Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania projekt prawda, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania projekt prawda, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 marca 2019

Państwo, szkoła, klasy - Przemysław Sadura




Książka Przemysława Sadury nie jest pozycją łatwą w odbiorze, podobnie zresztą jak większość książek, które ukazują się pod znakiem Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Tym bardziej chętnie sięgam co jakiś czas po tytuły z tego wydawnictwa dla poszerzenia horyzontów i tym bardziej mam złość na Ministerstwo Kultury za brak dotacji dla środowiska tak mocno opiniotwórczego ( choć nie wygodnego przez to dla władzy).

Przemysław Sadura wziął na warsztat polską szkołę i przewałkował ją na wiele sposobów,  przede wszystkim jednak z punktu widzenia klasowych nierówności w dostępie do nauki szkolnej. To jak system szkolnictwa jest traktowany przez ludzi, którzy są odpowiedzialni za jego kształt jest nie tylko kwestią bieżącą, ale ma znaczenie dla przyszłych pokoleń Polaków, którzy będą tworzyć społeczeństwo w naszym kraju. Z tego też względu istotne jest żeby wszelkie kroki podejmowane przez aktualnie rządzących miały wydźwięk naukowy, a nie ideologiczny. Przemysław Sadura pochylając się nad tym jak podchodzono i podchodzi się do reform szkolnictwa w naszym kraju prezentuje wnioski, które niestety nie napawają optymizmem. Reformy idą w sprzeczności z aktualnymi doświadczeniami w tej sferze na świecie, nie są konsultowane społecznie, opierają się na wykluczających się celach, a co najsmutniejsze mają wymiar stricte ideologiczny.

Kiedy czyta się o praktycznym efekcie outsourcingu jeśli chodzi o placówki oświatowe, gdy obserwujemy skalę przekłamań i nadużyć przy likwidacji gimnazjów, czy wycofaniu się z reformy "sześciolatków" to trudno się nie złościć na brak kompetencji i jednolitej wizji osób odpowiedzialnych za edukację w Polsce. Kolejne rządy po okresie transformacji, a nawet jeszcze włodarze w okresie PRL-u podejmowały próby wyrównania szans w dostępie do edukacji i dostosowania jej do aktualnych potrzeb społecznych. W rezultacie doprowadzało to często do jeszcze większego rozwarstwienia jeśli chodzi o szanse edukacyjne. Przemysław Sadura poruszając tą kwestię otworzył mi jednocześnie oczy na to jak różnice klasowe w naszym społeczeństwie już na samym początku wypaczają mit o demokratycznej równości. Nie będę zagłębiał się w szczegóły gdyż książka ta zasługuje na uwagę i mam nadzieję, że udało mi się zainteresować nawet tych, którzy nie zajmują się bliżej tematem. Prawda jest taka, że temat polskiej szkoły poruszany jest na gruncie ogólnospołecznym głównie przy tabloidowych i populistycznych rozgrywkach, a szkoda. Czym bardziej wzrasta nasza świadomość tego w jaki sposób oddziaływują na nas instytucje, tym większy wpływ będziemy chcieli mieć na ich kształt.

Reformy dotyczące polskiej szkoły pod dyktando pisowskiej ideologii to tak naprawdę temat, który zasługuje na osobną książkę i z chęcią bym widział Przemysława Sadurę wśród niezależnych ekspertów, którzy stworzą projekt reformy służącej odgruzowaniu polskiej szkoły po tym co zostawi po sobie obecnie rządząca ekipa. Wystarczy dowiedzieć się co leży u źródeł likwidacji gimnazjów i ponownego centralizowania pod kątem decyzyjności w oświacie aby drzeć o praktyczny wymiar tej "dobrej zmiany" w edukacji. Podobnie rzecz się ma jeśli chodzi o nacisk na wychowawczy model szkoły, gdzie etos nacjonalizmu jest aż nazbyt widoczny. Nie mówię tutaj już o przeładowanych programach, czy też ograniczaniu wolnego myślenia. W miejsce różnorodności, ciekawości świata, tolerancji nasze dzieci mają wzrastać w przekonaniu, iż powinny być posłuszne, podporządkowane, a co najważniejsze wyznawać hermetyczny światopogląd, gdzie wszechogarniający lęk pozwala oddać swoją wolę w ręce obozu władzy i pozwolić mu się kierować.

