrozumienia mogą z czasem na dłużej skłaniać do refleksji i dać wiele więcej niż tacy, którzy zyskują sympatię od razu. Melancholik Wallander kiedy już poradzi sobie z kryzysem wieku średniego wyrasta na naprawdę charyzmatyczną osobowość, a przy tym jest autentyczny bo nie sili się na efekciarstwo i jest przez to bardziej autentyczny. Na koniec jeszcze jedna myśl ( już naprawdę ostatnia ) - Nawet Jo Nesbo i jego "Człowiek nietoperz" nie pokazał pełni potencjału Harry'ego Hole, więc może wniosek taki, że każda seria potrzebuje czasu na to żeby się w nią wgryźć i z czasem zaprzyjaźnić się z jej bohaterem na dobre i na złe :)