niedziela, 16 października 2016

Kucając - Andrzej Stasiuk






W przypadku książek Andrzeja Stasiuka nie mam wątpliwości jakie emocje będą mi towarzyszyć podczas lektury i jaki poziom będzie miał tekst po który sięgam. Bardzo mi odpowiada taka sytuacja i ciągle nie mam dość tego autora. 

"Kucając" to zbiór opowiadań,  które ukazały się wcześniej w innych książkach Stasiuka, czy też były drukowane w czasopismach takich jak choćby Tygodnik Powszechny. Nie jest to jednak żadna kompilacja w rodzaju "the best of..."  tylko pozycja tematyczna. Tym razem Andrzej Stasiuk zaprasza nas do wejścia w relację z dziką,  ale też udomowioną przez nas naturą. Relacja oznacza bądź co bądź aktywny udział w kontakcie ze sobą,  przedmiotem, drugim człowiekiem. Nie wystarczy więc tylko przebywać na łonie tejże natury,  ale trzeba pozwolić sobie na czerpanie z niej jak również spróbować dzielić się z nią ze swoimi refleksjami i emocjami. To właśnie robi Andrzej Stasiuk, kiedy obserwuje zmieniające się pory roku, pory dnia,  czy choćby zmieniającą się wciąż pogodę. Nie zatrzymuje się on bowiem na samej obserwacji,  ale obserwowane zjawiska motywują go do refleksji nad istnieniem, życiem czy też nieuchronnością pewnych procesów,  które właśnie w naturze mają swój początek i koniec. 

"Nieustannie się przebieramy, myjemy bez końca i wciąż paplamy,  stłoczeni przy stołach we własnym towarzystwie,  bo wydaje nam się,  że tak wygląda życie człowieka. A jesteśmy bydlętami i powinniśmy zakosztować ciszy i samotności" - tak pisze Andrzej Stasiuk w tekście,  który kończy zbiór "Kucając". Kiedy opisuje to jak wstawał dwie godziny wcześniej przed szkołą,  żeby właśnie w takiej ciszy i samotności delektować się światem,  to ja osobiście rozumiem o czym mówi,  bo samemu zdarza mi się to niemal co rano,  kiedy wstaje jeszcze przed świtem i biegnę w kierunku jeziora. Z tą różnicą, że u mnie zamiast kontaktu z przyrodą i dzikością przez te osiem kilometrów w słuchawkach leci audiobook bądź Spotify. Udaje mi się jednak za pomocą pozostałych zmysłów - wzrok,  zapach - wyławiać naprawdę niepowtarzalne,  osobiste,  tylko moje fragmenty tego świata zwierząt, roślin,  żywiołów. Zawsze to coś,  aczkolwiek "Kucając" dało mi do myślenia jak bardzo człowiek oddalił się przez wieki od otaczającej go przyrody. 

Relacja z naturą jest czymś niezbędnym do zrozumienia siebie i otaczającego świata. Bez tego nie można mówić w żadnym wypadku o prawdziwym i pełnym życiu. Dlaczego więc tak bardzo przed tą relacją uciekamy?  Otóż ja rozumiem Stasiuka w ten sposób,  że człowiek boi się konfrontacji z prawdą o swojej kruchości. Tak bardzo w toku rozwoju nauki i medycyny uwierzyliśmy w swoją nieśmiertelność,  że odgradzamy się od wszystkiego co przypomina nam o śmierci. W tym celu unikamy natury,  bo ona wciąż umiera i rodzi się na nowo do życia,  przypominając skutecznie że wszystko przemija. Unikamy bycia z umierającą istotą,  bo jak trudne jest takie towarzyszenie w umieraniu pokazuje opowiadanie z "Grochowa" pod tytułem "Suka". Naiwnie wierzymy,  że jak porzucimy swoich bliskich w hospicjach czy szpitalach,  to uciekniemy przed wonią śmierci. Syzyfowy jest ten wysiłek, bo jak uczy nas Stasiuk - "jesteśmy zwierzętami,  chociaż że wszystkich sił staramy się o tym zapomnieć". 

Trudno się wbić w tą książkę prosto ze zgiełku, hałasu i spraw, ale kiedy nadchodzi cisza, zapada noc,  przychodzi cisza to wtedy jest najlepszy moment na delektowanie się "Kucając". Skąd wiem?  Sprawdziłem ostatniej nocy...