Świetną książkę napisał Przemysław Sadura i smutne jest to, że przeczyta ją niewielu. Wielka szkoda dla świadomości polskich obywateli, którzy już teraz w ogromnej większości wybierają propagandę nad krytyczność w odbiorze świata. Sam nie sięgnął bym po tą książkę gdyby nie przeczytana przeze mnie rozmowa z autorem w magazynie "Pismo", które to magazyn zresztą tak samo jak "Krytyka Polityczna" nie może liczyć na ministerialną dotację. 

sobota, 31 grudnia 2016

Rankingi, rankingi - Osinski 2016 - czyli książkowe podsumowanie roku :)










Moje the best of 2016



Nie jestem jakimś wielkim fanem Sylwestra i ogólnie na cały ten szał imprez, petard, balów i innego ustrojstwa łącznie z karnawałem bym się zakopał pod kołdrą z dobrą książką bądź filmem,  ale cóż żyć trzeba,  nie można się całkiem od ludzi izolować, o przyjaciół trzeba dbać, świata bojkotować nie wypada więc trzeba by znaleźć coś co poprawi humor. 


U mnie doskonałą nagrodą pocieszenia jest okazja do wszelkiego rodzaju rankingów, zestawień i podsumowań na koniec roku. Z tego względu w najbliższym czasie znajdziecie ich kilka na blogu. Nie dlatego, że koniec roku,  że wypada,  trzeba,  bo można i nie lubić i olać, ale ja podchodzę do tego że to fajna okazja do wymiany linków,  paliwa duszy, sięgnięcia po rzeczy które gdzieś tam po drodze umknęły. Często gdzieś znajduje na takich zestawieniach książki, muzę czy filmy, które przeoczyłem i dlatego zawsze staram się zaglądać na te rankingi. Pomyślałem, że może jest więcej takich osób więc i ja poraz drugi już stworzę takie the Best of :) 


Sporo tego było, jestem właśnie w trakcie 190-ej książki w tym roku i od razu korzystając z okazji bardzo mocno Wam polecam "Syna" Phillppa Meyera. Kto wie czy też nie wyskoczy na moją półkę "Ulubione" na lubimyczytac.pl. Znajduje się na niej sporo,  bo równe 20 książek przeczytanych w zeszłym roku :) z nich właśnie wybrałem te najlepsze :) w ogóle okazuje się, że jestem szczęściarzem i dobrze dobieram swe lektury,  bo wśród ocenionych przeze mnie mało jest pozycji które kompletnie nie przypadły mi do gustu. Więc do rzeczy :


Autor roku - Andrzej Stasiuk





podobno ( tak przynajmniej twierdzi Łukasz Orbitowski)  człowiek na różnych etapach swojego życia zmienia swoje fascynacje i zmianie ulega w związku z tym jego ulubiony pisarz. U mnie różnie było, kiedyś skradł moją duszę Marek Hłasko, a teraz jest to Andrzej Stasiuk - za to że dociera do moich najgłębiej skrytych lęków, niepokojów, myśli. Mam wrażenie, że odbiera świat w taki sposób jak ja i wszystko co do tej pory przeczytałem, a wyszło z pod jego ręki do mnie trafiło. Z tego co wnoszę po jego twórczości i wypowiedziach to kieruje się w życiu podobną filozofią i stąd pewnie to pokrewieństwo dusz. Tyle,  że on w odróżnieniu ode mnie potrafi to opisać i przelać na papier  :) A oto książki Andrzeja Stasiuka, których opinię są u mnie na blogu: Osiołkiem, Kucając , Dojczland , Życie to jednak strata jest, Biały kruk, Opowieści galicyjskie, Wschód, Dziennik pisany później, Jak zostałem pisarzem ( próba autobiografii intelektualnej ), Taksim, Grochów, Mury Hebronu 



Książka roku : tu będą trzy książki - 








Mógłbym długo opowiadać o tej książce ( niektórzy odczuli to na własnej skórze ) , ale myślę, że warto by każdy sam sobie doszedł do swoich wniosków i prawd z tej książki. Ma ona bowiem taką wartość bezcenną, że autorka stawia ważne pytania dotyczące ogólnego sensu naszego istnienia, a nie daje gotowych odpowiedzi. Cały czas jednocześnie zaznacza, że prawda jest złożona i składa się z sumy odpowiedzi. Wszystko to pozbawione jest jakiegoś pseudointelektualnego bełkotu dzięki temu, że cała rzecz toczy się w baśniowej scenerii pięknie wykreowanego świata z którego trudno mi było odchodzić. "Hats of to this Lady" śpiewał Titus z Acid Drinkers i te słowa wydają mi się idealne do określenia tego co czuję obecnie w stosunku do mądrości Olgi Tokarczuk i jakże jej zazdroszczę tej umiejętności widzenia świata, z której mi pozostaje czerpać tyle ile potrafię. "Prawiek i inne czasy" to jedna z ważniejszych książek, które czytałem w życiu. Serdecznie ją Wam polecam !






