piątek, 2 września 2016

Ulica mnie woła - Beata Szady







Reportaże jeszcze bodaj bardziej niż literatura bazująca na fikcji literackiej mają to do siebie, iż odbiór ich jest mocno uzależniony od specyficznej wrażliwości czytelnika, a ta prezentuje się u każdego z nas całkiem inaczej. Dlatego myślę sobie, że nie ma autorów dobrych i złych, a są tacy którzy trafiają do nas bardziej a do innych mniej i odwrotnie. Tak właśnie jest ze mną w przypadku reportażu Beaty Szady z którą mam okazję spotkać się poraz pierwszy przy okazji tej książki. Tak jak Wojciech Tochman, który poruszał się również w tematyce slamsów czy też wspominany przeze mnie często mistrz Martin Caparros potrafili mnie poruszyć do głębi swoimi tekstami, tak Beata Szady w "Życiorysach z Limy" aż takiego wrażenia na mnie nie zrobiła, co nie zmienia faktu, że książka jest dobra i potrzebna.

Wciąż nie jestem w stanie tego zrozumieć i nie pozwolę sobie wciskać tekstów o naiwności, czy wręcz infantylności takiego podejścia,  jak to się do cholery dzieje że cywilizowane społeczeństwa godzą się na taki stan rzeczy gdzie istnieje tak ogromna nierówność jeśli chodzi o dystrybucję dóbr. Perspektywa, gdzie obok siebie funkcjonuje człowiek posiadający kilkanaście samochodów,  kilka luksusowych domów i grube zera na koncie bankowym,  a kilka metrów od niego mieszka kilkuletnie dziecko w domu z tektury jest dla mnie po prostu nie do przyjęcia i cholera nie interesuje mnie światopogląd zezwalający na akceptację,  a wręcz wzmacnianie takiego stanu rzeczy bo nie można takiej postawy nazwać inaczej niż barbarzyństwo i już. Nie jestem "wojującym lewakiem", choć wychodzi na to iż w dzisiejszym świecie jeśli tylko człowiek ośmieli się podnieść głos w sprawie nierówności społecznej,  dyskryminacji płci,  biedy,  czy ogólnie postawić się w obronie słabszych,  to taka łatka jest mu z zasady przyszywana. Nie marzy mi się utopia gdzie każdy będzie miał idealnie po równo, ale cholera jasna czy naprawdę ludzkości nie stać już na zwykłą ludzką przyzwoitość i empatię. Śmiem wątpić czy jako ogół jesteśmy w stanie się jeszcze wybudzić z tego konsumpcjonistycznego koszmaru, ale chciałbym się mylić w tej kwestii. 

Książki takie jak "Ulica mnie woła"  to w moim odczuciu przede wszystkim studium ignorancji i bezrefleksyjności. Pewnie,  że można cały ukazany tu problem związany z niezaopiekowaniem, alkoholizowaniem się, narkotyzowaniem się czy dziecięcą prostytucją zwalić na karb długoletnich błędów i nieodpowiednich wzorców wychowawczych,  ale to tak naprawdę bezczelna próba na zakłamanie prawdziwych przyczyn tego stanu rzeczy. W rzeczywistości bowiem,  jak pokazuje to w swoim reportażu Beata Szady, odpowiedzialność za cierpienie tych dzieci ponoszą rządy,  kościół,  wielki przemysł i inne instytucje,  które tolerują a czasem wręcz wprost akceptują patologie toczące je od środka. Rząd dba o interesy tych najbardziej wpływowych,  aby zapewnić sobie ich poparcie i ciągłość władzy, kościół zacietrzewiony w swej ideologii zachęca do prokreacji, aby następnie zostawić ludzi z ich potomstwem na pastwę losu. Byleby ochrzcić i zwiększyć wspólnotę, a w jakich warunkach ta wspólnota będzie żyć, to już mało hierarchów interesuje. Światowy przemysł szukając nowych rynków zbytu i oszczędności spycha biedotę do slamsów,  a organizacje które mają pomagać, przejadają często środki naiwniaków takich jak ja na bezsensowne i bezproduktywne programy "pomocowe", albo niepotrzebną biurokrację. Czasem ma się wrażenie,  że jest wiele osób które tak naprawdę robią wszystko,  aby utrzymać taki stan rzeczy, a mieszkańcy ulic Limy i innych metropolii zamieszkujący obszary slamsów ulegają postępującej stygmatyzacji. 

Ktoś mi kiedyś powiedział żebym nie czytał takich książek bo tylko się dołuję, ktoś inny śmieje się ze daje się robić w bambuko kiedy wpłacam datek na organizacje dobroczynne. No cóż wychodzę z założenia, że świadomość i chęć pomocy to jednak więcej niż siedzenie w nieświadomości na dupie. Wtedy bowiem łatwiej jest też brać udział w całym tym procederze i konsumować, konsumować, konsumować,  bo przecież "świata się nie zbawi". Otóż da się go zbawić, ale nie da się tego uczynić modlitwą, postem, pozorowaną chrześcijańską postawą tylko działaniem, dzieleniem się, stwarzaniem realnych perspektyw dla ludzi wyrzuconych poza margines. Na początek jednak należy się zainteresować, dowiedzieć, zrozumieć ich perspektywę. Dlatego polecam do lektury książkę Beaty Szady "Ulica mnie woła".