Już od pierwszych stron tego reportażu towarzyszyło mi uczucie gniewu. Dawno nikomu nie udało się u mnie wzbudzić tego uczucia na taką skalę poprzez książkę. Momentami nachodziła mnie refleksja, że tak właśnie powinien brzmieć tytuł tej książki - "Gniew". " Ale, że ponad siedemset stron o głodzie? " - zapytała moja przyjaciółka. Takie same miałem wątpliwości, kiedy pierwszy raz zobaczyłem to wielkie tomiszcze w zapowiedziach - Czy aby nie będzie to książka przegadana? Z drugiej jednak strony objętość tej książki tym bardziej pobudziła moją ciekawość i gdzieś pod skórą już wtedy czułem, że muszę ją przeczytać. Powiem jedno - NIE ŻAŁUJĘ! Nie zmienia to faktu, iż czasem świadomość pewnych rzeczy budzi w nas taki bunt, taką wściekłość, kosztuje tyle nerwów iż można sobie zadać pytanie po co sobie to człowiek robi i bierze na głowę taki ciężki kaliber. Moim zdaniem to nasz obowiązek - przynajmniej wiedzieć - bo nasze emocje to jest tak naprawdę mały koszt w perspektywie ludzi , którzy umierają na taką skalę przy cichym przyzwoleniu społeczeństwa międzynarodowego.







Ostatni raz książka pochłonęła mnie w taki sposób kiedy jeszcze będąc małolatem czytałem "Hrabiego Monte Christo". Nieraz sięgałem po książkę z nadzieją, że przeżyje choćby namiastkę tego stanu. Długo towarzyszył mi w związku z tym niedosyt aż w końcu w moje ręce trafił "Shantaram". W dalszym ciągu nie chcę sprawdzać chyba na ile ta książka rzeczywiście jest opowieścią autobiograficzną, bo moja wyobraźnia została rozbudzona w taki sposób że trudno będzie się pozbierać po tej książce i pewnie długo jeszcze będzie żyła we mnie. Zresztą jaki jest sens roztrząsać na ile to co tu opisane spotkało autora książki w rzeczywistości, a na ile to luźna narracja.


Rożne opinie słyszałem na temat "Shantaram" i mimo, że w większości są to opinie bardzo pozytywne, to czym bardziej poznawałem historię Lina, tym bardziej z zapartym tchem wciągałem się w tamten świat i oczom nie mogłem uwierzyć, kiedy czytałem pojedyncze opinie, że to nuda. To oczywiście kwestia gustu i określonej wrażliwości decyduje czy książka się podoba czy nie i nie zrozumcie mnie źle - przy całym szacunku dla prawa subiektywnej oceny - wszystko można powiedzieć o tej książce, ale nie to że jest ona nudna. Nic tak nie oddaje moich odczuć przy lekturze Shanataram jak słowa Marcina Mellera - "Nigdy w życiu nie kupiłem tak wielu egzemplarzy jakiejś książki na prezenty dla przyjaciół. Wszyscy są wdzięczni. To jak przypadek ciężkiego uzależnienia: jeżeli przeczytasz kilka pierwszych stron, jesteś stracony dla bliskich i pracy na nadchodzący czas”. Jak dla mnie nie ma w tej entuzjastycznej opinii cienia przesady.



Wyróznienie - Depesze - Michael Herr
                         Wydawnictwo Karakter




Dobra, przyznaje się bez bicia, że wyróżnienie dla książki i wydawnictwa znalazło się w podsumowaniu roku z powodów nie tylko literackich - ogólnie rzecz biorąc pamiętajcie wszem i wobec, że WOJNIE pod każdą postacią trzeba mówić stanowcze NIE ! "Depesze", a tym bardziej , Wydawnictwo Karakter zasługuje na uznanie za to, że ta książka w końcu po tylu latach (sprawdźcie sami po ilu, a doznacie szoku ) w końcu ukazała się w Polsce. Myślę, że każdy po jej przeczytaniu zakrzyknie wraz z Zackiem De La Rocha : "Fuck the war!" bo tak jak każda wojna zasługuje na potępienie tak wojna w Wietnamie jest na samym szczycie rankingu tych najbardziej bezsensownych konfliktów zbrojnych i to zarówno jeśli weźmiemy pod uwagę jej genezę jak i to w jaki sposób była prowadzona. Książka Herra uchodzi za kultową jeśli chodzi o swój gatunek, aczkolwiek można mieć trudność tak naprawdę z określeniem co to za gatunek właściwie. Mam problem z zakwalifikowaniem tej pozycji stricte do literatury faktu, gdyż jest to dla mnie bardziej jednak utwór o charakterze autorefleksyjnym. Ma się wrażenie, że momentami sprawozdanie z miejsca walki przeistacza się w powieść i osobiście uważam, że są to zdecydowanie rzeczy, które windują "Depesze" na sam szczyt jeśli chodzi o reportaże. Kiedy już założymy, że mamy do czynienia jednak z reportażem, bo bądź co bądź Michael Herr był korespondentem na wojnie wietnamskiej to wypada zwrócić uwagę na kolejną zaletę jego dzieła. Książka Herra w takim ujęciu to rzadko - przynajmniej przeze mnie - spotykany "reportaż środka". Zwykle tak bowiem jest, że autorzy reportaży bądź to starają się zachować neutralność co do opisywanego tematu, bądź też jednoznacznie dają wyraz swojemu do niego ustosunkowaniu. Bardzo rzadko udaje im się poruszać w swych sprawozdaniach gdzieś po środku, na styku tych dwóch podejść. Z tego też względu tym bardziej właśnie Michael Herr zasługuje na uznanie za sposób przedstawienia tematu, bo osobiście trudno mi sobie wyobrazić bym potrafił zachować taką postawę będąc na jego miejscu. Reporter wojenny jego pokroju jakby na to nie patrzeć bierze czynny udział w wojnie, co zresztą w "Depeszach" jest aż nadto zauważalne. Zawiązuje on podczas wykonywania swej pracy przyjaźnie, sojusze, angażuje się emocjonalnie, wyrabia sobie zdanie na temat tego co dzieje się w toku działań wojennych.



Wydawnictwo roku : Dowody na istnienie 





Nazwaliśmy nasze wydawnictwo Dowody na Istnienie, bo uważamy, że reportaż to „dowód na istnienie”. Człowieka i świata. Nazwa wzięła się z tytułu książki Hanny Krall.

Wydajemy literaturę faktu – z Polski i ze świata. Doceniamy autorów uznanych i dajemy łamy debiutantom. Nasi autorzy piszą o tym, o czym nie mamy pojęcia, choć wydarzyło się tuż obok lub na drugim końcu świata, na który nigdy nie dotrzemy.

Fanom reportażu przywracamy książki z kanonu literatury faktu. Uważamy, że dzięki nim poznają różne sposoby opisywania świata. To książki głośne, które warto przeczytać na nowo, ale i książki zapomniane, które warto mieć w swojej bibliotece.

Kilka razy w roku prezentujemy czytelnikom autorski wybór literatury czeskiej Mariusza Szczygła w serii Stehlík. Powieści, opowiadania, reportaże czyli najlepsze książki, jakie twórca serii przeczytał u naszych południowych sąsiadów.

Nasze książki non-fiction sprawiają, że czytelnik może przez jakiś czas być kimś innym. Wejść w cudze życie. Prawdziwe, niezmyślone. Jesteśmy przekonani, że sprzyja to empatii i rozumieniu świata.

Zapraszamy do lektury!

Zespół Dowodów na Istnienie - źródło


Ja ze swojej strony polecam znakomite książki, które ukazały się właśnie nakładem Dowody na istnienie, czyli : Projekt. Prawda - Mariusz Szczygieł, Dwa razy życie - Aleksandar Hemon, Wielki przypływ - Jarosław Mikołajewski , Schodów się nie pali - Wojciech Tochman, Kuba. Syndrom wyspy - Krzysztof Jacek Hinz...

wtorek, 22 listopada 2016

Láska nebeská - Mariusz Szczygieł







Dopiero od niedawna Mariusz Szczygieł pozostaje jednym z moich ulubionych autorów, ale to tylko i wyłącznie dlatego że od niedawna znam jego literackie dokonania. Jest to bowiem miłość od pierwszego zaczytania - "Projekt: Prawda", a że to najnowsza książka wydana przez Pana Mariusza, to od tego czasu uskuteczniam podróż do źródeł. Tym razem przyszła pora na "Láska nebeská" i znowu było genialnie. Ciekawa jest geneza tej ksiażki, gdyż powstała ona w ramach cyklu "Literatura czeska", wydawanego przez Gazetę Wyborczą, a Mariusz Szczygieł pokusił się o stworzenie felietonów tym dziełom poświęconych tym dziełom. Jak to u tego bywa, nie poprzestał on na tym i felietony stały się zaczątkiem głębszych rozważań na tematy okołoczeskie i okołoludzkie :) I chwała mu za to, bo powstała rewelacyjna książka :)
 

Jako że książka nie jest szczególnie obszerna, to głupio mi jakoś się rozpisywać zbytnio przy tej opinii. Ponadto podobnie jak Mariusz Szczygieł nazywa siebie czechofilem, tak i ja mianowałem się szczygłofilem i czym dłużej bym pisał tym większe ryzyko, że zanudziłbym wszystkich tymi peanami na jego część. W rezultacie obawiam się, że efekt mógłby być odwrotny niż zamierzony i zamiast zachęcić jeszcze bym zranił do Pana Mariusza tych którzy jeszcze nie mieli okazji go poznać. Bo co do tych którzy znają go i lubią z takich książek jak "Zrób sobie raj" , czy "Gottland" to jestem pewien, że nie trzeba ich jakoś szczególnie do "Laski" przekonywać, bo albo ja już czytali albo mają na krótkiej liście.


Ja miałem okazję posłuchać tej książki w formie audiobooka czytanego przez samego autora i jest to niezapomniane przeżycie, bo nie dość że sama treść jest w swym przekazie bardzo pozytywna to uśmiech i optymizm, ale przede wszystkim niekłamany entuzjazm jest wyczuwalny w tonie Mariusza Szczygła niemal w każdym słowie, które tutaj pada. Ci którzy nie mieli okazji go jeszcze poznać z jego felietonów czy książek muszą wiedzieć, że określenie czechofil jest nieprzypadkowe , bo jest on prawdziwym entuzjastą Czechów. Można się zarazić tym entuzjazmem, jak stało się to w moim przypadku za sprawą Mariusza Szczygła właśnie, bo jakże nie zakochać się w narodzie gdzie ogromna większość ludzi uchodzi za moli książkowych. Może po części ten fakt, jak również kwestia neutralności światopoglądowej Czechów sprawia bowiem, że mają oni ogromny dystans do siebie. Wystarczy spojrzeć na ich postawę w obliczu rozmaitych kryzysów z odpowiedniej perspektywy by zacząć się zastanawiać, czy ich "tchórzostwo" i luźny stosunek do takich kwestii jak Bóg, honor i ojczyzna to rzecz do potępiania i śmiechu wraz z pobłażaniem, czy też z drugiej strony jest to coś godnego naśladowania. Może to my jako naród momentami jesteśmy śmieszni z tym "rzucaniem się z motyką na czołgi" przy byle okazji. Trudno ich nie uwielbiać za to ich życie chwilą i patrzenie na własną historię z przymrózeniem oka. Trudno nie zazdrościć im wybiórczej pamięci,  która pozwala im widzieć przeszłość po swojemu dzięki temu mniej od Polaków się umartwiają i użalają nad sobą. Ponadto to chyba jedyny naród bądź jeden z niewielu na świecie, który jest w stanie czcić,  uznawać za wzór geniusz człowieka,  który nigdy nie istniał. Mało tego ten nieistniejący człowiek jest uznawany za najsłynniejszego bodaj Czecha i stawiane są mu raz po raz pomniki. 

Dla osoby nie mającej dotąd kontaktu z Mariuszem Szczygłem ta książka będzie prawdopodobnie wielkim odkryciem co do ogromnego i zaraźliwego poczucia humoru tego autora. Być może cześć z nich zapragnie dołączyć do tych czechofilów i szczygłofilów, do których to ja sam się między innymi  zaliczam. Ci  zaś którzy już czytali te teksty myślę że nieraz zapragną do nich wrócić,  bo to zawsze te parę godzin dobrego, pozytywnego, motywującego feelingu Ja już wiem,  że gdy będę szukał czegoś dobrego na chandrę ro "Laska Nebeská" będzie wtedy jednym z moich priorytetów. Serdecznie Wam tą książkę polecam :) 

niedziela, 24 lipca 2016

Dwa razy życie - Aleksandar Hemon








"...zrozumiałem , że potrzeba opowiadania historii jest głęboko zakorzeniona w naszych umysłach i nierozerwalnie spleciona z mechanizmami generowania i przyswajania sobie języka. Wyobraźnia narracyjna - a tym samym literatura piękna - jest podstawowym narzędziem przetrwania. "



Kolejne moje spotkanie z wydawnictwem Dowody na Istnienie w ramach mini maratonu, który sobie zafundowałem w ostatnich dniach. "Projekt:Prawda" Mariusza Szczygła bardzo mi się spodobał, przede mną jeszcze "Kuba. Syndrom wyspy" autorstwa Krzysztofa Jacka Hinza, a teraz jestem świeżo po lekturze Aleksandara Hemona i mogę śmiało stwierdzić, że książka ta poruszyła mnie do głębi. Cały czas towarzyszy mi pytanie; Co takiego jest w tych Bośniakach, że tak do mnie przemawiają. Hemon bowiem jest kolejnym po Ismecie Prcicu i Zlatanie Ibrahimovicu, którzy zdają się być moimi duchowymi braćmi. Każda emocja przez nich spisana, każde przemyślenie, wizja otaczającego świata, a przede wszystkim jednak zaskakujący poziom autentyczności - wszystko to zatyka mi wręcz usta. Coś musi być w dziedzictwie tego narodu, w jego krwiobiegu co w jakiś metafizyczny, niewytłumaczalny sposób mnie z nim łączy, bo szczególnie w przypadku Prcica i Hemona czuję niemal pokrewieństwo dusz, jakkolwiek dziwnie i patetycznie to brzmi.

Hemonowi udało sie zrobić ze mną prawie to samo, co zrobił ze mną w "Odłamkach" Ismet Prcić. Pamiętam do dziś jakie emocje towarzyszyły mi przy lekturze tamtej książki i jak z dzikością w oczach pożerałem kolejne słowa. Nie zapomniałem kolosalnego knock-outu z jakim mierzyłem się po zakończeniu tej książki. Książki przecież bardzo trudnej tematycznie, bo poruszającej temat wojny, a ściślej rzecz biorą ludobójstwa i to dokonanego dwa razy, bo po pierwsze na fizycznych ofiarach tej wojny w byłej Jugosławii, a potem na wszystkich tych którzy przetrwali, ale tak naprawdę już nigdy nie wrócili do życia z uwagi na przeżytą traumę. Gdzieś tam po cichu liczyłem na podobny efekt w przypadku " Dwa razy życie", ale nie spodziewałem się że i tym razem będzie to powieść aż tak rewelacyjna.

Powieść Aleksandra Hemona ma ciekawą historię w naszym kraju, bo została wygrzebana gdzieś z otchłani przez Wojciecha Tochmana i już sam ten fakt jest swego rodzaju pewną rekomendacją i znakiem jakości. Nie pamiętam by była jakoś specjalnie promowana, wydana została przez wydawnictwo, któremu od main streamu raczej daleko. Mi jednak, podobnie jak Tochmanowi, również udało się tą książkę wypatrzyć i się z nią zapoznać, a muszę powiedzieć że teraz wiem, iż bez tej lektury byłbym bardzo stratny. Jest to opowieść autobiograficzna o człowieku, który żyje na emigracji i poszukuje swego punktu odniesienia w świecie. Jest to historia człowieka, który utracił swoją tożsamość, który walczy z duchami przeszłości, zalicza wzloty i upadki, a przede wszystkim jest to historia człowieka obciążonego piętnem wojny domowej i człowieka który cudem uniknął anihilacji. Mimo że Aleksandar Hemon nie brał bezpośredniego udziału w wojnie domowej w Bośni, to nie ma to większego znaczenia bo z pewnością naznaczenie tym konfliktem spowodowało stygmat, który będzie mu już towarzyszył cale życie. Mam tu na myśli dosłowną stygmatyzację w postaci statusu uchodźcy i emigranta, ocalonego z rzezi jak również tą równie obciążająca i uciążliwą stygmatyzację ducha, który nie potrafi sie wyswobodzić tak jak miało to miejsce jeszcze przed wojną, co obrazuje poniższy cytat:


 "...a na tonącym statku nikt nie potrzebuje komfortu i nie ma czasu na związki. Była to wspaniała epoka dzikiego seksu,krótka era apokaliptycznej euforii, nic tak bowiem nie wzmaga rozkoszy i nie tłumi poczucia winy jak majaczący na horyzoncie kataklizm. Niestety nie wykorzystujemy wielkich możliwości jakie przed nami roztacza ten moment historyczny"


Kiedy pomyślę jak ważne dla mnie jest to by mieć poczucie przynależności do ludzi, miejsca,  a czasem nawet do prozaicznych rzeczy jak układ mebli w mieszkaniu,  czy schemat przyzwyczajeń i codziennych rytuałów,  to nie jestem w stanie...a właśnie że jestem w stanie zrozumieć co czuł Aleksandar Hemon kiedy był w USA,  albo kiedy wrócił do Sarajewa po wojnie,  a to już nie było jego Sarajewo. Jestem w stanie sobie wyobrazić jak przeżywał wojnę i fakt,  że zostali ram jego bliscy. Wreszcie jestem w stanie sobie wyobrazić jak przeżywał chorobę córki. Bardzo mi blisko do tego co mówi sam autor o tym, iż za pomocą słów można oddać wszystko jeśli używa się tych konkretnych. Słowa naprawdę są w stanie zdziałać wiele,  no chyba że używamy tych bzdurnych, niepotrzebnych,  w rodzaju "wszystko się jakoś ułoży", "wszystko będzie dobrze". Rozumiem co chce przekazać autor "Dwa razy życie" i czasem mnie to aż przeraża kiedy mam wręcz wrażenie że pisze o mnie,  bo też miewam obecnie tego typu ucieczki przed światem :


"Tymczasem w domku na Jahorinie byłem jedynym panem swojego czasu, który zaprogramowałem jak mnich, od ośmiu do dziesięciu godzin dziennie poświęcając na czytanie. Klasztorną klauzurę opuszczałem tylko w celu zaspokojenia potrzeb mojego durnego ciała, które oprócz pożywienia i kawy domagało się odrobiny ruchu. "



Spotkałem się z opinią o tej książce,  że mamy tu do czynienia z chaotyczną narracją. Nie zgadzam się z tym. Jak dla mnie wszystko tu jest dokładnie przemyślane,  a to że linia czasu nie jest zachowana nie świadczy o chaosie czy też przypadkowości,  bo układ i kolejność mają tu swój sens i kolejne rozdziały wiążą się ze sobą. Aleksandar Hemon opisując swoją historię dokonuje próby zrekonstruowania własnej tożsamości i miejsca na świecie. Udając się w tą podróż razem z nim poznamy prawdę nie tylko o pojedynczym człowieku,  ale o ludziach w ogóle. O tym co ich napędza, co zbliża do siebie,  co czyni z nich katów i jaka jest geneza bycia ofiarą. Życiorys Hemona to również życiorys przeobrażającej się i pogubionej Jugosławii i wszystkich tych narodów które zostały przymuszone do życia w ulotnej symbiozie. Kiedy w garnku zaczynało się grzać, wystarczyło kilku wariatów którzy podkręcili ogień i doprowadzili do tego że zupa wykipiała i zdecydowanie zbyt wiele ludzkich istnień w niej utonęło. Ci którzy przetrwali,  tak jak Aleksandar Hemon oddają świadectwo tego co się wydarzyło na Bałkanach,  a może wydarzyć tak naprawdę wszędzie i w każdej chwili.  Powieść fascynująca,  bardzo osobista ( szczególnie jej finał i opowieść o tragedii rodzica) i przede wszystkim autentyczna. Tak zwany must read jak dla mnie.



"Jedna z najpaskudniejszych obietnic religijnych mówi, że cierpienie uszlachetnia, że jest krokiem na drodze do oświecenia albo zbawienia. Cierpienie i śmierć Isabel nie przyniosły nic dobrego ani jej , ani nam, ani światu. Jedynym ważnym skutkiem cierpienia Isabel jest jej śmierć. Nie nauczyliśmy się niczego, czego warto by się nauczyć. Nie zdobyliśmy żadnych doświadczeń, które mogłyby komukolwiek przynieść korzyść."

piątek, 22 lipca 2016

Projekt: prawda - Mariusz Szczygieł






Wstyd się przyznać, ale mimo że lubię sięgać po reportaże, to po jednego z najlepszych ( a teraz mogę to potwierdzić osobiście ) reporterów polskich jakim jest Mariusz Szczygieł sięgnąłem poraz pierwszy. Nie to, że nie miałem już kilka razy wcześniej ochoty na zapoznanie się z twórczością p. Mariusza, ale jakoś mi nie schodziło. "Projekt: Prawda" Zaintrygował mnie zarówno tytułem jak i opisem na stronie wydawnictwa. Pewnie nie tylko mnie, bo jest to pozycja inna niż wszystkie, a ja lubię zapoznawać się z rzeczami wymykającymi się wszelkim ramom, matkom,  standardom itp.

"Projekt: prawda " składa się z trzech części,  a każda z nich rządzi się innymi prawami i stanowi odrębną formę pp to by na sam koniec wszystko złożyło się na jeden obraz,  który dla mnie jest przede wszystkim świadectwem ulotności naszych ludzkich prawd. Mariusz Szczygieł daje nam lekcję o tym,  iż życie ludzkie to wciąż zmieniająca się perspektywa,  a to w jaki sposób patrzymy na rozmaite wartości w tym życiu jest efektem naszego nastawienia w danym momencie i wynika z naszych doświadczeń. Już pierwsza z części tej książki jest świadectwem tego co dzieje się z człowiekiem w momencie przeżywania straty. Kiedy bowiem odczuwamy brak ( i nie jest tu istotne czy chodzi o człowieka czy też przedmiot), to ów towarzyszący nam niedosyt,  żal czy smutek wpływa na sposób percepcji otaczającego nas świata. Strata bliskiej osoby może spowodować,  iż wycofiemy się z życia,  strata pewnej szansy,  dzieła sztuki,  utrata pamięci mogą zanurzyć nasz schemat i paradoksalnie wtedy właśnie możemy otworzyć się na inne prawdy,  które dotąd nie były nawet w naszym zasięgu. Jestem osobiście zwolennikiem teorii mówiących o tym,  iż kryzys jest motorem napędowym u człowieka i determinuje jego rozwój. W przypadku Mariusza Szczygła ów kryzys właśnie skłania go do poszukiwania, choć jak się okaże "Portret z pamięci"  Stanisława Stanucha trafi w jego ręce trochę przypadkiem. Nie do końca mówimy jednak o przypadku,  gdyż wcześniej nastąpiło otwarcie się na eksplorację pewnych przestrzeni,  a w tej przestrzeni reporter trafia właśnie na Stanucha. Drugą część "Projektu : prawda" stanowi właśnie książka zapomnianego trochę,  a mnie dotąd nieznanego autora Stanisława Stanucha. Jest on porównywany do Sartre i jak dla mnie rzeczywiście czuć tu ducha uwielbianych przeze mnie w liceum "Dróg do wolności". Mariusz Szczygieł pozostawia dowolność w lekturze tej książki i sugeruje,  że można ją pominąć ale nie zalecam tego kroku,  bo to naprawdę dobry kawałek literatury egzystencjalnej. 

Wreszcie w części trzeciej dochodzimy do meritum książki czyli tytułowego projektu Prawda. Gdyby jednak nie dwie pierwsze części nie było by i samego projektu. Z tego też względu polecam poznać całość tekstu. Lepiej można zrozumieć co autor ma na myśli kiedy bowiem poznajemy jego perspektywę. Nieraz przyszło mi się o tym przekonać. Nie ma znaczenia o jaką dziedzinę chodzi, ja aktualnie na ten przykład czytam "Kroniki" Boba Dylana i jestem pod wrażeniem jak zmienia się moja percepcja jego utworów słuchanych  w momencie kontaktu z jego zapiskami. Całkiem inna bajka. Jest to chyba właśnie jedna z moich prawd najważniejszych po kontakcie z książką Mariusza Szczygła. Żeby dowiedzieć się co ktoś ma do powiedzenia,  trzeba poznać jego historię. Bez tego faktu poznajemy bowiem jedynie swego rodzaju półprawdę, a półprawda to ciągle nic innego jak zafałszowana rzeczywistość. Prawdy tu zawarte zostały zebrane w sposób w gruncie rzeczy bardzo przypadkowy i bardzo podobało mi się, że autor ich nie wartościuje i nie ma znaczenia czy dotyczą one problemów życia i śmierci, celu życia, czy po prostu zwykłych codziennych prawidłowości rządzących prostymi ludzkimi interakcjami. Nie jest również istotne, czy prawda jest przekazywana przez Tomasz Stańko, Kapuścińskiego z zaświatów, czy przypadkowej osoby w pociągu, bądź kierowcy taksówki. 

Nie będę tu przytaczał tych prawd, nie będę sie skupiał na ich analizie i interpretacji, bo kto przeczytał wcześniejsze akapity i dotarł do tego miejsca zrozumie dlaczego jest to bezcelowe. Na koniec podzielę się kolejną prawdą, którą obdarzył mnie Mariusz Szczygieł, a mianowicie, że wciąż muszę unikać stereotypowego myślenia. Kiedy bowiem widziałem wcześniej niejednokrotnie jego nazwisko jako autora rozmaitych książek to wciąż oceniałem go przez pryzmat słynnego talk -show na antenie Polsatu. Jakżeż bledną okazuje się ta perspektywa i jakże niebanalnym i utalentowanym pisarzem jest Pan Mariusz Szczygieł w rzeczywistości - aż trudno mi uwierzyć. Jestem zauroczony jego delikatnym, nienachalnym stylem i przede wszystkim podoba mi się jego optymistyczny stosunek do ludzi i świata. Jeszcze nieraz sięgnę po jego książki - tym razem już w pełnej prawdzie.